Rowerzysta: przydały by się progi ostrzegawcze na ścieżkach rowerowych

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Na kluczowych skrzyżowaniach, na których są też ścieżki rowerowe, warto by zainstalować delikatne progi. Uświadamiałyby cyklistom, że dojeżdżają do miejsca, w którym powinni bardziej uważać – proponuje rowerzysta z Warszawy. Podobne rozwiązanie zainstalowano na nowych warszawskich bulwarach nad Wisłą

Paski ostrzegawcze na nowych bulwarach nad Wisłą w Warszawie. Fot. Lech Pluta

Paski ostrzegawcze pojawiły się już w Polsce – są np. na nowych bulwarach nad Wisłą w Warszawie. Fot. Lech Pluta

Lech Pluta na co dzień zajmuje się reklamą, ale dużo czasu spędza na rowerze. W wakacje podróżuje w ten sposób z dziećmi po Polsce. Martwi go jednak bezpieczeństwo cyklistów, dlatego przyszedł do naszej redakcji z niecodziennym pomysłem.

Dać znak o niebezpieczeństwie

– Dbam o bezpieczeństwo swoje i dzieci, więc szukam rozwiązań, jak je poprawić – mówi brd24.pl – Uważam, że może warto spróbować to zrobić na kluczowych skrzyżowaniach z ruchem rowerowym. Mój pomysł zrodził się po przejeżdżaniu przez przejazd rowerowy na prawoskręcie, kiedy kierowca mnie nie zauważył. Czasem kierowcy mają tam ograniczoną widoczność, a rowerzyści przejeżdżają dość szybko. Pomyślałem, że przydałoby się coś, co by ich w tych miejscach mogło spowolnić. Przyda się to także pieszym. Nie raz widzę w Warszawie rowerzystów pędzących na dwóch kółkach – a dobrze zbudowany facet, rozpędzone 80-90 kg jest w stanie wyrządzić poważną szkodę pieszemu – dodaje.

Lech Pluta uważa, że pomocne mogły by okazać się niewielkie progi zwalniające, instalowane na ścieżkach rowerowych tuż przed skrzyżowaniami. – Wyobrażam sobie je jako listwy, które nie tyle utrudnią jazdę, co dzięki wibracjom przekazywanym do ciała rowerzysty, będą go uprzedzać o zbliżaniu się do miejsca, w którym powinien pojechać ostrożniej. Mogły by być to listwy podświetlane po tym, jak się na nie najedzie – opowiada. – Nie widziałem nigdzie na świecie takiego rozwiązania. Nie wiem, czy coś takiego istnieje. Wydaje mi się natomiast, że nie był by to jakiś wielki koszt, a pomoc może być nieoceniona.

Pasków dla rowerzystów próbowali w USA…

Pomysł, który proponuje Lech Pluta, próbowano już wdrażać m.in. w USA. Specjalne, niewielkie paski, naklejono na pasie rowerowym w Madison w 2013 r. Żółte prążki, które ostrzegały i zwalniały cyklistów pojawiły się w miejscach, w których ostrzegały, że zaraz zbliża się przestrzeń współdzielona z pieszymi – ścieżka przebiegała przez przystanek autobusowy, na którym pojawiali się pasażerowie, czyli piesi. I choć rowerzyści przyznawali, że paski nie stanowiły na drodze przeszkody, a ostrzeżenie, większość uznała, że to… opresja. Argumenty? Kilka z nich przytoczył bikeportal.org:
„Za każdym razem czuje się, jakby ktoś napisał tam >>walcie się rowerzyści!<<„;
„Widziałem kilka przypadków, gdy ludzie je omijali wyjeżdżając na jezdnię i niebezpiecznie zbliżając się do pojazdów”;
„Mają potencjał, by spowodować więcej szkód niż pożytku”
„Powodują – literalnie – ból tyłka”.

Rowerzyści wszczęli taką awanturę, że miejscowi urzędnicy zrzucili winę na drogowców – ich zdaniem ekipa remontująca most miała sama zainstalować paski i dlatego odbyło się to bez konsultacji w specjalnym komitecie do spraw rowerzystów i pieszych. Na spotkaniu przedstawiciel rowerzystów argumentował, że skuteczność pasków dla rowerzystów jest zerowa, bo… „mogą je omijać”. I tak, rok po instalacji, urzędnicy paski dla rowerzystów usunęli z jezdni.

Nie wszędzie jednak władze uginają się pod presją. W marcu tego roku zarządca królewskiego Hyde Park w Londynie zapowiedział instalację progów, które spowolnią rowerzystów wjeżdżających w tę strefę. W ten sposób władza chcą zadbać o pieszych, którzy współdzielą z cyklistami trasy. Okazało się bowiem, że rowerzyści wjeżdżali tam z dużą prędkością, przekraczającą często 50 km/h.

Bardziej radykalnie postąpiono w 2009 r. na jednaj z ulic w północnej części Londynu – w dzielnicy Islington. Choć uliczka wyłączona jest z ruchu samochodów, pojawiło się na niej aż 14 progów zwalniających. I to takich solidnych, inżynieryjnie podobnych do samochodowych. W ten sposób zarządca drogi postanowił rozwiązać problem – mieszkańcy tej okolicy skarżyli się na pędzących z nić z dużymi prędkościami rowerzystów, którzy zagrażać mieli bawiącym się tam dzieciom.

luz