Connect with us

Infrastruktura

Śmiercionośne miejskie lampy LED

Opublikowano

-

Śmiertelne wypadki w Toruniu zdarzyły się na ulicach, gdzie samorząd zmienił oświetlenie na LED. Sama zamiana opraw, bez nowego projektu i nowych słupów, może być niebezpieczna. Ale dla samorządów liczy się tylko oszczędność w wydatkach na energię

15 grudnia 2017 r. Wczesny ranek – około 6.30. Do wschodu słońca jeszcze półtorej godziny. Toruńska Trasa Średnicowa. W całości oświetlona nowymi lampami LED o barwie temperaturowej 4500 K. Na przejście dla pieszych wchodzi ciężarna kobieta. Ginie pod kołami samochodu.

Miejsce śmiertelnego wypadku na przejściu dla pieszych w Toruniu na ul. Grudziądzkiej. Fot. Anna Zglińska

Miejsce śmiertelnego wypadku na przejściu dla pieszych w Toruniu na ul. Grudziądzkiej. Fot. Anna Zglińska

29 grudnia 2018 r. Wieczór – około godz. 19. Ulica Grudziądzka w Toruniu, w ciągu drogi krajowej nr 91, na tym odcinku oświetlona lampami LED umieszczonymi na starych słupach, na których wcześniej wisiały lampy sodowe. Przez przejście wyposażone w aktywne znaki i tzw. kocie oczka przechodzą dwie kobiety. Są na środku pasów, gdy wjeżdża w nie 26-letni kierowca BMW. Obie potrącone godzinę później umierają w szpitalu.
Jak sprawdziliśmy po wypadku, aktywne znaki nie działały. W okolicy mocno świeci wielka reklama pobliskiego supermarketu. Lampa miejska usytuowana tuż przy przejściu ma kuriozalnie krótkie ramię. Drugi pas ruchu pozostaje niedoświetlony.

18 stycznia tego roku. Godzina 18. Okolice toruńskiej hali sportowo-widowiskowej, gdzie małą ulicę przebudowano na dwupasmówkę. Dwóch niesłyszących mężczyzn przechodzi przez przejście dla pieszych, idą na mecz. Jeden samochód zatrzymuje się i przepuszcza pieszych. Drugi w nich wjeżdża. Jeden z mężczyzn ginie, drugi zostaje ciężko ranny. Chodniki w tym miejscu oświetlone są lampami wysokoprężnymi (metalowo-halogenkowe) o wysokiej barwie temperaturowej. Nad przejściem są cztery oprawy LED. Są też znaki aktywne, „kocie oczka” i pasy wymalowane dodatkowo na czerwono. Wzdłuż ul. Bema jest wiele różnych źródeł światła, a każde w innej technologii i temperaturze. Elewacja hali sportowej to jedna wielka reklama diodowa.

Nowe lampy, ale bez projektu

Prędkość, nieuwaga, nieznajomość przepisów – zwykle tym tłumaczy się przyczyny wypadku z pieszymi na pasach. Jak jednak wygląda przejście takie jak w Toruniu na ul. Grudziądzkiej z perspektywy kierowcy?
Kierujący samochodem jedzie tam ulicą z równomiernym oświetleniem (lampy sodowe). Potem wjeżdża w obszar ciemności i oślepia go duża diodowa reklama centrum handlowego. Dalszy odcinek drogi oświetlony jest lampami LED. Są miejsca ciemniejsze i jaśniejsze. Chodniki pozostają niedoświetlone.
Uwagę na to miejsce zwracają sami mieszkańcy. Na tle lepiej doświetlonej ulicy pieszy jest tylko ciemną sylwetką. Na tle ciemniejszego fragmentu drogi, pieszego nie widać wcale.


Dlaczego na ul. Grudziądzkiej świecące bardziej punktowo oprawy LED zawisły na tych samych słupach, z krótkimi ramionami, na których wcześniej wisiały bardziej energochłonne lampy? Sprawdziliśmy. Miejski Zarząd Dróg w Toruniu wymienił oprawy na słupach, ale nie wykonano nowego projektu oświetlenia. „Przed wymianą wykonano obliczenia fotometryczne” – odpowiada jedynie MZD.
Podobnie jest na toruńskiej ulicy PCK. Tam oświetleniem zarządza spółka Energa Oświetlenie. Nowe oprawy LED powieszono na starych słupach, bez zmiany ich rozstawu, wysokości. Efekt? Ulica oświetlona jak zebra zimnym światłem.

Ulica PCK w Toruniu. Na zdjęciu skrzyżowanie oświetlone ciepłym światłem z ulicy Dekerta, gdzie jeszcze w użyciu są lampy sodowe. Lampa LED “świeci”, ale nie działa. Piesi (tak, są na tym zdjęciu) stają się widoczni dopiero w świetle reflektorów samochodowych Fot. Anna Zglińska

Ulica PCK w Toruniu. Na zdjęciu skrzyżowanie oświetlone ciepłym światłem z ulicy Dekerta, gdzie jeszcze w użyciu są lampy sodowe. Lampa LED “świeci”, ale nie działa. Piesi (tak, są na tym zdjęciu) stają się widoczni dopiero w świetle reflektorów samochodowych Fot. Anna Zglińska

I nie są to niestety jedyne przypadki w kraju. To raczej reguła w niskobudżetowych inwestycjach. W branży oświetleniowej wiedza o tym, że samorządy w niebezpieczny sposób wymieniają lampy na LED, jest tajemnicą poliszynela. Eksperci radzą, jak zrobić to dobrze. Ale żadne prawo tego nie wymaga, więc liczą się same oszczędności. A te dla samorządów są ogromne.

Liczy się, ile można zaoszczędzić

Oświetlenie to jeden z kluczowych wydatków w wielu miastach. Jego wymiana na LED może przynosić aż 80 proc. oszczędności w zużyciu energii elektrycznej, choć rozłożonych w czasie, bo początkowo inwestycja jest kosztowna. By samorządom ulżyć w tym wydatku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach programu SOWA dotuje wymianę oświetlenia na energooszczędne nawet w wysokości 100 proc. nakładów.

Nie można się dziwić, że samorządowcy inwestują w światła LED. Problemem jest jednak, że lecą do tych lamp jak przysłowiowe ćmy. Bo sprzedający oświetlenie LED wszędzie (także w mediach) podkreślają, jak ważne jest dostosowanie do niego starej infrastruktury. Eksperci odradzają zmianę oświetlenia bez analizy parametrów i infrastruktury, bez brania pod uwagę klasy drogi, wysokości słupów, liczby przejść dla pieszych. Wiedzą, że bez tego zmiana na tańsze lampy może w efekcie oznaczać pogorszenie widoczności na ulicach.

A to tylko początek możliwych kłopotów. Lampy LED przepalają się inaczej niż tradycyjne. Pięcioletnie przeglądy techniczne oświetlenia i roczne kontrole w przypadku tego typu oświetlenia nie pozwalają na wychwycenie przygasających lamp.
W Toruniu czy Bydgoszczy lampy bierze się pod lupę raz na rok. Jeśli lampa LED przepala się, przygasając, a nawet zepsuta „świeci”, w cyklu rocznej kontroli wychwytuje się to czasem dużo za późno. Lampy LED powinno się również… wycierać. Bywają bardzo czułe na zabrudzenia obudowy ze względu na odprowadzanie ciepła na zewnątrz, które wytwarza się, gdy działają. Innymi słowy, by takie oświetlenie spełniało swoją funkcję, należy je często sprawdzać, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, gdy od niego zależy bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów. To niesie koszty, ale również rzecz dużo trudniejszą – zmianę przyzwyczajeń i schematów.

Kierowcy kontra fabryczne światło

Lekarze alarmują, że przebywanie w świetle LED-ów zaburza rytm biologiczny organizmu poprzez ograniczenie produkcji melatoniny – hormonu odpowiadającego za nasz spokojny sen. Temperatura i intensywność światła w ciągu dnia ulega ciągłym przemianom. O wschodzie i zachodzie jest najniższa, by osiągnąć punkt kulminacyjny w południe. Inteligentne budynki są już wyposażone w takie systemy, by światło oddawało temperaturę tego na zewnątrz lub stymulowało do większej wydajności udając temperaturę światła słońca w zenicie.
A co fundują sobie polskie miasta montując LED-y? Najczęściej jest to niezwykle zimne światło 4500 K, zwane zresztą “księżycowym”. Organizm kierowcy, niby pies Pawłowa, wchodzi w tryb pracy, choć po zmierzchu powinien się już wyciszać i otaczać światłem ciepłym takim, jakie dają stare oprawy sodowe. Temperatura światła w tzw. złotej godzinie wynosi od 2000 do 3000 K – tyle co wysokoprężne lampy sodowe. Kierowcy to wiedzą i skarżą się na niski komfort jazdy w świetle LED-ów – choć nie wiedzą, jakie są tego przyczyny.

Ministerstwo na razie ma tylko „dobre rady”

Część samorządowców jest świadoma problemu. W Jaworznie – mieście, w którym spełniła się wizja zera ofiar wypadków drogowych – dwa lata temu miasto z firmą Tauron stworzyło masterplan oświetleniowy. Opracowano spójne standardy zawierające zapisy dotyczące wartości luminancji, natężenia, zakresu temperatur oświetlenia, również po to, by uniknąć „zanieczyszczenia” światłem.
– W ramach masterplanu wyszliśmy z takimi wnioskami, że miejsca zamieszkania mają zostać z lampami sodowymi- mówi Tomasz Tosza z Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. – Natomiast ulica oświetlona na sodowo i doświetlenie wertykalnym LED-em jest dobrym rozwiązaniem – dodaje. Przy czym wybrano światła LED o ciepłej barwie temperaturowej, zgodnej z oświetleniem sodowym.

Skoro wszyscy wiedzą o problemie i niebezpiecznych konsekwencjach, dlaczego inne samorządy podejmują ryzykowne inwestycje? W skrócie – bo prawo na to pozwala.
Doświetlanie przejść dla pieszych trwa od lat. I wiadomo, że zarządcy dróg popełniają wiele błędów – np. oprawy świecące nie pod kątem o prosto z góry oświetlają czubek głowy pieszego, kierowca nie widzi wiele więcej, gdy nadjeżdża. Ministerstwo Infrastruktury ten problem dostrzegło w ubiegłym roku. Opublikowano wytyczne pokazujące, jak prawidłowo oświetlać przejścia – ale nie wpisano takich wytycznych do żadnego z roporządzeń. Poradnik ministerstwa jest więc tylko zbiorem dobrych rad a nie obowiązkiem dla zarządców.

Czy to się w Polsce zmieni?

Anna Zglińska