Connect with us

Infrastruktura

Śmiertelnie niebezpieczne wjazdy pod prąd na S3. Ministerstwo nic nie sprawdziło, ale uważa, że nic nie trzeba zmieniać

Wielu kierowców wjeżdża pod prąd na drogę ekspresową S3. Wydarzył się nawet śmiertelny wypadek. Ministerstwo Infrastruktury nie zleciło nawet audytu oznakowania. I choć w innych krajach są dodatkowe znaki ostrzegające przed wjazdem pod prąd, polscy urzędnicy wiedzą lepiej: „wprowadzanie kolejnego znaku nie wydaje się uzasadnione” – odpowiadają na pytania brd24.pl

Opublikowano

-

Wielu kierowców wjeżdża pod prąd na drogę ekspresową S3. Wydarzył się nawet śmiertelny wypadek. Ministerstwo Infrastruktury nie zleciło nawet audytu oznakowania. I choć w innych krajach są dodatkowe znaki ostrzegające przed wjazdem pod prąd, polscy urzędnicy wiedzą lepiej: „wprowadzanie kolejnego znaku nie wydaje się uzasadnione” – odpowiadają na pytania brd24.pl

23 czerwca w wypadku spowodowanym przez kierowcę jadącego pod prąd na drodze ekspresowej S3 zginęły dwie osoby. Fot. policja

23 czerwca w wypadku spowodowanym przez kierowcę jadącego pod prąd na drodze ekspresowej S3 zginęły dwie osoby. Fot. policja

Wjazdy pod prąd na autostradę czy drogę ekspresową zdarzają się nie tylko w Polsce. W samych Niemczech odnotowywanych jest blisko 3 tys. takich zdarzeń rocznie. Dlatego wiele krajów postanowiło zadbać o tych, którzy mimo standardowego oznakowania popełniają błąd i instaluje dodatkowe oznakowanie ostrzegające przed wjechaniem ze złej strony na drogę szybkiego ruchu.

W Polsce w ostatnio doszło do kilku przypadków jazdy pod prąd na drodze ekspresowej S3. I większość z nich wydarzyła się w okolicach Sulechowa.

Przypadki z S3

W grudniu ubiegłego roku 93-latek w toyocie wjechał tam pod prąd. I choć jadący z naprzeciwka kierowca audi próbował się ratować przed zderzeniem czołowym, samochody i tak się zderzyły. Na wypadek najechał kierowca renault, który ostro zahamował i wtedy wjechał w niego volkswagen. Efekt? Cztery auta rozbite i czworo rannych, w tym dzieci.
Do kolejnego wypadku na S3 doszło 13 marca tego roku. 67-letni kierowca jechał pod prąd i na odcinku pomiędzy Międzyrzeczem a Świebodzinem zderzył się swoim renault ze skodą, którą jechała 37-letnia kobieta. Mężczyzna zginął na miejscu. Ciężko ranną kobietę zabrało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Zaledwie trzy dni później – 16 marca – policja zatrzymała kierowcę forda galaxy, który jechał pod prąd S3 w okolicach Gorzowa.
Na początku lutego na węźle S3 w Skwierzynie kobieta wjechała volkswagenem pod prąd i zderzyła się czołowo z hyundaiem. Ranne zostały cztery osoby z obu samochodów. Zabrano je do szpitali.
25 maja tego roku 85-letnia kobieta jechała pod prąd na S3 w stronę Zielonej Góry. Na nagraniu, które jeden z kierowców wysłał do mediów i policji, widać było, że tylko dzięki niezwykłemu refleksowi uniknął tragedii. Policjanci zatrzymali starszej pani prawo jazdy i skierowali wniosek do sądu o jej ukaranie oraz o skierowanie na badania, które potwierdzą jej zdolność do kierowania pojazdami.
Ostatni wypadek wydarzył się zaledwie dwa tygodnie temu. 23 czerwca starszy kierowca w mercedesie jechał pod prąd S3 na odcinku Świebodzin – Sulechów. Zderzył się czołowo z lexusem. Kierowca mercedesa zginął na miejscu. Kierowca lexusa, którym okazał się znany miejscowy biznesmen, zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Urzędnicy: Analiza? Nie ma. Nowe znaki? Nie potrzebne

Ponieważ od czytelników dostawaliśmy sygnały, że do wjazdów pod prąd na S3 dochodzi znacznie częściej, zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury – nadzoruje nie tylko Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad odpowiadającą za drogę S3, ale też działa w nim Krajowa Rada BRD – czy po tych zdarzeniach zleciło przeprowadzenie audytu m.in. dotyczącego oznakowania.

Z odpowiedzi ministerstwa jasno wynika, że nie przeprowadzono dotąd żadnej analizy związanej ze zdarzeniami jazdy pod prąd. Urzędnicy piszą tylko o tym, że w ramach nadzoru resort prowadzi kontrolę organizacji ruchu na tych drogach:

„Odnosząc się do kwestii analizy oznakowania na drogach zarządzanych przez GDDKiA informuję, że resort infrastruktury, w ramach sprawowanego przez ministra właściwego do spraw transportu nadzoru nad zarządzaniem ruchem na drogach krajowych, prowadzi kontrolę organizacji ruchu na tych drogach. Prowadzone kontrole skutkują wprowadzaniem zmian w stałej organizacji ruchu, a także w czasowej organizacji ruchu odcinków dróg, na których prowadzone były roboty drogowe albo które były objęte przebudową. Wprowadzone przez organ zarządzający ruchem – Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad – zmiany w organizacji ruchu pozytywnie wpływają zarówno na poziom bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jak i odpowiedni standard oznakowania drogowego” – napisał rzecznik resortu infrastruktury Szymon Huptyś.

Zapytaliśmy też, czy nie należałoby wzorem innych krajów (m.in. Francji, Niemiec, Chorwacji) wprowadzić dodatkowego, wyraźnego ostrzegawczego oznakowania dla kierowców, którzy źle skręcą na zjazdach i zaczną nimi wjeżdżać na drogę szybkiego ruchu.

Znak ostrzegający przed wjazdem pod prąd na drodze szybkiego ruchu w Austrii. Fot. Pflatsch/CC-ASA-3.0

Znak ostrzegający przed wjazdem pod prąd na drodze szybkiego ruchu w Austrii. Fot. Pflatsch/CC-ASA-3.0

Ministerstwo Infrastruktury uznaje jednak – inaczej niż w innych krajach, dłużej posiadających drogi szybkiego ruchu i świadomych, że kierowcy mogą popełniać błędy – że obecne oznakowanie wystarczy. I choć kierowcy wjeżdżają pod prąd, polscy urzędnicy nie zamierzają kierowców dodatkowo ostrzegać.

„W obowiązującym stanie prawnym kierujący pojazdem, który dopuszcza się jazdy w kierunku przeciwnym do ruchu odbywającego się na autostradzie lub drodze ekspresowej, nie stosuje się do dyspozycji wynikającej z art. 16 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2017 r. poz. 1260, z późn. zm.) oraz minimum 3 znaków drogowych (P-7b „linia krawędziowa ciągła”, P-21 „powierzchnia wyłączona z ruchu”, a także C-5 „nakaz jazdy prosto). Wprowadzanie do porządku prawnego kolejnego znaku drogowego – ostrzegającego przed wjechaniem „pod prąd” – nie wydaje się uzasadnione” – napisał rzecznik Szymon Huptyś.

Urzędnicy dają więc wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierzają próbować działać tak, by nie doprowadzać do śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji. To wpisuje się w dotychczasowy profil ich działań. Za to zapewne po kilku latach zrobią kampanię edukacyjną o tym, że nie należy jeździć pod prąd…

Łukasz Zboralski