UJAWNIAMY: polskie autostrady zbudowano do prędkości 130 km/h. Będzie obniżka?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Polskie drogi szybkiego ruchu budowano z myślą o mniejszych prędkościach niż te, które w 2011 r. wprowadzili posłowie. Czy rząd zmieni limity do 130 km/h na autostradach i 110 km/h na drogach ekspresowych?

Autostrada A1 Fot. CC-BY-3.0

Autostrada A1 Fot. CC-BY-3.0

Polscy kierowcy mogą po autostradach jeździć z prędkością 140 km/h, a maksymalna prędkość na drogach ekspresowych wynosi 120 km/h. W praktyce to prędkości jeszcze większe. Służby nie mogą karać za przekrocznie prędkości do 10 km/h, kierowcy mogą więc jeździć ekspresówkami 120 km/h, a autostradami nawet 150 km/h.

Przedwyborczo limity w górę, a założenia projektowania dróg pozostały

Tymczasem u podstaw budowy polskich dróg szybkiego ruchu legły zupełnie inne założenia. Autostrady budowano z myślą o prędkości 130 km/h.
– Tak, to prawda – potwierdza prof. Stanisław Gaca z Politechniki Krakowskiej. – Przez lata przy budowie dróg obowiązywała tzw. prędkość projektowa na poziomie 120 km/h oraz prędkość miarodajna, czyli taka służąca ocenie elementów drogi pod względem bezpieczeństwa ruchu drogowego, na poziomie 130 km/h. Przy wcześniejszych limitach prędkości prędkość miarodajna była zbieżna z prędkością dopuszczalną.

Tymczasem tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r., niespodziewanie senacką poprawką w prawie zdecydowano się podnieść limity prędkości na drogach ekspresowych do 120 km/h a na autostradach do 140 km/h. Taką poprawkę zgłosił senator Platformy Stanisław Iwan. Jednocześnie wtedy właśnie ustalono, że nie będzie kar za przekroczenie prędkości o 10 km/h.

Posłowie w Sejmie przegłosowali senacką poprawkę choć do tej zmiany prawa nie było żadnych podstaw merytorycznych. Eksperci byli takiemu krokowi zdecydowanie przeciwni.

– Każdy chciał się przypodobać kierowcom – wyznawał później w RMF FM poseł  Wiesław Szczepański z SLD, ówczesny wiceszef sejmowej Komisji Infrastruktury. – W skali kraju jeden samochód przypada na 1,5 mieszkańca, więc to jest elektorat, z którego jeden lubi jechać szybko, a drugi jeździ tylko do kościoła i będzie to bardzo trudno zmienić.

Tymczasem w dokumentach dotyczących tego, jak budować drogi szybkiego ruchu, nic się przez lata nie zmieniło. W związku z tym w wielkim boomie budowlanym w Polsce budowano autostrady i ekspresówki, po których w założeniu kierowcy mieli jeździć wolniej.

Więcej ofiar, żadnej refleksji

W 2012 r. ci sami posłowie, którzy zgodzili się podnieść limity prędkości na polskich drogach, przestraszyli się swojej decyzji. W porównaniu do poprzedniego roku znacznie zwiększyła się bowiem (o 11 proc.) liczba ofiar wypadków na polskich drogach. Posłowie z komisji infrastruktury apelowali nawet wówczas do premiera o analizę przyczyn wypadków i propozycje rozwiązania tej sytuacji.

Ostatecznie wyższe limity pozostały. Posłowie rządzącej koalicji PO-PSL chętni byli kierowcom coś dodawać, choćby od tego ginęli na drogach, ale zabierać nie mieli już odwagi. Woleli mieć spokój przy urnach w kolejnych wyborach.

Nikt nie zwrócił przy tym uwagi na filozofię budowania dróg do innych prędkości i pozwalania na podróżowanie po nich z większymi limitami. Czy to nie jest niebezpieczne?

– Jeśli chodzi o przyjmowaną prędkość miarodajną 130 km/h na autostradach, to oznaczało to wprowadzenie takich granicznych parametrów przy budowie np. łuku, przechyłka na łuku, długości pasa włączania się do ruchu. Te elementy musiały gwarantować bezpieczny przejazd z prędkością 130 km/h – mówi prof. Gaca. – W rzeczywistym projektowaniu rzadko brało się takie graniczne wartości. Przecież na autostradzie rzadko są łuki. Jeśli chodzi o geometrię drogi to z faktu, że podniesiono dopuszczalną prędkość do 140 km/h nie wynika zagrożenie dla bezpieczeństwa. GDDKiA weryfikowała, czy takie miejsca były projektowane i były tam wprowadzane lokalne ograniczenia prędkości.

Gdzie są miejsca niebezpieczne?

Próbowaliśmy sprawdzić, ile takich miejsc odkryto na polskich autostradach. GDDKiA na to pytanie nam nie odpowiedziała. Dowiedzieliśmy się tylko, jak wygląda to na drogach ekspresowych.

– Z przeprowadzonych kontroli w kwietniu 2016 r.  istniejących ograniczeń prędkości na drogach ekspresowych zidentyfikowano łącznie 64 miejsca występowania ograniczeń prędkości, spowodowanych brakiem odległości widoczności na zatrzymanie – napisał Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. –  W podziale na drogi liczba ograniczeń wynosi: S8 (50 lokalizacji), S7 (8 lokalizacji), S12/S17 (2 lokalizacje) i S69 (4 lokalizacje).

O tę sprawę zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Oficjalna odpowiedź nie nadeszła. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że resort zamierza w tej sprawie konsultować się m.in. z naukowcami Instytutu Budowy Dróg i Mostów.

Z jedynych informacji o prędkościach na autostradzie – gromadzonych na odcinkach A1 AmberOne – wynika, że 10 prof. kierowców na autostradzie jedzie ze średnią prędkością większą niż 150 km/h. Kolejnych 21 proc. przemierza A1 ze średnią prędkością 130-150 km/h.

Prof. Stanisław Gaca uważa, że limit prędkości na autostradach w Polsce powinien zostać zmniejszony. – Ze względu na to, iż człowiek mniej sprawnie działa jeśli chodzi o przetwarzanie informacji i podejmowanie decyzji – mówi naukowiec. – Bo trzeba patrzeć na całą grupę kierowców poruszających się po drogach a nie tylko np. na młodych, którzy mają lepszą percepcję. Dlatego wolałbym, żeby na polskich autostradach obowiązywał limit 130 km/h. To byłaby decyzja racjonalna patrząc na doświadczenia innych krajów. W Niemczech lokalnie też są głównie ograniczanie 120-120 km/h, a ogólnie zaleca się 130 km/h nawet tam, gdzie nie ma limitu.

Łukasz Zboralski