• Home »
  • Prawo »
  • Okres próbny dla nowych kierowców z opóźnieniem. Czy uda się poprawić ten bubel?

Okres próbny dla nowych kierowców z opóźnieniem. Czy uda się poprawić ten bubel?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Wygląda na to, że nowe przepisy nakładające ograniczenia na świeżo upieczonych kierowców – dwuletni okres próbny – jednak nie będą obowiązywać od 4 czerwca. Ministerstwo Cyfryzacji rozważa odłożenie ich w czasie już po raz kolejny, bo obawia się problemów z działaniem systemy CEPiK 2.0. Zdaniem ekspertów to dobrze, bo nowa ustawa roi się od bubli i jest szansa, by to poprawić

Nauka jazdy. Fot. Henryk Borawski/Wikipedia/CC ASA 4.0

Nowe przepisy zakładają dwuletni okres próbny dla kierowców, którzy uzyskują uprawnienia. W tym czasie będą ich obowiązywać ograniczenia. m.in. w zakresie wykroczeń na drodze. Fot. Henryk Borawski/Wikipedia/CC ASA 4.0

Założenie było takie, że każdy kto po 4 czerwca zda egzamin na prawo jazdy będzie objęty dwuletnim okresem próbnym, a to będzie oznaczało dla niego wiele ograniczeń. Między innymi mniejszą dozwoloną prędkość przez pierwsze osiem miesięcy okresu próbnego (do 50 km/h w obszarze zabudowanym, maksymalnie 80 km/h poza obszarem zabudowanym zamiast 100 km/h, a na autostradach i dwujezdniowych drogach szybkiego ruchu 100 km/h zamiast odpowiednio 140 i 120 km/h). W ciągu ośmiu miesięcy kierowca będzie musiał poruszać się samochodem z naklejonym na szybie zielonym listkiem.

Jeśli młody kierowca w ciągu dwóch lat popełni dwa wykroczenia, zostanie wysłany na kurs reedukacyjny. Trzy wykroczenia lub jedno przestępstwo na drodze w okresie próbnym ma oznaczać cofnięcie uprawnień. Między czwartym a ósmym miesiącem od uzyskania prawa jazdy świeżo upieczony kierowca będzie też musiał przejść dodatkowy kurs doszkalający.

Informacje o nowych warunkach dla przyszłych kierowców zmobilizowały tych, którzy odkładali naukę jazdy na później, ale i ośrodki szkolące adeptów kierownicy. Media informowały, że do tych ostatnich zgłasza się nawet o 30 proc. więcej kursantów. Autoszkoły zwiększyły ilość kursów wychodząc do potencjalnych kursantów z przekazem, że to ostatnie chwile, żeby zdążyć zdać egzamin przed dniem, kiedy zaczną obowiązywać zmiany. „Zrobię prawko przed 4 czerwca”, to Facebookowe wydarzenie kieleckiej szkoły jazdy Enigma, do którego wciąż dołączają kolejni zainteresowani użytkownicy – razem już ponad 12 tys. „Od czerwca, nowe rygorystyczne przepisy dla nowych kierowców! Zacznij kurs przed kwietniem, by mieć pewność, że się uchronisz – z nami kurs przejdziesz szybko i skutecznie” – informuje Enigma.

Wszystko wskazuje jednak na to, że kursanci będą mieli więcej czasu i nie muszą stawać na głowie, by zdążyć przed 4 czerwca. – Ministerstwo Cyfryzacji rozważa opcję odłożenia wejścia w życie drugiej części CEPiK 2.0, dotyczącej centralnej ewidencji kierowców – informuje nas Karol Manys z biura prasowego Ministerstwa Cyfryzacji. Urzędnicy obawiają się problemów z systemem centralnej ewidencji kierowców. Poszerzony CEPIK 2 ruszył w listopadzie i nie obyło się bez problemów. Przedłużały się rejestracje pojazdu, trudności mieli też diagności, którym kłopoty sprawiało umieszczenie on-line wyników kontroli pojazdów w systemie. Ministerstwo Cyfryzacji nie chce dopuścić do powtórki z kłopotów z CEPIK 2 w przypadku świeżo upieczonych kierowców. Na kiedy termin może zostać przesunięty? Nikt nie chce wskazać nowej daty. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że być może data  ta w ogóle nie będzie zapisana w ustawie, będą to regulowały rozporządzenia wydawane wówczas, kiedy od strony informatycznej wszystko będzie zapięte na ostatni guzik.

Ustawa pisana na kolanie?

Nowe przepisy choć miały poprawić bezpieczeństwo spowodują jednak, że kierowcy, którzy przekroczą dopuszczalną liczbę punktów karnych nie będą – tak jak teraz – tracić uprawnień. Wystarczy, że wykupią sobie dodatkowe szkolenie i że przez pięć kolejnych lat nie dostaną mandatu. Więc ci, którzy dziś eliminowani są z dróg za łamanie prawa, po zmianach będą na tych drogach pozostawać.

A to nie jedyny problem z nowymi przepisami. Tomasza Kulik, instruktor nauki jazdy i techniki jazdy oraz były kierowca jednostki wojskowej GROM, uważa, że zmiany nie zostały dobrze przemyślane, a ustawę napisano na kolanie.

– Pomysł na okres próbny wziął się stąd, że Unia Europejska domaga się od Polski działań z zakresu bezpieczeństwa w ruchu drogowym, bo statystyki są fatalne, jesteśmy na szarym końcu Europy. Urzędnicy postanowili więc wprowadzić ograniczenia dla kierowców, którzy dopiero zdobyli uprawnienia. Sama idea nie jest zła, bo kierowcy bez doświadczenia potrzebują wsparcia i szkoleń dodatkowych, ale nie potrzebują bezsensownych ograniczeń, a takie zawiera rozdział 14 ustawy kierujących pojazdami.  Kurs na prawo jazdy uczy ich jazdy w normalnych warunkach, ale nie uczy radzenia sobie na śliskiej nawierzchni, warto byłoby dołożyć do kursu prawa jazdy mądrze zaplanowane szkolenie w warunkach specjalnych, w Ośrodku Doskonalenia Techniki Jazdy (ODTJ)– mówi Tomasz Kulik.

Wiele zapisów w ustawie o kierujących pojazdami uważa za absurdalne. – W obszarze zabudowanym są przecież miejsca, w których dozwolona jest prędkość 80 km/h – choćby Trasa Siekierkowska czy Wisłostrada w Warszawie. Wyobraźmy sobie, że na taką trasę po której wszyscy jadą 80 km/h wyjeżdża kierowca na okresie próbnym, z listkiem na szybie, czyli łatwo rozpoznawalny dla policji – on jedzie 50 km/h. Czy to gwarantuje większe bezpieczeństwo? Wręcz przeciwnie, to stwarza zagrożenie, bo on tamuje ruch. A taki początkujący kierowca będzie się bał jechać szybciej, bo trzy wykroczenia spowodują, że straci uprawnienia. Nieprzemyślana jest kwestia dodatkowego szkolenia między czwartym a ósmym miesiącem od uzyskania uprawnień. Mają to być dwie godziny szkolenia teoretycznego w WORD m.in. o skutkach jazdy po alkoholu i narkotykach. Przecież to wszystko jest na kursie na prawo jazdy. Kursant będzie musiał zapłacić 100 zł za dwie godziny tego samego. Do tego przewidziana jest jedna godzina w Ośrodku Doskonalenia Technik Jazdy, gdzie kierowca może spróbować jazdy w trudnych warunkach. To bardzo przydatne, ale jedna godzina to zdecydowanie za mało. Z doświadczenia wiem, że powoduje tylko mętlik w głowie kierowcy. Dopiero po trzech godzinach zaczyna się w głowie delikwenta pojawiać zrozumienie dla zachodzących podczas jazdy zjawisk, dzięki czemu jest szansa, że taki kierowca będzie wiedział czego nie robić, by nie wpaść w poślizg. Nam zależy żeby ludzie nie wpadali w poślizg, a nie z nim walczyli. Zapobieganie poślizgom jest najważniejsze. Niestety, często spotykam się pytaniem, o naukę wychodzenia z poślizgu – nie ma czegoś takiego. My się mamy nauczyć jak nie wpadać w poślizg! – tłumaczy instruktor. – Kolejna sprawa, to moment, w którym to szkolenia ma się odbyć. Zasadnym by było przeprowadzić je między kursem prawa jazdy a egzaminem w WORD. Czyli najpierw kandydat uczy się jazdy w warunkach normalnych, poznając pojazd i realia ruchu drogowego, następnie udaje się do ODTJ, gdzie zapozna się z realiami kierowania pojazdem w warunkach obniżonej przyczepności, by dopiero po tych dwóch szkoleniach móc iść na egzamin państwowy w WORD.

Pizzy nie rozwieziesz, chyba że zapłacisz

Tomasz Kulik zwraca uwagę również na inne absurdy. Osoba podczas okresu próbnego będzie mogła kierować „wyłącznie pojazdem samochodowym oznakowanym z tyłu i z przodu okrągłą nalepką barwy białej z zielonym symbolem liścia klonowego – przez pierwsze 8 miesięcy tego okresu”. – To oznacza, że nie można będzie kierować ani ciągnikiem rolniczym, ani pojazdem wolnobieżnym, ani nawet motorowerem, bo nie są to pojazdy samochodowe. Jeśli więc dostawca pizzy zrobi prawo jazdy kategorii B nie będzie mógł dostarczać jej motorowerem. Nie będzie mógł też rozwozić jej samochodem, bo przepisy zabraniają pracy zarobkowej w charakterze kierowcy pojazdu lub działalności gospodarczej polegającej na kierowaniu pojazdem określonym dla prawa jazdy kategorii B przed upływem 8 miesiąca od dnia otrzymania prawa jazdy. Nie wiem w ogóle czemu ma służyć ten przepis, bo na pewno nie bezpieczeństwu. Przepisy te nie obowiązują tych, którzy mają kwalifikację wstępną czy kwalifikację wstępną przyspieszoną, co oznacza że żeby rozwozić pizzę trzeba po prostu zapłacić, albo czekać osiem miesięcy – mówi Kulik.

Dodaje, że dla poprawy bezpieczeństwa na drodze nie jest nam potrzebny okres próbny, ale systemowe rozwiązania. – Zweryfikujmy oznakowanie dróg i organizację ruchu, bo to one są częstymi przyczynami wypadków. Mamy zbyt wiele znaków na drogach – one są wręcz zaśmiecone oznakowaniem pionowym. Ponadto mamy fatalnie dowodzoną policję drogową. Samych policjantów mamy dobrych, ale rozkazy jakie otrzymują na odprawach nie mają wielkiego wpływu na bezpieczeństwo. Po czym tak wnioskuję? Po obserwacji sytuacji na ulicach miast, gdzie mało kto zatrzymuje się przez sygnalizatorem warunkowym w prawo (czerwone światło i zielona strzałka). A przecież ogromna liczba pieszych zostaje potrącona lub wręcz przejechana przez pojazdy, których kierujący nie zastosowali się do obowiązku zatrzymania przed sygnalizatorem warunkowym.  Jakoś nie widuje się policjantów reagujących na wjeżdżanie ciurkiem na przejście dla pieszych w takiej sytuacji – mówi Kulik. – Do współpracy przy poprawie bezpieczeństwa na drogach powinni zostać zaproszeni ubezpieczyciele, którzy organizowaliby bezpłatne szkolenia dla kierowców dające zniżki tym, którzy je skończą, albo podnoszące składki nie biorącym w nich udziału. Podsumowując: przy obecnym natężeniu ruchu należy od młodych stażem kierowców wymagać więcej w momencie gdy wręczamy im prawo jazdy, ale nie można w głupi sposób ograniczać im możliwości korzystania z tego prawa jazdy. Potrzebna jest eliminacja złych rozwiązań w organizacji ruchu i weryfikacja instruktorów nauki jazdy, bo spora część jeździ fatalnie i skutkiem tego fatalnie przygotowuje kandydatów na kierowców do samodzielnej jazdy.

Agnieszka Niewińska