Connect with us

Rozmowy i opinie

50 samochodów będzie musiało stanąć i przepuścić czekającego pieszego. Bezwzględnie

Opublikowano

-

Dyskusja o pierwszeństwie pieszych w Polsce zaczyna przypominać rozmowę Skrzetuskiego z Kniazinią Kurcewiczową o Helenę. „Dajecie dziewkę? Dajemy. Tylko sekretu Waść dotrzymaj, bo nas Bohun rozniesie”. „Dajecie pierwszeństwo pieszym? Dajemy. Tylko sekretu dotrzymajcie, bo kierowcom to nie w smak”…

Przejście dla pieszych w Hiszpanii. Fot. Adam Sobieraj

Przejście dla pieszych w Hiszpanii. Fot. Adam Sobieraj

Prezes Rady Ministrów: „Polska jest dziś bezpiecznym krajem, ale wciąż jest jeden wyjątek. To bezpieczeństwo na drogach.
Nasze drogi znaczone są krzyżami, które oznaczają śmiertelne wypadki drogowe i tragedie tysięcy rodzin. Bezpieczeństwo na drogach będzie jednym z naszych priorytetów. Utworzymy program bezpiecznej infrastruktury drogowej, by współfinansować bezpieczne chodniki, lampy uliczne, przejścia dla pieszych, ronda, światła, wysepki, czy wyniesienia na przejściach. Nie może być dłużej tak, że przejście dla pieszych jest najbardziej niebezpiecznym elementem na drogach. Badania pokazują, że piesi zachowują się w większości roztropnie na przejściach, dlatego wprowadzimy pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na przejście. Nie może być tak, że sądy obarczają winą za wypadek starszą, prawie 80-letnią panią z ograniczoną ruchomością, bo wtargnęła na pasy.”

Wydawać by mogło się, że Premier powiedział „Zatem oświadczam waszym dostojnościom, że cobądź ma nas spotkać, w tych dniach nieodmiennie osobą naszą wyruszamy… Wasze dostojnoście zaś wysilajcie jeno koncepty i rad nie skąpcie, jak najbezpieczniej i najsłuszniej powrót uskutecznić”. Tymczasem „waszedostojnoście” zaczęły prowadzić rozprawy nad przymiotnikiem „bezwzględny”, 
a że zima słaba, ziemia miękka, ziarno przyjęło się i zaczęło kiełkować. Bowiem już na początku stycznia pojawiły się głosy, aby media przestały rozsiewać informację, że chodziło o „bezwzględne pierwszeństwo pieszego”. A o jakie chodziło? – grzecznie zapytam. Trzymając się Trylogii, dyskusja o pierwszeństwie pieszych zaczyna przypominać rozmowę Skrzetuskiego z Kniazinią Kurcewiczową o Helenę. „Dajecie dziewkę? Dajemy. Tylko sekretu Waść dotrzymaj, bo nas Bohun rozniesie”. „Dajecie pierwszeństwo pieszym? Dajemy. Tylko sekretu dotrzymajcie, bo kierowcom to nie w smak.”

Wrzód trzeba przeciąć siekierą – ale nie na ślepo

Kiedy wszyscy oburzyli się na odpowiedź Rafała Webera, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, na postulat Rzecznika Praw Obywatelskich sprzed roku, my nie odmawialiśmy ministerstwu prawa do obaw. Chcieliśmy jedynie, aby te obawy przekuć w pozytywne prawo, którym poprawimy sytuację w ruchu drogowym. Tymczasem sprowadzamy tę dyskusję do poziomu wojny pieszy kontra kierowca. Często mówimy „ludzie i kierowcy”. Kto siedzi w autach, jak nie ludzie ze swoimi troskami i zadaniami, problemami dnia codziennego? Piesi i kierowcy to ludzie. Zmiana prawa nie może antagonizować. To prawo ma służyć wszystkim uczestnikom ruchu drogowego. Rację miał minister Weber, że każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa. Racją są również liczby spadku wypadków z udziałem pieszego w takich krajach jak Norwegia i Szwecja, Francja.
Nieprawdą jest natomiast, że efekt zmian osiągnięto metodą na Rumburaka, który kręcąc czarodziejskim pierścieniem zmieniał rzeczywistość tu i natychmiast. Każdy z tych państw doszedł do pewnego punktu krytycznego w historii swojej motoryzacji, kiedy nie było innego sposobu, jak przeciąć wrzód siekierą. Szybko, twardo i skutecznie, ale nie na ślepo. Kijowi towarzyszyła pokaźna marchew, która nie dyndała jedynie na sznurku, ale którą można było skubnąć. Systemowi mandatów towarzyszyła poprawa infrastruktury i kształtowanie postaw. Rację ma również minister Weber, że bezpieczeństwo pieszych zależy również od infrastruktury i zaangażowania zarządców dróg. W Oslo zastosowano jedno – prawo i drugie – wymuszono infrastrukturalnie redukcję prędkości. Efekt opisywał portal brd24.pl

Na zdjęciu ilustrującym naszą wypowiedź, widać przejście dla pieszych w Hiszpanii. Póki byliśmy zwróceni do przejścia bokiem, na przykład czekając aż dzieci dojdą, kierowcy nie zatrzymywali się, ale jak tylko zwróciliśmy się „brzuchami” w kierunku zebry, kierowcy bezwzględnie zatrzymywali się, abyśmy mogli wejść na przejście, nawet jeśli wymagało to nagłego zatrzymania samochodu. Każdy z tych kierowców jechał z taką prędkością, aby móc pojazd zatrzymać. Właśnie ten obowiązek zatrzymania się przed przejściem wymusił redukcję prędkości. I jeszcze jedno: kierowca nie miałby szans obrony w sądzie i kierowca hiszpański to wie. Wyrok jak w Białymstoku nie ma prawa zapaść. To prawo nie jest przeciw kierowcom. To prawo dba również o ich kondycję psychiczną, zapobiega traumie, jaką jest z pewnością potrącenie człowieka, zabicie go samochodem.
Co jeszcze widać na tym zdjęciu? Każde z przejść to półwysep wysunięty w głąb jezdni, aby pieszy był widoczny zza samochodów. Rozwiązało to również deficyt miejsc parkingowych. Półwysep tworzy kieszeń, zatokę dla parkujących samochodów, które mogą parkować praktycznie po samo przejście. Polska infrastruktura drogowa nie pozwala dostrzec pieszego, polski kierowca jadący 70 po mieście nie ma szans dostrzec pieszego z 60 metrów, tyle zajmie mu reakcja i zatrzymanie pojazdu. Mając w pamięci obraz efektu romantycznej fantazji projektantów polskich dróg lokujących przejścia na szczytach wzniesień, na łukach dróg krajowych, na mostach, za i między drzewami, na zjazdach z dróg ekspresowych, pod latarnią, nie dziwi zatem obawa ministerstwa. Pieszy potrafi zniknąć w świetle latarni. Rozumiem zatem obawę przed bezwzględnym pierwszeństwem, bo nie dość, że kierowca jedzie za szybko, to jeszcze nie widzi pieszego.

Sprawa słowa „bezwzględny”

Cała zatem sprawa sprowadza się do znaczenia słowa „bezwzględny”. Przymiotnik ten ma pięć znaczeń, najbardziej pasujące dwa. Pierwsze to ściśle wymagany, niedopuszczający wyjątków. Drugie niezależny od okoliczności, nieuwarunkowany. Pierwszeństwo to prawo do czegoś przed innymi, przewaga nad czymś, nad kimś. Ustąpić to usunąć się, dając miejsce, wolną drogę komuś lub czemuś, zrzec się czegoś na czyjąś korzyść. Dziś, jeżeli kierowca przepuszcza pieszego to ustępuje mu pierwszeństwa, czyli zrzeka się swojego prawa do przejazdu jezdnią przed pieszym na korzyść tego pieszego. Jeżeli zatem to pierwszeństwo pieszego dochodzącego do przejścia dla pieszych ma być względne, to uznajemy, że ruchu samochodów jezdnią jest podstawowy, nadrzędny, do którego należy dostosować się.
Pierwszeństwo pieszego bezwzględne nie jest zatem zezwoleniem na beztroskie wejście na jezdnię, ale odwróceniem relacji, że ruch pieszych jest ruchem podstawowym, któremu muszą podporządkować się pozostałe potoki ruchu. Czy 50 samochodów będzie musiało zatrzymać się przed przejściem na widok jednego pieszego – tak, bo pieszy będzie mieć bezwzględne pierwszeństwo, a więc prawo przejścia na drugą stronę jezdni przed pojazdami, a nie beztroskiego wpadnięcia na zebrę w radosnych pląsach.

Zmiana relacji będzie zmianą rewolucyjną. Polskie drogi potrzebują takiej rewolucji. Wymaga to jednak podejścia, jakie prezentuje Magda Gessler w „Kuchennych rewolucjach”. Ona dokonuje zmiany menu – zmiana przepisów, zmiany aranżacji lokalu – przebudowa infrastruktury, ale dokonuje również analizy stosunków międzyludzkich panujących w restauracji. Bez ich naprawy rewolucja nie zostaje uznana za udaną. Gorzkie relacje rodzą gorzkie potrawy. Gorzkie relacje w pracy, w domu, rodzą gorzkie relacje na drodze. Bez naprawy tych relacji nie będzie ani bezwzględnego ani względnego pierwszeństwa. Trzeba ludzi nauczyć zarządzania czasem, to pośpiech za nierealną liczbą spraw na głowie jest główną przyczyną ignorancji ograniczenia prędkości. Przykład ministra Gowina jest nadto dosadny – czy jadąc na uczelnię nie można było części spraw zabrać do samochodu i wyjechać godzinę wcześnie, aby nie pędzić na złamanie karku?
Zmiany muszą być prowadzone z konsekwencją Pekki Puski, fińskiego dietetyka, który 40 lat temu zaczął zmieniać nawyki żywieniowe Finów. Nie chodziło jedynie, aby Finowie przestali tłusto jeść, ale również, aby producenci nie produkowali tłustej żywności, aby ograniczono ilość cukru w przemyśle spożywczym. Urządzał nawet pokazy gotowania dla żon rolników, aby zaczęły dodawać warzyw do potraw. Finowie uważali warzywa za pokarm dla krów. Jeżeli Fin jadł warzywa, uznawano, że był biedny. Masło zastąpiono olejem roślinnym. Spadła liczba zgonów, chorób układu krążenia, Finowie zaczęli dożywać setki. Ale jedno: rząd zaczął od siebie.

Adam Sobieraj
autor jest prezesem Fundacji Drogi Mazowsza