• Home »
  • Rozmowy i opinie »
  • Adam Sobieraj, Drogi Mazowsza: podczas majowego weekendu zginęło więcej ludzi niż w Warszawie przez cały rok

Adam Sobieraj, Drogi Mazowsza: podczas majowego weekendu zginęło więcej ludzi niż w Warszawie przez cały rok

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Pogoda zawsze była chłopcem do bicia. Kiedy padało, to zła aura dopadała tych, którzy nie opanowali jazdy na mokrej nawierzchni. Kiedy jest słonecznie – jak w majowy weekend – to ta zła pogoda „zachęca kierowców do szybkiej jazdy”. Coś musimy z tą pogodą zrobić. A na poważnie – zastanówmy się, dlaczego w długi weekend straciliśmy 72 Polaków?

Adam Sobieraj, fundacja Drogi Mazowsza. Fot. arch.

Adam Sobieraj, Fundacji Drogi Mazowsaz, Polski Związek Motorowy. Fot. arch. prywatne

Co roku czekamy na statystyki wypadków po majowym weekendzie jak na numery Lotto przy kumulacji stulecia. Wypadki w mediach sprowadzają się do suchych statystyk i obrazków „co ciekawszych wypadków”.

Coroczne statystyki to wykładania pogody. Pogoda zawsze była chłopcem do bicia. Kiedy padało, aura dopadała tych, co nie opanowali techniki jazdy na mokrej nawierzchni. Kiedy świeciło słońce, jak w tym roku, również winna była pogoda – tym razem dobra, która „zachęcała kierowców do szybszej jazdy”. Coś z tą pogodą trzeba zrobić, bo jak dalej będzie taka zmienna, to niedługo wyginiemy, jako naród.

Czy 72 ofiary śmiertelne podczas długiego weekendu to porażka akcji „Bezpieczny majowy weekend?” Nie. To porażka nas wszystkich. Rozprawiamy zajadle, czy włączać kierunkowskaz przed wjazdem na rondo. Informacja o planach rządowych zakazu „jazdy na zderzak” rozeszła się lotem błyskawicy po wszystkich mediach. ALE najważniejszym, milowym, epokowym wręcz rozwiązaniem będzie ubranie dzieci jeżdżące na rowerze w kaski. Zespół międzyresortowy, super, hiper ekspertów po niemalże roku obradowania orzekł – kaski dla dzieci. Kasaki nas uratują! Fotoradary odłożone na „po wyborach”. Których? W tym roku samorządowe, w przyszłym parlamentarne, potem prezydenckie… To trzy lata mamy ginąć na drogach? Ile ma trwać ten eksperyment na polskich drogach?

Ile było wypadków, bo ktoś włączył kierunkowskaz przed rondem? Ile było wypadków tylko dlatego, że ktoś jechał komuś na zderzaku? Ile mamy autostrad w Polsce, że był to problem do rozwiązania na szczeblu centralnym. Dlaczego zespół ekspertów uznał, że kaski dla dzieci, to najważniejszy problem do rozwiązania na polskich drogach? Dlaczego zespół nie uznał za taki śmiertelności, nadmiernej prędkości? Dlaczego nie uznał wyposażenia policji w sprzęt, którego certyfikatu nikt nie podważy w sądzie?
Na razie wszystkie tematy BRD poruszane na szczeblu państwowym to tematy zastępcze. Wynikające z bezradności, bezsilności, wynikające z zamknięcia w zaklętym kręgu nawyków.

Podczas majówki była jakaś policyjna akcja, a ja nie widziałem ani jednego patrolu na swojej drodze przez całe dziewięć dni. Aż tak krzaki odbiły na wiosnę? No właśnie, akcje. Być może samo hasło „akcja” powoduje rozluźnienie naszej czujności. Skoro Policja nas pilnuje, to powinniśmy czuć się bezpiecznie i sami nie musimy już uważać. I co? Im bardziej nagłośniona akcja, tym więcej trupów na drodze. Bez systematyczności nie będzie poprawy na naszych drogach. Policja musi być wśród kierowców, widoczna na drodze, a nie na poboczu.

Premier Mateusz Morawiecki był bankowcem. Dlaczego nie przemawiają do niego liczby? 49 mld zł rocznie kosztują nas wypadki drogowe. Koszt programu 500+ to 25 mld zł. Wystarczy obniżyć liczbę wypadków o połowę, aby nie trzeba było drenować naszych kieszeni na opiekę socjalną, a i na niepełnosprawnych starczy.

Przyzwyczailiśmy się do tych statystyk. Każdego maja towarzyszy nam dreszczyk emocji. Odnoszę wrażenie, że boimy się obniżenia tych liczb. O czym wtedy będą pisać media, skoro nie będzie wypadków? O kierunkowskazie na wjeździe przed rondem.

Adam Sobieraj