Adam Sobieraj, Drogi Mazowsza: Sąd Najwyższy stanął po stronie ofiar

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Sąd może przyznać zadość uczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu – stwierdził Sąd Najwyższy

Adam Sobieraj, szef Fundacji Drogi Mazowsza Fot. archiwum autora

Adam Sobieraj, Fundacji Drogi Mazowsaz, Polski Związek Motorowy. Fot. archiwum autora

Nie udały się zatem zabiegi ocieplania wizerunku ubezpieczycieli. Tuż przed orzeczeniem Sądu Najbliższego, Polska Izba Ubezpieczeń opublikowała kilka tekstów, w których wykazała troskę o sądy, o kieszeń kierowców. Fundacja Drogi Mazowsza jako jedyna odpowiedziała na te publikacje. Na tę decyzję czekał sektor ubezpieczeniowy i kancelarie odszkodowawcze, ale również rodziny ofiar wypadków, które śmiały przeżyć wypadek. Wniosek Rzecznika Finansowego poparł Prokurator Generalny.

Jak już pisałem, w 2016 roku (nie ma jeszcze oficjalnego raportu za 2017), Policja odnotowała, że w wypadkach drogowych rannych zostało 40.766 osób (w tym ciężko 12.109): w porównaniu do 2014 roku, kiedy obrażenia odniosło 42.545 osób, liczba osób rannych zmniejszyła się o 1 779 (-4,2%), w porównaniu do roku 2015 kiedy zanotowano 39.778 osób rannych, liczba ta wzrosła o 988 osób tj. (+2,5%). Koszt wypadków drogowych, który policzono za rok 2015 to ponad 49 mld zł. PIU „chwaliła się”, że rynek ubezpieczeniowy wypłacił 8,6 mld zł z tytułu OC i 4,5 mld zł z tytułu AC. Oznacza, to że pozostałe 36 mld zł zapłaciliśmy my, społeczeństwo. Dla porównania koszt projektu 500+ to 25 mld zł. Podobną kwotą zamknął się deficyt finansów publicznych.

Jedną z najtrudniejszych kwestii w ubezpieczeniach jest wycena ludzkiego cierpienia. – napisał Jan Grzegorz Prądzyński, Prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń w blogu PIU. Prezes chciałby, aby takiej wyceny dokonał Sejm. Rozumiem, że 460 posłów ma opracować tabelę z wartościami śmierci, nogi, ręki, ryzyka padaczki pourazowej, czy 15 miesięcy wyrwanych z życia. Tyle żona potrzebowała, aby stanąć na nogi po stłuczeniu pnia mózgu. Sąd zasądził rentę dożywotnią. Zakład ubezpieczeń skalkulował, że nie opłaca mu się płacić do końca życia mojej żony, zaproponował rok temu wypłatę ryczałtu z góry. Zakład założył, że żona pożyje jeszcze 20 lat. Nie założył, że żona dożyje 80 lat. Wypłata jednorazowa wiązałby się z utratą praw do dalszych roszczeń. Dlaczego dalszych? Bo wypadek sprzed 20 lat nadal daje znać o sobie – przeszczepione wiązadła, epizody utraty wzroku, czy słuchu. To Sejm jest winny temu, że jakiś wariat wjechał w moją żonę? Jest wyrok, a ubezpieczyciel nadal kombinuje jak zaoszczędzić na wypadku sprzed 20 lat. Czy PIU chce cen urzędowych opieki teściów nad córką?

Sąd wprawdzie rozpatrywał przypadek opieki nad osobą w stanie wegetatywnym, tu chodzi jednak o sposób funkcjonowania ubezpieczycieli. Bo to taka właśnie postawa zakładów ubezpieczeń spowodowała, że wolny rynek wypełniła nisza kancelarii odszkodowawczych. Ochłap, jaki zaproponowano mojej żonie 20 lat temu, musiał skończyć się procesem sądowym. To kancelarie odszkodowawcze sprawiły, że ludzie mogą godnie wrócić do życia, że osoby, które poświęciły się 10, 20 lat opiece nad bliskim poszkodowanym w wypadku, które musiały zrezygnować z pracy, a w konsekwencji emerytury, nie muszą wyjść na ulicę. Zdaniem Prezesa regulacje [ustawowe] takie przyczynią się także do ograniczenia działalności wszystkich tych pośredników odszkodowawczych, którzy korzystając z nieuregulowania i nieprzewidywalności wypłat, zarabiają na poszkodowanych. Brakowało słowa „żerują”. Kancelaria wywalczy przynajmniej takie odszkodowanie, że jest się z czego podzielić z nią. Zakłady ubezpieczeń to niby na kim zarabiają? PIU napisała, że “w 2017 r. polscy ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym i klientom 39,8 mld zł odszkodowań i świadczeń.” Pod którym niebem i spod jakiej chmury kapią takiego pieniądze, abym i ja mógł nabrać ich trochę podstawiając swój garnuszek? Skąd wzięło się 1,2 mld podatku dochodowego? Jeżeli pierwsza propozycja ubezpieczyciela to 7.000 zł, a obracacie miliardami, nie dziwcie się, że ludzie szukają pomocy w takich kancelariach, bo u agentów ubezpieczeniowych raczej takiej pomocy nie uzyskają. Jeżeli jest zakład ubezpieczeń, który podpowiada, jak otrzymać kwotę porównywalną z tymi, o które walczą kancelarie, to przeproszę.

Pan Prezes troszczył się o kieszeń kierowców, że rozbuchany apetyt kancelarii odszkodowawczych wpłynie na wysokość składki. Tylko to nie Sejm zaniżył ich wartość w wyniku walki o klienta, a same zakłady ubezpieczeniowe. Śpiewana reklama, że ubezpieczyciel „wybacza pierwszy dzwon”, że obniży składkę do „pół tysiąca” działa na podświadomość kierowców. Oni mają się nie przejmować, że jechali nie ostrożnie, że rozmawiali przez komórkę – wtedy zdarza się „dzwon”. Ktoś określił politykę cenową firmy. Jeżeli źle skalkulował, to niech płaci on, a nie całe społeczeństwo. Jeżeli ktoś wziął 500 zł za OC, a potem ma do wypłaty 500.000 zł, to jego problem. Ma być tanio i bezpiecznie? Tylko czemu KNF nakładała kary na sprzedaż dumpingowych cen polis?

Prezes PIU założył chyba, że wypadki zdarzają się innym, że wypadek nie przytrafi się nigdy jemu (oby nie). To często powtarzał Wojciech Pasieczny: „wszyscy kierowcy zakładają, że wypadki zdarzają się innym.” Prezes nie założył, że jego partnerka, dzieci mogą znaleźć się w takiej sytuacji, jak rodzicie Kasi, na którą w zeszłym roku zbieraliśmy pieniądze, czy moi teściowie. Prezes nie założył, że nagła utrata jego dochodu (zakładam, że Prezes PIU nie żyje za średnią krajową), może spowodować radykalną zmianę w funkcjonowaniu całej jego rodziny. Na ile starczy zgromadzonych oszczędności? Moi teściowie wiedzą, jak szybko one wyczerpują się w walce o normalne życie córki, kiedy równolegle ubezpieczyciel broni się w sądzie przed wypłatą realnego odszkodowania, a nie tego z tabelki przygotowanej przez analityków. Na ile Prezes PIU wycenił naruszenie prawa swojej rodziny do niezakłóconego życia rodzinnego, gdyby ucierpiał w wypadku? Czy rodzina Prezes utrzyma się z urzędowej ceny odszkodowania za naruszenie prawa utrzymania typowej więzi rodzinnej? Czy urzędowa cena nogi robotnika i posła ma być taka sama? Poseł bez nogi poradzi sobie w Sejmie, robotnik na budowie nie. Kto zatem więcej straci – robotnik, czy poseł?

A życie bywa okrutne: Grażyna Garboś-Jędral po tym, jak przez kilka lat pracowała w szpitalu na Banacha jako radca prawny – broniąc tamtejszych lekarzy w sprawach o błędy medyczne – w 2004 r. trafiła do niego jako pacjenta z zawałem serca. Z zawałem uporano się szybko i skutecznie, a mimo to kobieta opuściła szpital po 116 dniach jako kaleka, z I grupą inwalidzką, niezdolna do prowadzenia samodzielnej egzystencji. Sama musiała stanąć na przeciw lekarzom, których broniła. Nadal myśli Pan, że wypadek nigdy nie przytrafi się Panu? Oby nie!

Panie Prezesie! Proszę nie walczyć o urzędowe ceny odszkodowania dla ofiar wypadków, proszę walczyć o niską liczbę wypadków. Proszę wywierać presję na decydentów, aby kwestia wypadków nie była tylko na ich ustach. Proszę walczyć o to, aby działy marketingu firm ubezpieczeniowych nie produkowały ton nic nie wartych odblasków, aby zaczęły działać na świadomość, zaczęły inspirować do działań. Możemy w tym pomóc. Możemy pomóc Wam zredukować te 13 mld zł, które wypłaciliście w 2017 roku z tytułu szkód komunikacyjnych. Coraz niższa liczba wypadków sprawi, że “biznes ubezpieczeniowy” będzie przewidywalny, a nie urzędowa cena odszkodowania. Urzędowa cena odszkodowania to socjalizm.

P.S.: Nie jesteśmy związani z żadną kancelarią odszkodowawczą.

Adam Sobieraj