• Home »
  • Rozmowy i opinie »
  • Andrzej Grzegorczyk, PBD: zamiast obniżać prędkości, lepiej skupić się na kontrolowaniu kierowców

Andrzej Grzegorczyk, PBD: zamiast obniżać prędkości, lepiej skupić się na kontrolowaniu kierowców

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Większy sens od zmiany dopuszczalnych prędkości o 10 km/h w jedną czy drugą stronę miałoby zwiększenie nieuchronności kary dla tych, którzy prędkość przekraczają – uważa wiceprezes stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego

Andrzej Grzegorczyk, wiceprezes Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Źródło: mniejofiar.org.pl

Andrzej Grzegorczyk, wiceprezes Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Źródło: mniejofiar.org.pl

W portalu brd24.pl ujawniliśmy, że polskie drogi szybkiego ruchu budowano z myślą o innych prędkościach niż te prędkości dopuszczalne, które potem nagle w 2010 r. przed wyborami ustalili parlamentarzyści – czyli 120 km/h dla dróg ekspresowych i 140 km/h dla autostrad. Czy coś powinniśmy z tym w kraju zrobić?

Andrzej Grzegorczyk: Fakt, że drogi budowano z innymi założeniami niż prędkości maksymalne podwyższone potem przez parlament, z inżynierskiego punktu widzenia nie ma większego znaczenia. W rzeczywistości na wielu odcinkach autostrad na świecie nie ma szans spełnienie wymogu maksymalnej prędkości, tak jest np. gdy prowadzi się drogę w trudnym górskim terenie i nie chce się robić ogromnych, kosztownych nasypów. No i zawsze ze względów technicznych np. przy wyjazdach autostrady z kompleksów leśnych, gdzie szybciej może się tworzyć gołoledź, powinno się prędkość ograniczać.

Z drugiej strony ludzie błędnie myślą, że obniżenie dopuszczalnej prędkości o 10 km/h wywołałoby straty czasowe w podróżach. Takie głosy pojawiały się, gdy np. padała propozycja ujednolicenia prędkości w miastach również w nocy do 50 km/h. Wielu kierowców płakało, że pół godziny później dojadą do pracy. A mi się marzy, żeby naprawdę przejeżdżali Warszawę z prędkością 50 km/h. Ilu tak naprawdę jeździ?

Z moich osobistych doświadczeń wynika, że po autostradach w Polsce ludzie jeżdżą przeciętnie 150 km/h. Pojedynczy jadą 200 km/h, ale tacy zawsze będą się zdarzali, niezależnie od ograniczeń prędkości.

Dlatego uważam, że przepychanka z dopuszczalnymi prędkościami 10 km/h w tą czy w tamtą nie ma tak dużego sensu, jak praca nad tym, by wzrosło poczucie nieuchronności kary. Lepiej przyłożyć się do tego, żeby kierowca zdawał sobie sprawę, że istnieje duże ryzyko, iż zostanie złapany przez nadzór, gdy będzie jechał więcej niż 140 km/h po autostradzie. Byłoby też dobrze od czasu do czasu przetrzepać towarzystwo pędzące z dużymi prędkościami.

red