Connect with us

Rozmowy i opinie

Czy w Polsce rządzi premier Morawiecki czy dyrektorzy departamentów w ministerstwach?

Opublikowano

-

Szef rządu zapowiedział zwiększenie ochrony prawnej pieszych jeszcze przed przejściami. Zadanie ma wykonać resort infrastruktury. Ten sam, w którym urzędnicy od lat blokują nie tylko taką zmianę. Co z tego wyniknie?

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny poratalu brd24.pl

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny poratalu brd24.pl

Premier Mateusz Morawiecki postanowił – piesi mają być chronieni prawem jeszcze przed wejściem na przejście tak, jak w krajach zachodniej UE (i np. na Litwie), by nie można było ludzi bezkarnie zabijać na pasach. To jest dobra wiadomość. Zwłaszcza, że to postanowienie szef rządu wygłosił publicznie podczas expose w Sejmie.

Zła wiadomość to ta, że przygotowanie odpowiednich zapisów w prawie zlecono Ministerstwu Infrastruktury. Czyli dokładnie tym urzędnikom, którzy latami blokują nie tylko tę zmianę w Prawie o ruchu drogowym.

Teoretycznie zadanie nie wyglada na skomplikowane legislacyjnie. Drogę wskazało już Biuro Analiz Sejmowych, gdy lata temu debatowano nad przepisami o pierwszeństwie pieszych przygotowanymi przez ówczesną posłankę (PO) Beatę Bublewicz. W wielkim skrócie – prawnicy wskazali, że odpowiednie przepisy w Polsce istnieją, jednak zamiast zapisać je w ustawie Prawo o ruchu drogowym, wpisano je do rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych w definicji znaków D-6a i D-6b. To jedno zdanie, które mówi o tym, iż dojeżdżając do przejścia dla pieszych kierowca jest zobowiązany „zwolnić tak, by nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych znajdujących się na przejściu bądź na nie wkraczających”.

W sprawnym państwie wszystko odbyło by się więc prosto – przepisano by jedno zdanie z rozporządzenia do ustawy – być może poszerzając je o zapisy wzorem niektórych krajów UE, że chodzi o pieszego z widocznym zamiarem przejścia (i nie trzeba tu dokładnych definicji widocznego zamiaru przejścia w ustawie – to każdy normalny człowiek jest w stanie zrozumieć, resztę w cywilizowanych krajach dopełnia orzecznictwo sądowe w takich sprawach).

Jednak w resorcie infrastruktury ta sprawa z pewnością obrośnie wątpliwościami. Urzędnicy, którym taki pomysł od dawna się nie podobał, nie zmienili nagle zdania. Z pewnością szeptać będą ministrowi do ucha – jak bardzo to zła zmiana i dlaczego nie należy jej wprowadzać. To z pewnością spowoduje, że przygotowanie zapisów trwać będzie niemiłosiernie długo (na szczęście nie mogą już urzędnicy domagać się najpierw badań naukowych – te akurat w resorcie zrobiono i to, co dzieje się w okolicach przejść dla pieszych pokazali badacze z Instytutu Transportu Samochodowego).
Ostatecznie urzędnicy będą tak dłubać w przygotowywanej nowelizacji, że z resortu wyjdzie potworek do niczego się nie nadający (tak – wówczas to też będzie cel, który zamierzają osiągnąć).

Zatem to, co trafi z Ministerstwa Infrastruktury do publicznych konsultacji będzie w istocie sprawdzianem tego, czy w Polsce władzę sprawuje premier czy władza ta od lat wyszarpywana jest mu przez zamkniętych w pokoikach dyrektorów różnych wydziałów ministerstw. Bo to, że wieloletni urzędnicy rządzą ministrami, to już wiadomo. To widać. Zatrzymali już nie jedną zmianę, która poprawiła by coś w kraju.

Łukasz Zboralski