Connect with us

Rozmowy i opinie

Dlaczego Niemcy zawsze nam odjadą w myśleniu o drogach – dowód z praktyki

Opublikowano

-

Zanim wdrożyliśmy do prawa w Polsce „korytarze życia” Niemcy już wyciągnęli wnioski z funkcjonowania tego systemu u siebie i zaplanowali zmiany. Oczywiście my ich nie zauważyliśmy. Polscy urzędnicy może dostrzegą to za parę lat. Tak jak kilka innych niemieckich nowinek

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Jesteśmy zawsze spóźnieni. Gdy cała Europa przebadała już wiele sposobów na to, by na drogach ginęło mniej ludzi w wypadkach samochodowych, my w Polsce albo usilnie nie chcemy ich dostrzegać, albo próbujemy wmówić sobie nawzajem, że „u nas to się nie sprawdzi”. Czasem zdobywamy się po latach na wprowadzenie zmian, ale nie dostrzegamy, że można to już zrobić lepiej, dokładniej…

Słony korytarz życia za Odrą

Tak dokładnie stało się z usankcjonowanym w polskim prawie tworzeniem „korytarzy życia” (pominę już całą dyskusję nad potrzebą ścisłego wyznaczania tego, jak należy robić przejazd służbom ratunkowym). Gdy nasi urzędnicy głowili się nad zapisami pierwotnymi, niemieccy urzędnicy już byli o krok dalej – myśleli jak zmusić do tworzenia korytarzy życia tych, którzy mimo nakazów tego robić nie chcą.
Niemieckie Ministerstwo Transportu przygotowało zmiany przepisów o i rząd federalny je przyjął, a w połowie lutego zatwierdzić ma to niemiecka Rada Federalna – przy okazji rozpatrzeć uwagi organizacji i landów). Wśród zmian, które mają wejść w życie w tym roku jest m.in. ta dotycząca korytarzy życia. Niemcy z praktyki wyciągnęli wniosek – trzeba podnieść sankcje dla tych, którzy korytarzy tworzyć nie chcą. I zgodnie z nowymi propozycjami mandat za nieutworzenie przejazdu lub jazdę korytarzem życia pod prąd kosztować ma 200-320 euro i dwa punkty karne, a do tego kierowca na miesiąc straci prawo jazdy.

Niemcy wiedzą, że sam przepis nie wystarczy. Że edukacja i podpowiedzi trafią do części kierowców, ale zostaną ci, którzy będą to wszystko mieli w nosie. I na tych trzeba się skupić z nadzorem. My tego oczywiście nie wiemy. Nasi urzędnicy będą do tego dochodzić latami (o ile w ogóle dojdą).

Tymczasem – patrząc na zaplanowane niemieckie zmiany – zachodni sąsiad, którego nie zdołaliśmy dogonić w prostych kwestiach (np. wymagany w prawie bezpieczny odstęp od poprzedzającego samochodu), podąża już nową drogą i udoskonala swoje prawo.

Więcej ochrony dla niechronionych i zakaz aplikacji wskazujących kontrole policji

W 2020 r. w Niemczech niektóre kary wzrosną dla kierowców czterokrotnie. Na przykład zatrzymanie się (panie, ja na sekundę tylko, wyskoczyłem do sklepu) w drugim rzędzie na drodze obok zaparkowanych już aut i zagrożenie tym rowerzystom zamiast 20 euro kosztować będzie już 80 euro. Zaparkowanie na ścieżce rowerowej zamiast 35 euro kosztować będzie 70 euro.

Po pilotażowym projekcie w Bambergu w niemieckich sygnałach drogowych pojawi się specjalna zielona strzałka do warunkowego skrętu w prawo tylko dla rowerzystów. Ma to podnieść ich bezpieczeństwo. W takich sytuacjach, gdy stają obok większego pojazdu po zmianie sygnału na zielony znajdują się często w martwym punkcie i kierowca ich może nie dostrzegać.

Będzie też specjalny nowy znak – zakaz wyprzedzania jednośladów. Ma pojawiać się tam, gdzie na taki manewr będzie na drodze za wąsko.

Dodatkowo – pojazdy ciężarowe (powyżej 3,5 t) w obszarach zabudowanych skręcając w prawo i pokonując przejście dla pieszych oraz przejazdy dla rowerów będą musiały poruszać się z prędkością „marszu” – czyli maksymalnie 7-11 km/h. Przekroczenie tej prędkości zagrożone będzie mandatem w kwocie 70 euro.

Jednym z ciekawszych rozwiązań będzie zakaz używania aplikacji, które uprzedzają kierowców o kontrolach prędkości prowadzonych przez policję. Takie aplikacje uznawane będą za zabronione urządzenia jak „antyradary”. Używanie ich będzie również groziło ukaraniem mandatem w kwocie 75 euro.

Tam, gdzie przebiegają drogi dla rowerów (oznakowane) przy parkowaniu trzeba będzie zachować większą odległość od skrzyżowania.

Buspasowy pomysł a’la Morawiecki i znaki dla carsharingu

A to nie wszystko. Niemcy w nowych regulacjach mają też podobny pomysł, jaki niedawno rzucił premier Mateusz Morawiecki. W Polsce w mediach głównie kręcono na to nosem, tymczasem Niemcy zamierzają wpuszczać na buspasy samochody osobowe, w których jadą co najmniej trzy osoby.

Będzie również specjalne oznakowanie dla stref parkowania dla samochodów używanych w systemach carsharingu – stawać tam będą mogły jednak jedynie sieciowe pojazdy, to nie będą parkingi dla znajomych prywatnie wożących znajomych.

Oddzielne miejsca parkingowe – również ze specjalnym, nowym oznakowaniem – będą dla rowerów cargo.

Jak to się robi?

Jeśli myślicie, że niemieckie zmiany zostały przez ten „karny naród” (jak stereotypowo postrzegają to „wolni” Polacy) odebrane tam z entuzjazmem albo obojętnością, mylicie się. Wystarczy zajrzeć na profile organizacji skupiających kierowców, by zobaczyć dokładnie te same zarzuty, jakie za każdym razem pojawiają się w Polsce – „niech najpierw piesi zaczną…” i tak dalej. Jaka jest więc różnica między nami a Niemcami? Ano taka, że Niemcy te zmiany wprowadzą. A my ewentualnie kiedyś będziemy o nich latami debatować (ostatecznie udowadniać, że się nie da i że choć tam coś działa, to i tak jest głupie, bo my przecież… i tak dalej).

Łukasz Zboralski