Łukasz Zboralski: drogowe wypadki zaczynają się w głowie i w domu

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Wypadek na drodze zaczyna się wcześniej niż w chwili, gdy kierowca popełnia na drodze błąd. Nadmierna prędkość, niewiedza, zły stan techniczny auta są tylko zgubnym dodatkiem tego, co siedzi w głowie. A w Polsce problemem jest brak szacunku dla innych i wiara w to, że jest się najlepszym we wszystkim

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu brd24.pl Fot. Włodzimierz Wasyluk

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu brd24.pl Fot. Włodzimierz Wasyluk

To było jak wielkanocne olśnienie. W lany poniedziałek wiozłem moją rodzinę do domu. Wracaliśmy ze świąt autostradą A1. Przed węzłem z autostradą A2 samochodów na drodze wyraźnie przybyło, a my właśnie po dwóch godzinach postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę (i tak wyjechaliśmy jak zawsze ciut wcześniej niż inny, żeby ominąć tłok i żeby nie przeżywać stresu).

Zaparkowaliśmy przed stacją benzynową. Wokół pełno samochodów, głównie z rejestracją z jednego wielkiego miasta. Dzieci pobiegły do łazienki, a ja z butelką soku w ręku stanąłem w kolejce do kasy. Kasy były dwie, a kolejka jedna. Przynajmniej tak uznałem ja i kilku przyzwoitych ludzi. Ale zaraz pojawili się ci lepsi, sprytniejsi, szybsi. Modna mama z dzieckiem „nie zauważyła” jednej długiej kolejki i ustawiła się za jednym klientem jednej z dwóch kas. Za chwilę był młody facet, który nawet nie udawał, że nie zauważył, po prostu stanął – bo jak sądzę, jego okiem sytuacja była niejasna, więc wybrał najlepsze dla siebie rozwiązanie. No właśnie…

I ten pan i ta pani chwilę później wsiedli do swoich samochodów i ruszyli w dalszą podróż. A ja dam sobie rękę uciąć, że ruszyli w dalszy wyścig. Bo przecież przy kasie (i w życiu) liczy się dla nich to, jak są sprytni i jak potrafią ograć innych. Na drodze jest to jeszcze łatwiejsze – tam wręcz uważa się, że ten, kto wyprzedzi inny pojazd, dostaje jakieś magiczne gratisowe punkty i postrzegany jest jako lepszy kierowca. To moim zdaniem stąd fenomen aplikacji takich jak Yanosik, które pozwalają przechytrzyć policyjne kontrole, czyli zamiast jechać tak, jak należy, pozwalają „być sprytniejszym”.

Takie przekonanie to podstawa zła – dopiero potem efektem kuli śniegowej doklejają się inne rzeczy. To klasyczne w Polsce przekonanie, że jest się najlepszym (także kierowcą), a inni są bałwanami. A do tego częsta niewiedza i nieświadomość (kto prawidłowo wymieni, jakimi prędkościami można się poruszać po polskich drogach?) – a z nią wiąże się już wiele rzeczy: niedbanie o stan techniczny pojazdu, niezapinanie pasów, łamanie reguł. Efekt jest wiadomy. I był dość widoczny właśnie podczas ostatnich wielkanocnych wyjazdów – 29 ofiar i 353 rannych w wypadkach drogowych to najgorszy wynik od trzech lat.

Jeśli wciąż liczy się to, że sukces (przy kasie, na drodze czy w firmie oraz biznesie) odnieść można kosztem innych, jeśli stanowi to wartość a nie powód do wstydu, to jak mamy oczekiwać, że zmieni się coś na drogach? Jak tacy rodzice mają wychować dzieci, które będą uważniejszymi kierowcami, skoro od małego będą wiedziały, że życie polega na pokonywaniu innych i nie zawsze musi być to zagrywka fair play?

Łukasz Zboralski