Connect with us

Rozmowy i opinie

Łukasz Zboralski: Grube sprawy i cienkie morale

Opublikowano

-

Dziennikarz skazany za potrącenie pieszej na pasach, gdy jechał bez prawa jazdy, żartuje sobie ze stłuczek samochodowych na antenie. A znany mecenas zamierza udowadniać, że jego żona po pijanemu tylko siedziała za kierownicą. Honorowo i godnie

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Wbiło mnie w fotel. Oniemiałem. Bo jadę i słucham radia, a tam dziennikarz naśmiewa się z kolejnej stłuczki z udziałem limuzyny Służby Ochrony Państwa. Fakt, z tego śmiać się można (choć w zasadzie to bardziej straszne niż śmieszne, jak wozimy w kraju VIP-ów). Problem w tym, że nie każdemu śmiać się wypada. Bo rechoczącym dziennikarzem na antenie był Piotr Najsztub. Ten sam, który dwa lata temu przejechał na pasach 77-latkę. I wyszło na jaw, że prowadził mimo zatrzymanego mu za punkty prawa jazdy (jak się potem okazało, ktoś w starostwie „zapomniał” dokończyć formalności – ale w sprawie urzędników o śledztwie i wyroku nic nie słychać) i w dodatku jechał samochodem bez ważnych badań technicznych i bez OC. No po prostu facet idealny do komentowania tych rzeczy. Boki zrywać, drogi TOK FM.

A kiedy już trochę ochłonąłem z oburzenia, dojechałem do celu, to przeczytałem w mediach, że – jak ujawnił „Superexpress” – żona byłego polityka SLD Ryszarda Kalisza miała zostać przyłapana na jeździe pod wpływem alkoholu. Miała, bagatela, 2,5 promila w sobie. I wiozła z sobą 3,5 letniego synka.
To nie koniec. Czytam dalej, że ten wielki mecenas zamierza bronić własnej małżonki. I zamierza udowadniać, że pijana dama nie jechała, a jedynie siedziała za kierownicą samochodu. Może mu się powieść nie tylko dlatego, że w polskich sądach czasem orzekają cymbały (Za mocno? A ja widziałem wyrok, w którym sędzia w imieniu Rzeczpospolitej stwierdził, że samochód jadący wolniej wyprzedził samochód jadący szybciej i uznał poszkodowanego za sprawcę wypadku. Ba, przypomnę Wam, że w sprawie wspominanego tu wcześniej Najsztuba sąd zdecydował ukarać go 6 tys. zł grzywny i 10 tys. zł nawiązki na rzecz poszkodowanej i dopiero po awanturze w mediach, wyrok zakwestionowała prokuratura. Na kolejny czekamy).
Zastanawiam się tylko, czy mecenas Kalisz udowodni, iż jako rodzina posiadają autonomicznego Land Rovera , czy raczej dowodził będzie, że jak się ma 2,5 promila to trudno mówić o kierowaniu samochodem? A może to taka rodzinna zabawa – u Kaliszów, jak ktoś się nawali, to zawsze siada za kółkiem. Tak dla jaj.

Ach, zapomniałbym.  Żona Ryszarda Kalisza – która policjantom tłumaczyła, że piła, ale dwa dni wcześniej, jest też prawniczką, adwokatem.

Radjowiec Hołowczyc uczestniczący w kampaniach o bezpieczeństwie ruchu drogowego jest bez prawa jazdy (choć raz mu się wcześniej upiekło, dzięki przeciąganiu sprawy w sądzie). Najsztub kpi z kolizji, a Kalisz twierdzi, że po pijaku po prostu siada się za kierownicą. No, nie mam nic na pocieszenie. Mogę wspominać jedynie szefa NIK, który po przekroczeniu prędkości przyznał się do tego, przeprosił i sam zrzekł immunitetu, by móc przyjąć mandat. Dziwak, nie?

Łukasz Zboralski