Łukasz Zboralski: Minister Adamczyk złapany na fotoradary. Polityka BRD jak za PO?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Resort infrastruktury stawia na fotoradary w sposób, który jeszcze pogorszy postrzeganie tych urządzeń. Dowodzi tego zaplanowana na poniedziałek konferencja. Polityka BRD staje się niebezpiecznie podobna do tego, co działo się za czasów rządów Platformy

adamczyk_nowak

Minister Andrzej Adamczyk (PiS) nie powinien pozwalać w resorcie na prowadzenie doraźnej polityki BRD – takiej, jaką widzieliśmy za czasów ministra Sławomira Nowaka (PO) oraz jego następczyń: Elżbiety Bieńkowskiej i Marii Wasiak. Fot. MTBiGM/KPRM/BRD24.pl

Minister Andrzej Adamczyk słucha złych suflerów, albo przestał bezpośrednio (jako szef Krajowej Rady BRD robi to z urzędu) nadzorować sprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego lub też temat ten stał się dla ministerstwa mało istotny. Tak odczytuję zaplanowaną na poniedziałek konferencję „Prędkość – fakty i mity” organizowaną przez Sekretariat Krajowej Rady BRD i Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (ITD).

Już same tytuły prelekcji sugerują, że pojawi się tam więcej mitów niż faktów. A cały program konferencji wygląda tak, jakby postawiono w Polsce na rozmowy o fotoradarach tylko dlatego, że akurat CANARD ma do wydania kilkaset milionów złotych, a nic innego w polityce BRD nie udało się pokazać. Będzie więc mowa o fotoradarach (ale bez kluczowych dla Polski faktów), o kampaniach (?), a organizatorzy kuszą też w zaproszeniu „możliwością spotkania z rajdowcem Klaudią Podkalicką”.

To – i stwierdzam to z dużą przykrością – łudząco podobne do tego, co z bezpieczeństwem robiła poprzednia ekipa w MIB, zatrudniona za czasów Platformy Obywatelskiej. Czyli prowadzenie działań dorywczych na przykład dlatego, że akurat ma się pieniądze na fotoradary.
A przecież powinno być zupełnie odwrotnie: pieniądze na fotoradary powinno się mieć w ramach całej polityki BRD, jako jeden z jej elementów. W dodatku sprawa fotoradarów w Polsce wymaga naprawdę delikatnego podejścia, bo wyrządzono w tej dziedzinie już zbyt wiele szkód.

Fotoradary „kluczowym elementem”?!

Fotoradary nie mają w Polsce dobrej passy. Przy niechętnym nastawieniu kierowców do nadzoru drogowego, zamiast tłumaczyć ludziom, że ocalają życie w miejscach, gdzie je instalowano i pokazywać, jak zadziałały, ówczesny minister Sławomir Nowak wypisywał na Tiwtterze, że „są do walki z mordercami drogowymi”.
Jego kolega z rządu – ówczesny minister finansów – zapisywał wprost w budżecie państwa wpływy z mandatów i fotoradarów. W dodatku policja wydawała wytyczne dotyczące tego, ile mandatów należy zebrać w kolejnym roku (po ujawnieniu przez brd24.pl tej sprawy, takie zapisy z oficjalnych dokumentów zniknęły).
Potem posłowie wszystkich opcji w przedwyborczym szale populizmu odebrali samorządom prawa nie tylko do fotoradarów mobilnych ale i stacjonarnych – a wiec podkopali to i tak marne zaufanie do wszystkich urządzeń.

Za obecnej władzy na szefa CANARD wybrano byłego policjanta ruchu drogowego Marka Konkolewskiego. Trudno było o wizerunkowo gorszy wybór. Bo choć kompetencji panu Konkolewskiemu odmówić nie można (a i prywatnie jest całkiem fajnym facetem), to trudno nie było nie brać pod uwagę, że przez lata twardej obrony policyjnych interesów w mediach, nie uda się go w Polsce wykreować na autorytet BRD dobrze postrzegany przez kierowców.

Teraz na poniedziałkowej konferencji Marek Konkolewski zamierza zaprezentować służbę nadzorującą fotoradary, odcinkowe pomiary prędkości i rejestratory przejazdów na czerwonym świetle jako najważniejszy element systemu BRD w kraju. Tytuł jego prelekcji „CANARD jako kluczowy element systemu BRD w Polsce” nie pozostawia złudzeń. Jest to jednak tytuł nie tylko błędny – bo w ogóle cały nadzór nad kierowcami jest tylko jednym z elementów polityki BRD, a urządzenia CANARD to tylko fragment tego nadzoru. To jest tytuł szkodliwy. Udowadnia, że najważniejszym w Polsce ma być dyscyplinowanie kierowców. Przy dzisiejszym odbiorze społecznym wszystkich działań BRD takie podejście to zaprzeczenie dobrej komunikacji mogącej zwiastować sukces.

Prędkość przy fotoradarach – a gdzie dane o wypadkach!

Cegiełkę do osłabienia postrzegania fotoradarów dołożą też naukowcy Instytutu Transportu Samochodowego. I to moim zdaniem niestety dlatego, że przy układaniu tej konferencji ad hoc ktoś zaproponował: „ITS przecież coś zbadał, niech o tym opowiedzą i tutaj”.
Anna Zielińska z ITS przedstawi więc informacje, które dawno do publicznej wiadomości już podawano – „Pomiary prędkości w miejscach funkcjonowania fotoradarów”. Od dawna wiemy już, że po zafoliowaniu fotoradarów prędkość kierowców w tych miejscach bardzo się zwiększyła. Jednak wciąż nie ma w Polsce jednak najistotniejszych danych w tej sprawie – o ile wzrosła liczba wypadków w roku, w którym samorządowe fotoradary zostały oślepione?

Dlaczego tych danych nie ma? Dlaczego nikt tego nie zbadał i nie zlecił takich badań? Czy dlatego, że m.in. trzymanie fotoradaru w jednym miejscu przez dekadę nie jest dobrym rozwiązaniem – i trzeba by zacząć poważniej myśleć o tej sieci urządzeń np. tak, jak robią to Szwedzi, którzy przenoszą fotoradary z miejsc, w których rozwiązały problem (albo rozwiązano go infrastrukturą) do miejsc, w których znów pomogą ograniczyć liczbę wypadków, rannych i ofiar? A my poprzez CANARD wydamy niebawem setki milionów złotych z UE na wymianę istniejącej sieci i lekką jej rozbudowę…

Policja o „niedostosowaniu prędkości

Z lekceważeniem ograniczeń prędkości przez kierowców mamy oczywiście potężny problem. Ale w naprawie tej sytuacji nie pomaga policja, która – jak udowodniła NIK – w swoim złym systemie do zbierania danych o wypadkach nadmiernie chętnie jako przyczynę wypadku podaje „niedostosowanie prędkości do warunków jazdy” – zaciemniając obraz tego, co się na polskich drogach dzieje.

Jakim zaufaniem i odbiorem społecznym będzie się cieszył więc poniedziałkowy referat rzecznika Komendanta Głównego Policji „„Stan bezpieczeństwa ruchu drogowego w kontekście niedostosowania prędkości do warunków ruchu”? Nie mam pojęcia. Jak rzetelnie odbierzemy pouczenia policji, która od lat nie jest w stanie zmienić sposobu zbierania danych na bardziej rzetelny ale mniej wygodny dla funkcjonariuszy?

Kampanie i rajdowiec

Na poniedziałkowej konferencji będą też elementy jak za poprzednich rządów w stylu „dodajmy tam jeszcze coś”. Czyli pojawi się prelekcja Barbary Król z Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego „„Edukacja, kampanie medialne i społeczne – zintegrowane działania prewencyjne dla BRD”. Nie wiem, o jakiej integracji powie przedstawicielka PBD, bo i za jej czasów w SKRBRD – tam pracowała – nikt w kraju działań edukacyjnych i kampanii nie integrował, ani nie działo się to potem. A myśleć o tym zaczęła dopiero obecna ekipa w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa, choć na efekty przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Nie wiem też, dlaczego w Polsce wciąż uważa się, że rajdowcy ścigający się samochodami (jak pokazało życie, także po publicznych drogach), są autorytetami w sprawach bezpieczeństwa. Dlatego raczej w ramach PR-owskiej zagrywki na konferencji pojawi się też kierowca rajdowy Klaudia Podkalicja, która przedstawi „Fakty i mity na temat prędkości okiem kierowcy rajdowego”.

Jedynym jasnym punktem poniedziałkowego spotkania może być przemowa dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkwego, który powie o skutkach medycznych nadmiernej prędkości podczas wypadków drogowych. Ale jeden ciekawy referat tej konferencji nie uratuje.

To wszystko jest tym bardziej przykre, że w Polsce naprawdę potrzeba działań, które przekonają kierowców, iż należy przestrzegać ograniczeń prędkości na drogach, bo wciąż jeszcze nadmiernie wielu jest przekonanych o tym, że oni to akurat potrafią „szybko i bezpiecznie”.
Po ośmiu latach udawanej polityki, skupianiu się na wydawaniu milionów na kampanie społeczne (które nie były nawet dobrze wycelowane) i próbach budowania własnego wizerunku i pozycji przez ówczesnych urzędników od BRD, była nadzieja na poprowadzenie rzetelnych działań poprawiających bezpieczeństwo Polaków na drogach. Dlatego wciąż mam nadzieję, że Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa nie da się zapędzić w ślepą uliczkę. I że z tej drogi minister Andrzej Adamczyk szybko zawróci. Inaczej sam złapie się na fotoradar wizerunkowy. Taki fotoradar wprawdzie mandatu nie wystawi, ale mandatowi może zagrozić.

Łukasz Zboralski