Łukasz Zboralski: Przypadek prof. Vetulaniego. Czyli czy pieszy ma prawo słabiej widzieć

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Profesor Jerzy Vetulani, którego w marcu na pasach zabił za szybko jadący kierowca, miał jaskrę. Słabiej widział. Żaden przepis nie wyklucza słabiej widzącego pieszego z ruchu drogowego. Czy biegły w sądzie ma więc prawo orzekać współwinę pieszego, bo ten mógł „źle ocenić prędkość nadjeżdżającego pojazdu”? Czy nasz wymiar sprawiedliwości nie jest po prostu głęboko chory? Czy przestanie wiktymizować pieszych jako ofiary wypadków?

lukasz_wsamochodzie

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl Fot. brd24.pl

Takich spraw jest w Polsce wiele – co roku ginie tysiąc pieszych – ale ta, za sprawą znanej osoby, stała się głośna. W marcu 2017 r. kierowca zabił na pasach znanego neurobiologa – prof. Jerzego Vetulaniego. Niedawno krakowski sąd wydał wyrok w tej sprawie. I jest to wyrok wstrząsający.

Nie upubliczniono jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku, ale wiadomo już, że sąd zdecydował o łagodnej karze dla 33-letniego kierowcy Iwo P. Dlaczego? Bo pani sędzia uznała, że przekroczenie prędkości było „jedyną” jego winą.

To pierwsze przerażające ustalenie. Jak można mówić, że ktoś „tylko” przekroczył prędkość, gdy sądowy biegły ocenia, iż gdyby kierowca jechał właściwie, to po hamowaniu miał szansę zatrzymać się przed pieszym i do zderzenia by nie doszło?

Rzecz kolejna, wynikająca zapewne z niewiedzy sądu – to sprawa ryzyka zabicia pieszego wraz ze wzrostem prędkości. Ta krzywa jest znana każdemu, kto interesuje się ruchem drogowym. Wiadomo, dlaczego w obszarach zabudowanych i przy przejściach dla pieszych stosuje się ograniczenie do 50 km/h. Bo przy tej prędkości istnieje jeszcze 50 proc. szans na to, że w przypadku uderzenia w pieszego, człowiek taki wypadek przeżyje. Po przekroczeniu tej prędkości krzywa ryzyka mocno się zagina i już przy 60 km/h szanse na ocalenie pieszego w wypadku spadają do 20 proc.
Iwo P. feralnego dnia jechał ok. 65 km/h. I jak uznał sąd – umyślnie popełnił to wykroczenie. Czy to jest „jedyna” jego wina? Czy jednak największa jego wina?

Wreszcie najbardziej szokująca rzecz. Sąd uznał, że profesor Vetulani przyczynił się do powstania tego wypadku. Sądowy biegły uznał, że neurobiolog mógł „źle ocenić prędkość nadjeżdżającego pojazdu”.

Tymczasem profesor Vetulani cierpiał na jaskrę. Słabiej widział. Jego znajomi opowiadali, że trudno było mu już czytać rzeczy napisane mniejszą czcionką.
Czy jaskra i słabsze widzenie wyklucza pieszego z udziału w ruchu drogowym? Nie! Tak samo jak z bycia pieszym i prawa do przekraczania przejść nie wyklucza np. w ogóle pogarszający się wraz z wiekiem wzrok i percepcja. Z bycia pieszym nie wyklucza też bycie dzieckiem, które nie potrafi tak dobrze jak dorosły oceniać sytuacji na drodze i prędkości pojazdów. Żaden przepis w polskim prawie nie zauważa, by piesi nie mogli chodzić po drogach, gdy borykają się z jakimiś ułomnościami.

Piesi mają jedynie zachować ostrożność przy przekraczaniu przejścia. I każdy z nich robi to na tyle, na ile pozwalają mu jego możliwości. Profesor Vetulani zapewne też zachował ostrożność na miarę swoich możliwości.

I właśnie dlatego mamy w prawie zapis, że również kierowca ma zachować szczególną ostrożność przy zbliżaniu się do przejścia dla pieszych. I właśnie dlatego kierowca musi tam zwykle jechać nie więcej niż 50 km/h.

Czy świadome zignorowanie prawa drogowego i przekroczenie prędkości – jazdę z prędkością ok. 65 km/h – można uznać za to kluczowe przecież „zachowanie szczególnej ostrożności”?
Czy sąd ma prawo przypisywać winę pieszym wynikającą z ich fizycznych możliwości percepcji, skoro nie wyklucza tego żaden przepis ustawy Prawo o Ruchu Drogowym?
Czy polskie sądy przestaną wreszcie wiktymizować pieszych – ofiary wypadków drogowych?
I czy wreszcie władza ustawodawcza przetnie tę sądową niesprawiedliwość ustanawiając pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na pasy tak, by żadna sędzia w Polsce nie miała już wątpliwości, kto odpowiada za przejechanie pieszego na pasach?

Łukasz Zboralski