• Home »
  • Rozmowy i opinie »
  • Marek Dworak: wprowadźmy znak zalecanej prędkości zamiast mnożenia niepotrzebnych ograniczeń prędkości

Marek Dworak: wprowadźmy znak zalecanej prędkości zamiast mnożenia niepotrzebnych ograniczeń prędkości

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Bezsensowne stawianie ograniczeń prędkości doprowadziło do deprecjacji oznakowania. Polityka stawiania znaków zakłada, że kierowca go nie uszanuje. To zły kierunek. Dlatego proponuję odejście od niepotrzebnych często ograniczeń prędkości na rzecz znaku prędkości zalecanej  przekonuje Marek Dworak, Sekretarz Małopolskiej Rady BRD i dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie oraz autor programu „Jedź bezpiecznie” w TVP Kraków

Marek Dworak. Fot. Screen TVP 3 Kraków

Marek Dworak, Sekretarz Małopolskiej Rady BRD i dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krakowie. Fot. Screen TVP 3 Kraków

Niebieska kwadratowa tablica z białymi cyframi odpowiadającymi prędkości w km/h, czyli znak prędkości zalecanej. Wprowadzenie go do katalogu obowiązujących znaków i sygnałów proponował pan na Krakowskich Dniach Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Skąd ten pomysł?

Marek Dworak: W Europie czy na świecie to nie jest jakaś nowość. Takie znaki występują choćby u naszych południowych sąsiadów. Znak zalecanej prędkości to sugestia dla kierowcy, że jazda ze wskazaną na nim prędkością będzie najodpowiedniejsza – albo dla płynności ruchu, albo dla bezpieczeństwa. Natomiast przekroczenie zalecanej prędkości nie pociąga za sobą skutków w postaci wykroczenia czy zarzutów dopóki na drodze nie dojdzie do jakiegoś zdarzenia.

Czyli w przypadku takiego znaku można bezkarnie przekroczyć zalecaną prędkość, ale jak dojdzie do wypadku gorzko tego pożałujemy?

Tak, jeśliby ktoś jadąc szybciej spowodowałby zdarzenie w ruchu drogowym to niedostosowanie się do zalecanej prędkości będzie brane pod uwagę jako okoliczność obciążająca go. W  Niemczech prędkość zalecana  na autostradzie wynosi 130 km/h, choć są odcinki na których można jechać 200 czy 220 km/h. Jeśli kierujący doprowadzi do zdarzenia drogowego lub będzie jego uczestnikiem to prędkość, z którą się poruszał będzie działała niekorzystnie na rozstrzygnięcie sprawy zarówno przez policję czy inny organ wymiaru sprawiedliwości jak i przez ubezpieczyciela. Kierowca zostanie dotkliwie uderzony po kieszeni, ubezpieczyciel na zawsze „wybije mu z głowy” podobne zachowanie. W zależności od sytuacji kierowca zostanie także ukarany w innym zakresie.

Prędkość sugerowana to odpowiedź na  nieuzasadnione niekiedy znaki ograniczenia prędkości stawiane bezrefleksyjnie przez zarządców dróg?

U nas rzeczywiście często bez większego sensu mnoży się ograniczenia prędkości, np. przed zakrętami a szczególnie przed zakrętami na wzniesieniu wprowadza się ograniczenia prędkości do 30 lub 40 km/h – niezależnie od tego czy kierowcy jadą w górę czy w dół. Przy zjeżdżaniu z góry takie ograniczenie jeszcze może mieć jakiś sens, ale przy jeździe pod górę nie ma żadnego sensu. Podnosiłem tę kwestię. W kilku miejscach udało mi się doprowadzić do zlikwidowania tych ograniczeń, ale w kilku innych już nie.

Uwielbiamy stawiać ograniczenia do 40 km/h na odcinku o nierównej nawierzchni. W ruchu drogowym mamy zarówno samochody, które potrafią znacznie więcej jak i samochody, które potrafią znacznie mniej. Przy większej prędkości te gorsze mogą wylecieć z drogi, ale lepsze absolutnie nie. Przykładowo na takiej nawierzchni nowoczesnym samochodem osobowym można bezpiecznie przejechać z prędkością powiedzmy 80 km/h. Oczywiście kiedy nie ma ku temu innych przeciwwskazań, a odcinek znajduje się poza obszarem zabudowanym. Prędkość 40 czy 50 km/h będzie z kolei właściwa dla kogoś, kto ma auto nazwijmy to: leciwe. Gdyby w takim miejscu postawić znak prędkości sugerowanej można by dostosować prędkość do pojazdu jakim się poruszamy, w obecnym stanie rzeczy takie ograniczenia wynikające ze znaku B-33 są przyczynkiem do deprecjacji oznakowania, deprecjacji prawa. Znak prędkości sugerowanej miałyby istotne znaczenie dla właściwego oznakowania dróg. Jeśli ktoś źle oszacowałby możliwości i doprowadził do zdarzenia drogowego byłby winny z tytułu niezastosowania się do prędkości zalecanej.

Znak zalecanej prędkości. Fot. Slajd z prezentacji Marka Dworaka

Znak zalecanej prędkości. Fot. Slajd z prezentacji Marka Dworaka

Tylko czy Polscy kierowcy nie są już dziś zbyt swobodni jeżeli chodzi o prędkość?

To właśnie często bezsensowne stawianie ograniczeń prędkości doprowadziło do deprecjacji oznakowania. Przede wszystkim wielu zarządzających ruchem zapomina, że jest w Ustawie-Prawo o ruchu drogowym (Art. 19) definicja prędkości bezpiecznej, która na każdego kierującego nakłada obowiązek właściwego zarządzania prędkością. Kierujący ma wiedzieć , że po minięciu znaku np. niebezpieczny zakręt, czy uwaga na roboty drogowe ma ograniczyć prędkość do wymogów takiego odcinka drogi – nie trzeba dodatkowo ustawiać znaku ograniczenia prędkości (B-33). Niejednokrotnie polityka stawiania znaków z góry zakłada ich nieposzanowanie ze strony kierowców. W wielu miejscach ogranicza się prędkość do 40 km/h z myślą, że kierowcy będą jechać wówczas 60 km/h, więc będzie bezpiecznie. To jest absolutnie zły kierunek. Dlatego propozycja z mojej prezentacji na Krakowskich Dniach BRD miała na celu odejście od niepotrzebnych często ograniczeń prędkości, powszechnie niestosowanych, na rzecz znaku prędkości zalecanej. Co nie oznacza, że jestem za zniesieniem ograniczeń prędkości w ogóle. Tam gdzie są niezbędne oczywiście należy je utrzymać.

Nasi kierowcy są gotowi na takie oznaczenia? Nadmierna prędkość to jeden z najpoważniejszych problemów na naszych drogach. Skoro prędkość będzie tylko sugerowana znajdzie się wielu takich, którzy będą testować osiągi własnego auta.   

Zaraz, zaraz ale są przecież limity prędkości zapisane w Ustawie, znaki ograniczające dodatkowo prędkość zostaną tam gdzie są niezbędne, a tylko zamiast niektórych z nich można by wprowadzić znaki prędkości zalecanej. To – mam nadzieję – przyczyni się do ograniczenia praktyki niestosowania przepisów. Na razie niestosowanie przepisów jest niestety w modzie.
Ostatnio nagrywałem odcinek programu „Jedź bezpiecznie”  na drodze 776 z Krakowa do Buska-Zdroju na odcinku do Proszowic. Na pewnym odcinku są tam dwa pasy w jednym kierunku. W takiej sytuacji wielu polskich kierowców uważa, że są na autostradzie. Tymczasem prędkość w wielu miejscach jest ograniczona do 70 km/h występuje też wiele dwupasowych skrzyżowań o ruchu okrężnym. Na tych rondach panuje anarchia. Prawie wszyscy jadą za szybko, wyprzedzają na przejściach dla pieszych, a rondo ścinają jadąc niejako po jego cięciwie – wyjeżdżają z lewego pasa po ciągłej linii…

Policja chwali się, że w ubiegłym roku ubyło ofiar śmiertelnych.

To, że w zeszłym roku mieliśmy parędziesiąt ofiar mniej niż przed dwoma laty, to nie powód do chwalenia się. Dalej jesteśmy w ogonie Europy. Parędziesiąt ofiar mniej to raczej efekt tego, że jeździmy lepszymi samochodami, które nas wybawiają od wielu śmierci na drogach. Ilość rannych i wypadków przecież nie maleje. Kierowcy z Zachodu boją się nawet do Polski przyjechać, bo na drodze panuje wariactwo. W polskich warunkach to kierowca jadący poprawnie, respektujący przepisy jest uważany za szaleńca.

Znak zalecanej prędkości mógłby być lekarstwem na deprecjonowanie, ignorowanie znaków drogowych. To tylko jeden z proponowanych przez mnie elementów, który poprawiłby bezpieczeństwo na naszych drogach.

rozmawiała Agnieszka Niewińska