• Home »
  • Rozmowy i opinie »
  • Mariusz Sztal, WORD Warszawa: nie powinno się ograniczać ważności zdanego egzaminu teoretycznego na prawo jazdy

Mariusz Sztal, WORD Warszawa: nie powinno się ograniczać ważności zdanego egzaminu teoretycznego na prawo jazdy

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Mamy dziś takie absurdy, że kandydat na prawo jazdy kategorii D zgodnie z prawem ani na kursie ani na egzaminie nie może wjechać na przystanek autobusowy – mówi Mariusz Sztal, kierownik Wydziału Szkoleń i Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego WORD w Warszawie. I opowiada, co powinno się zmienić w systemie szkolenie i egzaminowania kierowców oraz szkoleniach dla kierowców zawodowych i instruktorów

Mariusz Sztal, Kierownik Wydziału Szkoleń i Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego WORD w Warszawie. Fot. archiwum

Mariusz Sztal, Kierownik Wydziału Szkoleń i Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego WORD w Warszawie. Fot. archiwum

Czy potrzebujemy w Polsce zmiany systemu szkolenia i egzaminowania kierowców?

Mariusz Sztal: Zdecydowanie potrzebujemy. Czy zmiany, czy – subtelniej – korekty, to nad tym należałoby się zastanowić. Mamy dziś taką sytuację, gdzie branża szkoleniowa całą winą za system obarcza egzaminatorów. Oskarża ich o to, że są zbyt restrykcyjni. Egzaminatorzy zaś obwiniają branżę szkoleniową – wytykają, że instruktorzy słabo przygotowują kandydatów na kierowców. A w tle całej tej dyskusji jest to, co najistotniejsze – czyli fakt, że jesteśmy na szarym końcu Europy jeśli chodzi o liczbę wypadków na drogach i liczbę ofiar śmiertelnych tych zdarzeń. To jest zły znak. I koniecznie coś w tym obszarze trzeba zrobić.

W Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa pracuje zespół, który ma przygotować zmiany w tym systemie. Czy to nie błąd, że nie zaproszono do niego przedstawicieli WORD-ów?

To błąd, absolutnie. Ale nie tylko w tym obszarze. Uważam, że żeby mówić o zmianach, to trzeba było zaprosić wszystkie osoby, które mają na to wpływ, począwszy od przedstawicieli tych, którzy szkolą poprzez tych, którzy sprawują nadzór nad procesem szkolenia – czyli starostwa, wreszcie też egzaminatorów – choć ci de facto w tym zespole są, ale brakuje tych, którzy zajmują się organizacją egzaminów – czyli dyrecji WORD-ów, brakuje także sprawujących nadzór nad procesem egzaminowania czyli urzędów marszałkowskich. Dopiero wtedy zespół byłby kompletny. Ponadto uważam, że powinni być też do niego włączeni psychologowie i metodycy, którzy mogliby mieć istotny wpływ na zmianę dzisiejszego procesu szkolenia i egzaminowania kierowców.

Wśród propozycji, które już przedostały się do opinii publicznej, ma być m.in. ograniczona trwałość zdanego pozytywnie egzaminu teoretycznego. Czy egzamin teoretyczny na prawo jazdy powinien mieć roczną „ważność” tak, jak było to kiedyś?

Uważam, że nie. Obecna sytuacja jest zdecydowanie lepsza. To tak, jak byśmy kierowców zmuszali do tego, żeby co roku przystępowali do państwowego egzaminu i udowadniali swoją wiedzę. To nie w tym rzecz. Egzamin sprawdza, czy kandydat na kierowcę posiada fundamentalną wiedzę i czy rozumie przepisy i zasady ruchu drogowego. To, że prawo się zmienia – a niestety w Polsce dzieje się to często – powoduje, że wszyscy mamy obowiązek do tego nowego prawa się stosować i znać zmiany. I nie ważne, czy jesteśmy tylko po zdanej części teoretycznej egzaminu na prawo jazdy czy mamy prawo jazdy od kilkudziesięciu lat – co do znajomości aktualnego prawa obowiązki mamy takie same.

A co pana zdaniem powinniśmy zmienić w kraju w przygotowywaniu kierowców do jazdy po drogach?

To pytanie jest tak otwarte, że trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Odpowiem więc tak – na pewno powinniśmy zmieniać mentalność uczestników ruchu drogowego. W moim przekonaniu proces szkolenia nie zaczyna się od szkolenia na kategorię prawa jazdy czy tym bardziej od egzaminu – on powinien zaczynać się dużo wcześniej. Najpierw to rodzic powinien być autorytetem, potem nauczyciel, a dopiero potem, gdzieś po drodze i przy okazji tę wiedzę powinien o szczegóły w zakresie konkretnej kategorii prawa jazdy uzupełnić instruktor, a egzaminator to zweryfikować. Musimy zrozumieć, że na drodze nie jesteśmy sami a życie ludzkie jest największym dobrem.

Czy nie trzeba by zmienić też samych egzaminów? W Wielkiej Brytanii widać pewien postęp – zauważono nowoczesne technologie i na egzaminach sprawdza się np. jazdę po trasie wyznaczonej przez samochodową nawigację. Czy nie trzeba sprawdzać, jak z tym radzić będą sobie i kierowcy u nas?

To nie jest najwłaściwsza droga, by sprawdzać umiejętność czytania nawigacji. Dzisiaj taką „nawigacją” jest egzaminator, który wydaje polecenia i w czasie rzeczywistym określa kierunek przejazdu. I to funkcjonuje nie najgorzej. Natomiast w samych egzaminach na pewno trzeba coś zmieniać i elementem, który na przestrzeni lat najbardziej rzucał mi się w oczy to, że zadania egzaminacyjne są niemal takie same dla wszystkich kategorii prawa jazdy. Mam tu na myśli szczególnie ruch drogowy. Uważam, że ten wachlarz zadań egzaminacyjnych trzeba dopasować do poszczególnych kategorii. No bo jaki jest sens na egzaminie na kategorię C+E sprawdzania przejazdu przez skrzyżowanie równorzędne, gdy obowiązkiem takiego zdającego jest posiadać kategorię B i on już wykazał się przecież taką umiejętnością? To trochę strata czasu, a można by w tym czasie sprawdzać inne elementy potrzebne z racji gabarytów pojazdu, jego ciężaru – czyli np. podjazdy pod wzniesienia, zjazdy, wykorzystanie retardera. W tym kierunku powinniśmy iść.
I taka ciekawostka – na kursie i na egzaminie zgodnie z prawem nie można wjechać na przystanek autobusowy. Nawet z kandydatem na kategorię D. Osoba, która uzyskuje takie uprawnienia uzyskuje pracę jako kierowca autobusu i tak naprawdę dopiero wtedy ma szansę wjechać na przystanek. No przecież to absurd!

WORD nie ma dziś szans na egzaminie sprawdzić np. jak zachowuje się kierowca na autostradzie, a mamy z tym spory problem w kraju. Czy to nie powinno być jakoś sprawdzane u kandydatów na kierowców?

Jakiś problem z tym jest, choć osobiście uważam, że kultura jazdy na polskich drogach się poprawia. Przyzwyczajamy się dopiero w Polsce do tego, że mamy coraz więcej dróg szybkiego ruchu. Faktycznie jednak tylko nieliczna grupa egzaminatorów ma szanse sprawdzić taka umiejętność na egzaminie. Infrastruktura Warszawy na to pozwala, ale to w skali kraju są nieliczne przypadki. Myślę, że dobre szkolenie, prowadzone przez właściwą kadrę spowoduje, że kierowca jest przygotowany do jazdy także po takich drogach. Ta kadra musi mieć świadomość, że nie tylko realizuje swoją pracę na rynku komercyjnym, ale że to szkolenie to jest też pewnego rodzaju misja. I tak instruktor do tego powinien podchodzić, czyli nie tylko przygotować kandydata do tego, by zdał egzamin, ale też żeby czuł odpowiedzialność, że to, co przekaże człowiekowi podczas szkolenia będzie przez niego wykorzystywane podczas późniejszej samodzielnej jazdy.

Czy szkolenia e-learningowe np. dla zawodowych kierowców nie są jednak błędem? Czy nie powinniśmy zawodowców szkolić tak, by spotykali się osobiście ze szkoleniowcami – to daje dużo większe pole do nauki czy korekt myślenia.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem prowadzenia zajęć „oko w oko”. Natomiast mamy XXI w. i od e-learningu odejść już się nie da. W przypadku kierowców zawodowych problem leży zupełnie gdzie indziej. Ktoś, kto uczestniczy w tym przedsięwzięciu, a ja mam przyjemność uczestniczyć w tym od wielu lat, zdaje sobie sprawę, że dzisiejszy program szkoleń dla kierowców zawodowych jest mocno oderwany od rzeczywistości i potrzeb. Jest przestarzały i potrzebuje fundamentalnych zmian. Uzyskiwanie uprawnień i kwalifikacji kierowcy zawodowego powinno być skorelowane z dobrym kursem na prawo jazdy – już na tym etapie ta wiedza powinna być zdobywana. A to, czym dzisiaj jest szkolenie okresowe pozostać powinno, ale nie powinno skupiać się na tych elementach, z których kierowcy wykonujący zawód zdają sobie przecież doskonale sprawę np. jak ruszać na wzniesieniu oraz nawet nie w tym kierunku budowy pojazdu, elementach mechanicznych – a to dziś także jest w programie takich szkoleń. To powinien być upgrade wiedzy z tego, co zmieniło się w ostatnim czasie w zakresie prawa, prawa drogowego, prawa transportowego. Z własnego doświadczenia powiem, że prowadząc zajęcia z takimi grupami to oni właśnie tego oczekiwali i rozmowy schodziły na te tematy. Bo mogli posiąść wiedzę, której właśnie potrzebują a nie tej, która jest w przestarzałym programie nauczania.

A szkolenia dla samych instruktorów? Czy tu też nie powinniśmy jednak czegoś poprawić?

Rzeczywiście, obecne warsztaty dla instruktorów, które powinny wypełniać pewną lukę, niekoniecznie to robią. Bo kto może prowadzić te warsztaty? Robi to część WORD-ów, bo nie wszystkie mają uprawnienia do prowadzenia takich warsztatów, albo po prostu konkurencja takich instruktorów. Ten ośrodek szkolenia kierowców zwany potocznie Super OSK – a posiadający potwierdzenie spełniania dodatkowych wymagań – różni się tylko tym od szkolonego przez niego instruktora prowadzącego jednoosobową działalność, że przedsiębiorca ma na tyle grupy portfel, iż jest w stanie spełnić te dodatkowe wymagania np. odpowiednie pojazdy w odpowiednim wieku. To nie ma jednak żadnego związku z wartością merytoryczną. Więc prowadzenie przez tego typu podmioty warsztatów dla instruktorów mija się z celem.

rozmawiał Łukasz Zboralski