Paweł Tomaszek, Akademia Auto Świat: wymóg eko-jazdy na egzaminie może być niebezpieczny

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Dyrektor zarządzający w Akademia Auto Świat wylicza mankamenty szkolenia kierowców w Polsce. I zdradza, dlaczego popularny magazyn motoryzacyjny wkroczył na rynek szkół jazdy

Można mieć czasami wrażenie, że kursanci udają, że chcą się nauczyć, szkoły udają, że szkolą, a WORD-y udają, że weryfikują wiedzę – mówi Paweł Tomaszek, dyrektor zarządzający w Akademia Auto Świat. Źródło: Akademia Auto Świat

Od stycznia tego roku na  egzaminach na prawo jady sprawdza się również ecodriving. Co Pan o tym sądzi? Bo ja mam mieszane uczucia. Moim samochodem jazda z prędkością 50 km/h na czwartym biegu jest mniej ekologiczna niż na trzecim i mniej płynna…
Paweł Tomaszek, dyrektor zarządzający w Akademia Auto Świat: Nasi instruktorzy, a także w ogóle instruktorzy techniki jazdy zwracają uwagę na to, że ten typ weryfikowania obowiązkowej „eko-jazdy” może być niebezpieczny. Jazda ekologiczna to zespół zachowań i nawyków, gdzie hamowanie silnikiem i operowaniem skrzynią biegów w pełnym zakresie, sprawdzane na egzaminie,  jest jedynie jej elementem.
Ten sztuczny aspekt egzaminu to dodatkowy, niepotrzebny stres dla egzaminowanego, a dla egzaminatorów pole do subiektywnych, indywidualnych interpretacji.

Ale kursantów do tego trzeba przygotowywać. Jak to robicie?
Chciałbym zaznaczyć, że paradoksalnie my nie przygotowujemy tylko do egzaminu. Staramy się młodych ludzi uczyć jeździć pewnie i bezpiecznie. Natomiast – jak pokazują statystyki – nasi absolwenci dobrze zdają egzaminy niejako przy okazji.
Wiele szkół podkreśla to, że np. jeżdżą z kursantami po trasach egzaminacyjnych i cały proces nauki skoncentrowany jest na egzaminie. My wyszliśmy z założenia, że trzeba się skupić na tym, żeby młodego człowieka nauczyć przyzwoicie jeździć. Naszym kursantom mówimy, że po kilkudziesięciu godzinach kursu mogą zdać egzamin na prawo jazdy, ale nie są mistrzami kierownicy. Muszą mieć pokorę i wiedzieć, że można jeszcze dużo więcej się nauczyć. Zachęcamy ich do doskonalenia.
Także jazda ekologiczna w naszym wydaniu to jest mówienie o kilku podstawowych zasadach ecodrivingu, ale przede wszystkim to nauka przewidywania i płynnej jazdy.

Jakie są mankamenty kształcenia kierowców w Polsce?
Rynek jest szalenie rozdrobniony i brak jest standardów, które obowiązywałyby wszystkich. Ustawodawca ciągle zmieniając ustawę o kierujących pojazdami, zmienia zasady egzaminowania i prowadzenia szkolenia kierowców. Nadzór starostw poszedł w stronę papierologii, czyli sprawdzania tego, czy wszystkie dokumenty są wypełnione, czy biuro ma odpowiednie oznakowanie. Branża jest rozdrobniona, biedna i bez mechanizmów samokontroli. Są szkoły, które szkolą bardzo dobrze, utrzymują wysokie standardy, są też jednak – nie boję się tego powiedzieć – ośrodki, które w ogóle nie powinny funkcjonować.

Problem leży również w świadomości społecznej. Kurs na prawo jazdy, w powszechnej opinii, nie jest istotnym elementem edukacji. Traktują to jako zło konieczne „potrzebuję dokumentu, a jeździć nauczę się sam”.

Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego również przyczyniły się do negatywnego odbioru całej branży. Można mieć czasami wrażenie, że kursanci udają, że chcą się nauczyć, szkoły udają, że szkolą, a WORD-y udają, że weryfikują wiedzę.  Jako główne mankamenty systemu wskazałbym natomiast coraz poważniejszy problem braku kadry instruktorskiej i brak chęci do podnoszenia kwalifikacji przez środowisko, brak spójności w interpretacji przepisów przez WORD-y, szkolenie „pod egzamin” oraz brak u ustawodawcy spójnej, konsekwentnie realizowanej i długofalowej wizji dla szkolenia kierowców w Polsce.

Czy powinniśmy dołożyć jakiś element szkolenia kierowców? Za granicą np. młodzi kierowcy mogą dostać prawo jazdy, ale przez jakiś czas muszą obowiązkowo jeździć z pasażerem, który ma uprawnienia. Czyli to jakby dalsza wymuszona edukacja…
Z pewnością potrzebne są zmiany, ale nie takie jak do tej pory – wprowadzane ad hoc. Szkolenie kierowców powinno być elementem kompleksowej, wieloetapowej i konsekwentnie realizowanej na każdym poziomie szkoły, edukacji komunikacyjnej. Te zajęcia to nie tylko wiedza o tym, jak przechodzić na pasach, przekazywana w przedszkolu i szkole podstawowej podczas pogadanek z policjantem. To uczenie poszanowania prawa, jak być świadomym pasażerem i jak stawiać granice agresywnemu kierowcy. Edukacja kierowców nie powinna się kończyć na uzyskaniu prawa jazdy.  Podnoszenie wiedzy i zdobywanie doświadczenia to stały proces.

A czy powinniśmy sprawdzać coś jeszcze na egzaminie praktycznym? Może umiejętność udzielania pierwszej pomocy?
Jeśli chodzi o egzamin, to odpowiem słowami, które usłyszałem od Tomka Matuszewskiego. Ten obecny starosta w Gostyninie, a przez wiele lat pracownik WORD i egzaminator powiedział kiedyś, że nadrzędną zasadą, której powinni przestrzegać egzaminatorzy, jest to, czy podczas egzaminu oni jako pasażerowie czują się bezpiecznie. W związku z tym pojawiające się drobne wpadki, które nie wpływają na bezpieczeństwo, nie powinny decydować o końcowym wyniku. Moim zdaniem to rozsądne.

Dobry egzaminator po kilku minutach wie, czy egzaminowany nadaje się na kierowcę, czy też nie. Egzamin powinien potwierdzać rzeczywiste, praktyczne umiejętności, a nie być zespołem oddzielnych zadań, które trzeba wykonać według określonego schematu. Kilkudziesięciominutowy  egzamin nie jest i nigdy nie będzie w stanie  zweryfikować wszelkich umiejętności i predyspozycji do kierowania samochodem. To na szkole nauki jazdy i instruktorach spoczywa odpowiedzialność za dopuszczenie do ruchu przyszłych kierowców. To egzamin wewnętrzny powinien być praktyczna weryfikacją umiejętności kandydata na kierowcę.

Nie chodzi więc o dokładanie kolejnych elementów do egzaminu ale zmiana filozofii nie tylko egzaminowania ale przede wszystkim szkolenia kierowców w Polsce.

Dlaczego w ogóle Auto Świat – magazyn motoryzacyjny – wkroczył na rynek szkół nauki jazdy?
Jako media motoryzacyjne przyglądaliśmy się jakości szkolenia kierowców w Polsce i samej branży szkół jazdy. Branża ta,  zamiast się rozwijać, oferować coraz wyższy standard usług i dostosowywać do zmieniającego się rynku, podupada, prowadząc wyniszczającą wojnę cenową.
Nie bez winy oczywiście jest tutaj regulator, który nie ułatwia stabilnego prowadzenia biznesu. Instruktorzy nauki jazdy są edukatorami ludzi dorosłych i powinni być dobrze opłacanymi fachowcami pracującymi w bardzo odpowiedzialnej, wymagającej i trudnej branży. Z tego wyrósł pomysł aby z jednej strony, wykorzystując nasze media, edukować społeczeństwo, z drugiej zaś budować sieć nowoczesnych szkół nauki jazdy pod znaną ogólnopolską marką.

Proponujecie trochę inny system uczenia przyszłych kierowców?
Proponujemy nie tylko inny sposób nauki ale przede wszystkim inny model na funkcjonowanie szkoły nauki jazdy jako biznesu. Działając w sieci dbamy aby jakość świadczonych usług była taka sama niezależnie od lokalizacji.  Stoi to u podstaw modelu franczyzowego w jakim działamy.  Zależy nam również na współpracy i wymianie doświadczeń między szkołami i to ona jest osią naszego modelu. Dzięki temu dobre pomysły i rozwiązania dosyć szybko wprowadzane są w całej sieci. Właściciele szkół pod naszym szyldem nie konkurują ze sobą – mają zapewnioną wyłączność terytorialną. Dzięki temu Ci ludzie ze sobą współpracują, bez problemu wspierają się i wymieniają doświadczeniami. To też pomaga im lepiej działać.

Dodatkowo mamy unikatowe rozwiązania technologiczne wspierające zarówno zarządzanie szkołą jak i sam proces nauki.
System Finder Driver Assistant opiera się o narzędzia telematyczne.  W samochodach używanych do szkoleń montowane są „czarne skrzynki”, umożliwiające monitorowanie trasy i podstawowych statystyk lekcji praktycznych. Dzięki temu kursanci, nie tylko wiedzą na jakim etapie szkolenia się znajdują ale mają pewność ilości zrealizowanych „jazd”.  System to również aplikacja zapewniająca trzy poziomy dostępu do  danych: dla kursanta, instruktora i właściciela szkoły.

Do czego to potrzebne?
Nasza aplikacja daje właścicielom szkoły narzędzia do efektywniejszego wykorzystania zasobów. Wiedzą gdzie znajduje się samochód, kto w nim jeździ, ile godzin pozostało do zakończenia kursu i jak instruktorzy są oceniani przez kursantów. Aplikacja umożliwia również zapisywanie się na jazdy przez Internet oraz  przypomina esemesowo o terminach jazd.
Z perspektywy kursanta jest to też użyteczne. Dzięki FDA kursant ma dostęp do swojego kalendarza, możliwość łatwego umawiania i odwoływania jazd. System rejestrując interwencje instruktora widzi, ile razy i gdzie kursant popełnił błąd. Analizując te statystyki widać postępy w nauce. Dodatkowym, współczesnym elementem jest możliwość pochwalenia się statystykami i mapką z jazd swoim znajomym na Facebooku.

A co to jest Tracking Progress Methodology?
Tak z angielska nazwaliśmy metodę nauczania w naszych szkołach, czyli Metodologia Śledzenia Postępów. W skrócie polega na szczegółowym omawianiu manewrów, sytuacji na drodze oraz każdej lekcji. To się zaczyna od odpowiedniego przeszkolenia instruktorów aby efektywnie pracowali z ludźmi uczącymi się jeździć, aby potrafili z nimi rozmawiać i efektywnie przekazywać informację zwrotną. Każda lekcja prowadzona jest według konspektu. W szkoleniu stawiamy też mocno na bezpieczeństwo  i myślenie proaktywne naszych kursantów. Aby to wszystko osiągnąć instruktorzy muszą  zdobyć wiedzę jak efektywnie się komunikować.

Szkolicie instruktorów z komunikacji?
Tak, komunikacja i informacja zwrotna jest elementem szkoleń obowiązkowych dla instruktorów Akademii. Część instruktorów jeżdżąc przez wiele godzin z młodymi ludźmi, poza roboczymi komendami i instrukcjami, prawie w ogóle się nie odzywa. Po 30 godzinach jazd mówią, że kandydat nie jest jeszcze gotowy do egzaminu i proponują  dodatkowe jazdy.  W tym momencie ludzie podejrzewają, że ktoś chce ich naciągnąć na dodatkową „kasę”. Jeśli instruktor od początku przekazuje kursantowi informację na jakim jest poziomie, co jest dobre, a co wymaga poprawy, on sam wie czy potrzebuje dodatkowych godzin jazdy przed egzaminem czy też nie.

Od kiedy działacie w Polsce w ten sposób?
Sieć efektywnie budujemy od września 2014 r. ale zaczęliśmy to robić po roku testów. Startując z projektem we wrześniu 2013 zaprosiliśmy do współpracy trzy szkoły – z Warszawy, Olsztyna i Legionowa. W nich sprawdzaliśmy modele, które chcieliśmy wprowadzać na większą skalę. Ku naszej radości i czasami zaskoczeniu wyniki testu potwierdziły pierwotne założenia.  Klienci doceniają markę Auto Świat i standard jaki zaoferowaliśmy. Projekt nie jest zamknięty, cały czas się uczymy i rozwijamy ale  podstawowe założenia stojące u podstaw Akademii, czyli jakość i standard oferowanych usług, pozostają bez zmian.

A jak zareagowała branża?
Bardzo różnie; z zaciekawieniem, ignorowaniem czy wręcz agresją słowną i oburzeniem. Często słyszymy, że to „Kolejny pomysł, który chce drenować kieszenie szkół”. Po erze zakupów grupowych branża nieufnie podchodzi do nowych rozwiązań.
Większość dziedzin gospodarki przeszły lub przechodzą proces zmian i konsolidacji. Wierzymy, że najwyższa pora na szkoły nauki jazdy. Tylko silna sieć działająca pod silną rozpoznawalną marką jest w stanie wyrwać się z duszącego całą branżę uścisku wojny cenowej.

Ile już szkół jest w sieci?
W tej chwili porozumieliśmy się z 16 szkołami, które albo już działają pod naszą marką, albo niebawem zaczną. Cały czas rozmawiamy z kolejnymi zainteresowanymi, więc niebawem będzie to ok. 20 partnerów. Mając ok 50 oddziałów w całym kraju będziemy w stanie efektywnie wykorzystać potencjał mediów grupy RASP i ONET do promocji sieci.

Czy Akademia Auto Świat zaczęła działać gdzieś za granicą i potem taki model trafił do Polski?
Pomysł jest lokalny, autorski ale inne edycje Auto Bilda przyglądają się naszym doświadczeniom. Ze względu na  różną specyfikę rynków trudno będzie przenosić 1:1 nasze rozwiązania. Choć oczywiście pomysł na wykorzystanie rozpoznawalnej marki mediowej w innym obszarze jest ciekawy.

rozmawiał Łukasz Zboralski