Connect with us

Rozmowy i opinie

Pieszy i kierowca są w jednej drużynie, a nie w przeciwnych

Opublikowano

-

Nie uda nam się nawet porozmawiać o tym, co dzieje się na przejściach i co ma się zmienić, jeśli ktoś uczestniczenie w ruchu drogowym postrzega jako rywalizację. A właśnie takim myśleniem skażona jest większość kierowców

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Od dawna zastanawiało mnie, dlaczego część kierowców gwałtownie sprzeciwia się planom, by prawo w okolicy przejść dla pieszych w Polsce w końcu równomiernie rozłożyło powinność dbania o bezpieczeństwo. Dlaczego wymyślają argumenty przeciw „nakładaniu obowiązku na kierowcę” i protestują przeciw „dawania pieszym przywileju przechodzenia przez pasy bez zwracania uwagi na cokolwiek”?
Pomijając, jak nieprawdziwe są to argumenty (bo pieszym nikt nie zamierza dać przywilejów, zmienić ma się jedynie to, że obie strony mają zadbać o to, by na pasach nikt nikogo nie najechał – czyli pieszy ma mieć nadal zakaz wkraczania bezpośrednio przed nadjeżdżające auto, a jedynie kierowca ma dojechać do pasów tak, by nie narazić pieszego na przejściu ale także już wkraczającego na nie), ciekawym jest, z czego wynikają.

A niewątpliwie – jeśli kierowcy boją się przerzucenia odpowiedzialności na jedną ze stron (to, podkreślam po raz drugi, nie jest prawdą) – to myślą po prostu o poruszaniu się na drodze w sposób, który uniemożliwia im zrozumienie nadchodzącej zmiany. I wiem, jakiego rodzaju to myślenie.

Ktoś, kto postrzega drogę jako miejsce rywalizacji, nie może zrozumieć postulatu dotyczącego współpracy. A rywalizacja na drodze jest widoczna. To najbardziej zwierzęce odczuwanie wygranej, lepsze niż w krwiożerczym kapitalizmie, w który w latach 90. nas rzucono, i który musiał odcisnąć swoje piętno mieszając się z PRL-owskim brakiem szacunku do wszelkich reguł. Bo na drodze od razu widać, że się kogoś wyprzedzi. Że ktoś jest pierwszy – choć często tylko do pierwszych świateł. Fizycznie namacalny jest „wygrany” i „frajer”, który jedzie w mieście z dopuszczalną prędkością. „Frajer” jest drugi, jest przegrany.

A myślicie, że dlaczego powodem numer jeden w przyczynach wypadków drogowych w Polsce jest „niezachowanie pierwszeństwa przejazdu”? Nie dlatego, że mimo reguł, ktoś jednak chce być pierwszy? Chce „zdążyć” jak ten kierowca ciężarówki w Wielkopolsce, który niedawno wykoleił szynobus? Nie dlatego, że w swoim mniemaniu osiągnie cel jazdy szybciej, a więc „wygra”, choćby zysk czasowy miał być niewielki?

I jak takiemu człowiekowi opowiedzieć, że na drodze chodzi o granie w jednej drużynie a nie o branie udziału w wyścigu szczurów? Jak wyjaśnić mu, że gdy się gra zespołowo w ruchu drogowym, to każdego piątku podczas wyjazdów z Warszawy większość nie będzie zmuszona utykać w godzinnych korkach przez to, że jeden albo dwóch rywalizowało o to, kto szybciej wyjedzie na weekend i akurat im się trochę nie udało?

Jak opowiedzieć, że płynność ruchu to nie oznacza zapieprzanie od świateł do świateł – gaz, heble, gaz heble –  żeby być pierwszym, tylko wspólne poruszanie się w wyznaczonych limitach?

A temu, kto nie rozumie współpracy na drodze, nie uda się wytłumaczyć potrzeby współpracy przy przejściach dla pieszych. Nie uda się powiedzieć mu, że tam ma uważać kierowca na pieszych (już wchodzących!) i piesi na kierowców. Że zanim pieszy przejdzie, muszą złapać między sobą nić porozumienia. Że pieszy ma widzieć, że może przejść, a kierowca ma widzieć, że on przejść zamierza.
Bez tego zrozumienia, kierowca będzie jedynie wciąż kalkulował, że odbiera mu się przywilej jeżdżenia przez pasy, a przekazuje pieszym przywilej ich przechodzenia. Czyli, że teraz „wygrywem” będzie pieszy, a kierowca „przegrywem”. Tymczasem w rywalizacji wszyscy są przegrani – zarówno piesi, którzy zostają potrąceni, jak i kierowcy, którzy potrącają ludzi.

Kiedy to zrozumiałem, postanowiłem, że w każdej kolejnej dyskusji na temat pieszych – i w ogóle dróg – będę zaczynał od tego. Będę badał, czy dyskutant rozumie poruszanie się po drodze jako współpracę. Jeśli nie, trzeba będzie zacząć rozmowę na zupełnie inny temat. Kto wie, czy nie jeszcze trudniejszy.

PS A poza tym uważam, że Kartagina powinna zostać zburzona – czyli, że infrastruktura przejść dla pieszych musi zostać w Polsce przebudowana

Łukasz Zboralski