Connect with us

Rozmowy i opinie

Piotr Kowalski: dopóki będzie się tylko rozdawać odblaski i instalować światełka, ludzie będą bezkarnie zabijać pieszych na przejściach

Opublikowano

-

Po wypadkach z niesłyszącymi pieszymi na przejściach w Toruniu rozmawiamy z  Piotrem Kowalskim ze Spółdzielni Socjalnej FADO w Łodzi, która zajmuje się audytami dostępności przestrzeni publicznej i doradztwem w tym zakresie

Piotr Kowalski, Spółdzielnia Socjalna FADO w Łodzi Źrodło: TEDx PiotrkowskaStreet

Piotr Kowalski, Spółdzielnia Socjalna FADO w Łodzi Źrodło: TEDx PiotrkowskaStreet

W Toruniu ostatnie ofiary śmiertelne wypadków samochodowych to osoba z niedosłuchem i niesłysząca. Przechodziły przez przejścia, które były podświetlone niczym choinka.
I nic to nie zmieniło.

Raczej nie, skoro zginęli piesi. Czy według Pana uprawnione jest stwierdzenie, że piesi w takim miejscu mogli czuć się bezpiecznie? Że te wszystkie mrugające światełka mogły być mylące?
Tak, jak najbardziej. Niestety w Polsce to oznacza, że piesi na przejściu są, jak zwierzęta przy paśniku. Skoro tam zabrania się strzelać myśliwym, to tak powinno być z przejściami. W tym miejscu powinniśmy mieć poczucie graniczące z pewnością, że jesteśmy być bezpieczni – wzbogacone o elementy fizyczne, które utrudnią samochodowi rozpędzenie się do niebezpiecznej prędkości. Nasza koleżanka z pracy, też głucha zresztą, właśnie przebywa na sześciotygodniowym zwolnieniu po wypadku na dwupasmówce, gdzie kierowca wymijając na przejściu tak ją “załatwił”. Za takie wymijanie powinna być kara bezwzględnego więzienia.

To co robić? Jak budować i projektować przejścia dla pieszych, żeby osoby z niepełnosprawnością słuchu nie ginęły?
Zaczynając od końca, powiedziałbym, że nie ma żadnych specjalnych rozwiązań dla osób głuchych. Nie ma dlatego, że na przejściu bez sygnalizacji, każdy pieszy powinien czuć się tak samo bezpiecznie, jak na każdym innym. To jest kwestia w ogóle bezpieczeństwa pieszych. Trudno tu wyróżnić tą grupę osób. Głusi przecież wiedzą, że nie słyszą i po prostu są bardziej uważni. I trudno tu mówić o czymś, co można zrobić żeby oni byli jeszcze bardziej uważni.

Tymczasem na ostatniej komisji rady miasta, gdzie analizowano wyniki miejskiego programu poprawy bezpieczeństwa pieszych, radni i urzędnicy pomysłów mieli dużo, mówili o: festynach i o tym, że “kocie oczka” nie działają wieczorem, bo są zasilane solarnie oraz o tym, że w 2015 roku było bezpiecznie, a potem pojawiły się… smartfony. Również winni byli rowerzyści ze słuchawkami na uszach. Sęk w tym, że w okresie trwania programu nie zginął żaden rowerzysta ze słuchawkami, ani pieszy wgapiony w smartfon. I oczywiście – infrastruktura nie zabija, lecz prędkość i błędy kierowców, a przejście na Bema było “I doświetlone i oznakowane, no ale niestety, pieszy głuchy nie usłyszał nadjeżdżającego samochodu, a pani nadjechała, no troszeczkę za szybko.”
Jak Policja chce coś zrobić, żeby chronić pieszych, to rozdaje im odblaski. Jak miasto chce coś robić, żeby chronić pieszych to doświetla przejście, czy wprowadza aktywny znak. Już wszystko jedno czy on działa czy nie działa. Ciągle nie oddziaływuje się na ten element, który jest najważniejszy, czyli na fizyczne utrudnienie kierowcom zabijania ludzi na przejściach. I dopóki to nie będzie szło w tą stronę, czyli z jednej strony nie będzie przepisu, że pieszy zbliżający się do przejścia ma bezwzględne pierwszeństwo i dopóki, gdzie to się tylko da robić, nie będzie dodatkowych utrudnień w postaci jakiejś dodatkowej szykany, wyniesionych przejść dla pieszych, to takie sytuacje będą się powtarzały. Ludzie będą zabijali bezkarnie pieszych na przejściach. My mamy w tej chwili w Łodzi podobną sytuację w ostatnich miesięcy. To nie jest kwestia specyfiki miasta, ani niepełnosprawności. W Polsce nadal można rozjeżdżać pieszych na przejściach.

Na te niskie kary, zwracają uwagę nawet najmniej wtajemniczeni komentatorzy. Ludzie są po prostu oburzeni tym, że jest to maksymalnie 8 lat.
Nawet osiemdziesięciolatkowie w Polsce potrafią “wtargnąć”. Kiedy pieszy zginie, to prawie na pewno była jego wina, bo nie może się bronić.

A o czym powinni pamiętać zarządcy dróg, żeby zapewnić bezpieczeństwo dla osób z niepełnosprawnością?
W kontekście przejść dla pieszych – obniżenie całego przejścia, a nie stosowanie tzw. ramp chodnikowych. Obniżone powinno być całe przejście, a nie tylko jego fragment. Kolejna rzecz – stosowanie słupków i innych przeszkód, które znajdują się w obrębie chodników i je zawężają. Tego należy unikać. Znacznie lepiej sprawdzają się słupki wygięte i stawiane na trawnikach, niż te, które ciągle są widywane w ciągu pieszym, bo wiadomo, że na jezdni się nie da, a pieszy sobie zawsze poradzi.

Dopóki nie wsiądzie na wózek…
Dokładnie. Dopóki nie wsiądzie na wózek. Jeśli chodzi o stosowanie ścieżek dla osób niewidomych to tu są dwa aspekty. Jeden – żeby stosować je konsekwentnie, zawsze w ten sam sposób. Niejednokrotnie jedno skrzyżowanie jest remontowane w ramach różnych projektów i te ścieżki są zróżnicowane w zależności od tego, kiedy były kładzione. Druga kwestia to materiały. Są płytki wystające i takie, które są wklęsło żłobione. Na tych pierwszych można się łatwo poślizgnąć. Najgorsze są te zrobione z metalu, bo gdy tylko popada, stają się śliskie

W Toruniu praktycznie takich nie ma, więc chyba jeszcze długa droga przed nami. Czy jest jakiś podręcznik?
Warto zachęcać zarządców do stosowania standardów dostępności, które są obligatoryjne w inwestycjach finansowanych z funduszy europejskich („Jak zaplanować inwestycję dostępną dla wszystkich?” – PDF) . Są tam wymogi i rozwiązania, które można z powodzeniem zastosować przy każdej inwestycji. Należy projektować nie tyle z myślą o osobach z niepełnosprawnościami, osobach starszych, co o wszystkich, Jeśli zrobimy chodnik o szerokości 2 metrów, to będzie wygodniej nie tylko osobie na wózku, ale też minąć się pieszym i iść rodzinie i rozmawiać ze sobą, a nie przemykać pomiędzy samochodami.

A jakie wskazówki tylko dla Torunia?
W Toruniu dobrze byłoby też, żeby zacząć stosować rozporządzenie (Ministra Infrastruktury i Rozwoju z 3 lipca 2015 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu). Toruńska wersja miejsca do parkowania, która ma tylko jeden z trójkątów do parkowania niebieski – nie istnieje. Cała powierzchnia miejsca do parkowania musi być niebieska zgodnie z rozporządzeniem. Gdyby dziś, ktoś się uparł i zaparkował na takim miejscu, to oczywiście byłby złym człowiekiem, ale – w sądzie, myślę, że obroniłby się przed mandatem.

Mamy też problemy z parkowaniem. Ostatnio zdarzają się skargi do wojewody na nieprawidłowo wyznaczone miejsca np. bliżej niż 10 m od przejścia lub te na chodniku.
To wprowadza zamieszanie w głowie kierowcy, ponieważ on zaparkuje na miejscu, które będzie wydawało mu się, że jest legalne, a w gruncie rzeczy legalne nie jest. Wszędzie poza strefą zamieszkania, takie wyznaczanie miejsc parkingowych jest działaniem co najmniej nierozsądnym. Przy wyznaczaniu miejsc w strefie zamieszkania i poza nią, warto pamiętać o przepisie mówiącym o zakazie parkowania 10 m od przejścia. Jeżeli ktoś jest na wózku, albo z dzieckiem, to momentalnie jest od razu niewidoczny. Jest jeszcze jedno niebezpieczne rozwiązanie, które się pojawia w Toruniu – czyli przejścia dwuetapowe. Takie miejsce jest po prostu pułapką dla osób niewidomych. Nie ma takiej możliwości, żeby tak wyskalować dźwięk informujący o kolorze światła, żeby jakikolwiek człowiek się zorientował, czy on przeszedł już tą drugą jezdnię, czy już nie. To jest śmiertelnie niebezpieczne po prostu i jest oczywiście, złym rozwiązaniem. W przypadku osób starszych, niewidomych czy na wózkach to jest absolutnie niedopuszczalne rozwiązanie.

To bardzo niepokojące, szczególnie teraz, kiedy wkroczyliśmy do coraz liczniejszego grona miast “starych”. Największą grupą mieszkańców są osoby w wieku poprodukcyjnym.
Tworzenie przestrzeni nieprzyjaznej dla pieszych jest tym bardziej trudne do uzasadnienia.

Jest jednak iskierka nadziei. Toruńska firma zaprojektowała i uszyła kombinezony odczuć starczych. Czy to dobry pomysł, żeby ubierać w nie zarządców dróg?
Oczywiście. My na podobnej zasadzie robimy symulacje niepełnosprawności. Syty głodnego nie zrozumie. Dopóki czegoś nie spotkamy, nie doświadczymy, to się nam dużo rzeczy wydaje, a potem się okazuje, że jest zupełnie inaczej.

rozmawiała Anna Zglińska