Connect with us

Rozmowy i opinie

Szymon Zieliński: Czy dopiero wielkie tragedie muszą uruchamiać działania na rzecz BRD?

Opublikowano

-

W kilka dni po tragicznym pożarze w escape roomie w Koszalinie, ruszyła ogólnokrajowa akcja kontroli takich miejsc i władza będzie zmieniać prawo. Dlaczego codzienne śmiertelne wypadki na drogach nie powodują takiej aktywności organów państwa?

Szymon Zieliński Fot. arch. prywatne

Szymon Zieliński Fot. arch. prywatne

Niedawno w Koszalinie doszło do głośnej tragedii. W budynku, który mieścił tzw. „escape room” w wyniku pożaru zginęły młode dziewczyny. Bezpośrednią przyczyną ich śmierci było, jak podają media, zaczadzenie w pomieszczeniu, z którego nastolatki nie mogły wyjść. Niemalże w kilka godzin po tragedii ruszyła ogólnokrajowa akcja kontrolowania tego typu pomieszczeń, która co chwila ujawnia kolejne nieprawidłowości.

Jaki to ma związek z drogami i bezpieczeństwem ruchu? Otóż biorąc pod uwagę fakt, że w Polce na drogach ginie od kilku do czasem kilkunastu osób codziennie zastanawiającym jest czemu tak samo aktywnie Państwo nie działa w tym obszarze? Czy trupy na drogach już tak spowszedniały, że informacje na ten temat nie budzą już takiej sensacji? Czy zabita przez wariata na pasach rodzina albo zgniecione we wraku ciała młodych (być może gniewnych) dzieciaków nie są tak samo ważnym powodem by realnie i skutecznie prowadzić poważne działania poprawiające to co na naszych drogach nie funkcjonuje jak należy

Powyższy apel wydaje się tym bardziej za zasadny, gdy porównamy sobie te dwie sprawy, a konkretnie to jak system jest (był) do nich przygotowany. Jak dowiadujemy się z relacji medialnych – nie ma i nie było żadnych specjalnych przepisów regulujących funkcjonowanie takich obiektów jak escape roomy. Zarówno Straż Pożarna jak i inspekcje nadzoru budowlanego podkreślają, że pomieszczenia takie podlegały ogólnym przepisom ppoż i prawa budowlanego – przy czym, jak ujawniają kolejne kontrole, znakomita większość z nich nie spełniała nawet tych podstawowych norm. No i teraz władza będzie musiała się pochylić nad tym aby takie przepisy stworzyć, a dalej wdrożyć je w życie aby tego typu (i innym) tragediom zapobiegać. Jak natomiast sprawa ma się z drogami?

Otóż podobnie jak wyżej – mamy szereg przepisów ogólnych, które regulują co i jak powinno być na drogach było bezpiecznie, wygodnie i efektywnie. Jest ustawa o drogach, przepisy wykonawcze do prawa budowlanego, prawa o ruchu drogowym i inne. Mamy „czerwoną książkę” (niedoskonałą, tak). To czym jednak podejście do bezpieczeństwa na drogach wyróżnia się od choćby wspomnianych escape roomów to fakt, że w teorii o BRD jesteśmy daleko w przodzie:  mamy szereg wytycznych, opracowań naukowych, rad, stowarzyszeń, a przede wszystkim struktury i armię fachowców, którzy wiedzą co i jak powinno być, aby było dobrze. No tak, ale skoro tak jest to czemu to nie działa ?

Polscy audytorzy BRD są „bezrobotni”

O tym jak polityka potrafi wpływać, a co gorsza niszczyć nawet najlepsze pomysły i chęci inżynierów rozpisywać się już chyba trzeba. Są natomiast takie obszary, których działanie zrozumieć trudno.

Mamy w Polsce instytucję audytorów bezpieczeństwa ruchu drogowego. Są to, jak wskazuje ustawa, osoby posiadające odpowiednie wykształcenie, doświadczenie zawodowe i po specjalistycznych kursach, które są zobowiązane do ciągłego kształcenia w branży i aktualizowania wiedzy tak by zawsze być na bieżąco z nowymi rozwiązaniami. Ich rolą, w intencji ustawodawcy ma być w uproszczeniu przeciwdziałanie zaprojektowaniu i wybudowaniu dróg, które mogą być niebezpieczne dla użytkowników. Problem w tym, że w gruncie rzeczy osoby te są „bezrobotne”, bo formalnie ich udział w projekcie budowlanym ogranicza się do dróg najwyższych klas i kategorii (tzw. sieci TEN-T), których w Polsce jest tylko niewielki procent. Ich działalność w zakresie całej reszty sieci, która stanowi podstawowy krwiobieg transportowy jest co najwyżej nieobligatoryjna i wynika raczej z pasji i poczucia obowiązku niż z konieczności.

W kontekście do powyższego mamy np. proces opracowywania projektów organizacji ruchu drogowego, w których z punktu widzenia oznakowania i urządzeń brd „ważą się” niejednokrotnie losy bezpieczeństwa na drogach. I tu pojawia się absurd sytuacji bo teoretycznie takie projekty może opracować każdy Kowalski, Nowak czy Zieliński i nie musi posiadać do tego żadnych uprawnień! Oczywiście, ktoś powie, że przecież jest cały obieg takich projektów, które przechodzą przez ręce specjalistów z Policji, zarządów dróg i wreszcie zatwierdzanych przez zarządców ruchu. Tylko czy w całej tej „biurokratycznej maszynie” zawsze jest tak, że wszystkie błędy zostaną wyłapane i tylko dobre rozwiązania zostaną zaakceptowane? Patrząc na to co czasem spotykamy na drogach wygląda na to, że nie.

Pełno sprzeczności

Idąc dalej – zastanawiające jest, czemu wymaga się od mało wykorzystywanych specjalistów ds. BRD cyklicznych szkoleń i poszerzania wiedzy a np. tysiące kierowców poruszających się codziennie po drogach odbierając dokument uprawniający do kierowania autem może w zasadzie dożywotnio, bez jakichkolwiek aktualizacji przepisów jeździć i stwarzać zagrożenie?

Dlaczego np. możemy bezkarnie sprowadzać na polski rynek i wprowadzać na drogi „śmiertelne pułapki”, czyli złom zza granicy, a jednocześnie chcemy mieć czyste i ciche miasta, przyjazne mieszkańcom i bezpieczne dla użytkowników?

Dlaczego kara za dużo mniej tragiczne w skutkach przewinienia np. kradzież przedmiotów z grobu i jego rzekome bezczeszczenie może wynieść nawet 8 lat (!) więzienia, a za prowadzenie auta po pijanemu odbiera się uprawnienia i daje wyrok w zawieszeniu na góra kilka lat?

Dlaczego egzekucja prawa w naszym kraju wygląda m.in. tak, że służby do tego uprawnione zamiast karać kierowców za popełnione wykroczenia prowadzą dyskusje z zarządcami dróg o tym czy oznakowanie drogowe jest prawidłowo ustawione i wykonane albo żonglują danymi by pokazać, że nie jest tak źle?

Wydaje się, na pierwszy rzut oka, iż mamy najważniejsze zasoby do tego by drogi projektowane i utrzymywane były w taki sposób aby zapewniać bezpieczeństwo, a co najmniej zapobiegać najtragiczniejszym w skutkach zdarzeniom. I mamy też ludzi, którzy wiedzą jak powinno być, gotowych by to wdrażać. Jednak w praktyce okazuje się to albo zbyt skomplikowane albo po prostu zaniedbane, przez co zamiast zbliżać się do celu cofamy się.
Czy nie przekonaliśmy się już, że działanie od akcji do akcji (z całym szacunkiem do „Zniczy”, „Majówek” itp.) to za mało by realnie i długotrwale, a nie tylko chwilowo coś w tej materii poprawić? Czemu całkiem nieźle wychodzi nam działanie „po” (choć zazwyczaj i tak na „krótką metę”), a tak trudno wychodzi nam działać „przed”?

Z pewnością problem jest złożony i poruszone kwestie są tylko jego częścią. Jednak jeśli, na przykładzie Koszalina, państwo nadal będzie działać głównie reakcyjnie, zamiast urealnić system, przeciwdziałać i  wykonać realny zwrot w podejściu do zarządzania bezpieczeństwem, wydaje się, że dalej będziemy musieli oglądać przykre wiadomości o ofiarach zarówno z dróg jak i innych miejsc, a statystyki, nawet najkorzystniej przedstawione będą nas lokować na czarnym końcu.

Szymon Zieliński

Autor jest inżynierem transportu, certyfikowanym audytorem bezpieczeństwa ruchu drogowego, zastępcą naczelnika wydziału Inżynierii i Bezpieczeństwa Ruchu w Zarządzie Dróg Miejskich w Poznaniu, miłośnikiem i popularyzatorem zrównoważonego transportu.