Ułańska fantazja to mit. Polscy kierowcy są tak samo dobrzy jak inni w Europie

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Polscy kierowcy są fatalni? Mamy specyficzną ułańską fantazję? Takie rzeczy od lat powtarzane są w mediach, by wytłumaczyć skąd u nas na drogach tyle wypadków i śmierci. Tylko, że to mit. Wygodny dla wszystkich, zwłaszcza dla władzy. A Polscy kierowcy w niczym nie ustępują tym z Niemiec, Hiszpanii, a nawet Szwecji czy Norwegii

lukasz_wsamochodzie

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Podczas ostatniej rozmowy w programie „Pytanie na śniadanie” TVP2 [tu można obejrzeć], doznałem nagłego olśnienia. Niezwykle silnie uderzyło mnie to, że naszą tragiczną sytuację na drogach od lat w mediach beztrosko tłumaczymy jakąś mityczną ułańską fantazją polskich kierowców. Jakby polscy kierowcy byli inni niż ci „porządni kierowcy europejscy”. To jest może i chwytliwe wytłumaczenie, ale zupełnie nieprawdziwe.

Bo – zastanówcie się – skoro wszyscy w Europie są od nas lepsi za kierownicą, to dlaczego prawie we wszystkich krajach mandaty dla kierowców są dużo większe (i to relatywnie do średnich zarobków)?
Skoro taki Słowak jeździ lepiej to przecież nie powinno mu grozić 4 tys. zł mandatu za przekraczanie prędkości, a mniej niż polskie 500 zł. Skoro Szwed czy Norweg ma tak wysoką kulturę jazdy, to zamiast horrendalnie wysokich kar i odbierania prawka za przekroczenie prędkości o 35 km/h, powinni mieć jeszcze łagodniejsze kary niż Polacy (tracący prawo jazdy z automatu dopiero za 100 km/h w obszarze zabudowanym). Jeżeli Duńczycy są tak lepsi od nas, to dlaczego państwo odbiera im samochody za jazdę po pijaku i sprzedaje na aukcjach? Powinno być łagodniejsze wobec Duńczyków niż Polska wobec naszych kierowców jeżdżących na bani!

Jest jednak inaczej. Domyślacie się, dlaczego?

Polski kierowca jest takim samym człowiekiem. A człowiek ma różne pokusy, także na drodze. I mimo całego lepszego „zachodniego” systemu kształcenia kierowców, cały ten Zachód ma jeszcze poważnie zbudowany system dodatkowego wychowywania tych kierowców, którzy mimo mitycznie lepszej natury prawa nie chcą szanować.

Tymczasem w naszym kraju pozornie istnieje system reguł drogowych, ale wszyscy od lat wiedzą, że jest to przecież tylko takie teoretyczne…
Teoretycznie nie wolno jeździć za szybko, ale wszyscy jeżdżą. I czasem tylko trafi się mandat (przy wzmożonych akcjach „Prędkość” jeden partol policji w Polce łapie średnio 5 kierowców na dobę), który najwyżej kosztuje 500 zł.
Nie wolno gadać przez telefon trzymany przy uchu, ale wszyscy gadają, bo dostać za to mandat to rzadkość, a jak już się trafi, to przecież tak nie boli.
Wszystko jest ustalone, ale wiadomo przecież, że łamanie reguł nie jest tak groźne. I że prawo to tylko taki zbiór życzeń albo wytyczne dla patałachów drogowych.

Polscy kierowcy rzeczywiście więc mają niski poziom szacunku dla przepisów; wybierają sobie te przepisy, które chcą; uważają, że wiedzą lepiej od ludzi ustawiających oznakowanie jak jechać w danym miejscu. Robią tak jednak po prostu dlatego, że mogą. Że się nie boją. I Norwegowie, Szwedzi, Anglicy robiliby tak samo, gdyby nie groziło im za to tak wiele, jak im grozi.

I teraz zastanówcie się jeszcze – komu służy utrzymywanie mitu o tym, że polscy kierowcy są jacyś specyficzni, z ułańską fantazją? Moim zdaniem służy to przede wszystkim tym, którzy powinni nasz system naprawić. Skoro polska masakra drogowa wynika z mitycznego usposobienia Polaków, to przecież nikt nie będzie domagał się lepszej pracy policji – realnego wybierania miejsc zagrożeń (wspomnijmy choćby badanie alkomatami na autostradach – gdzie w oficjalnych statystykach KGP 2017 r. nie wydarzył się żaden w wypadek z powodu alkoholu), urealnienia mandatów choćby za najbardziej niebezpieczne zachowania na polskich drogach.
Nikt nie będzie tak bardzo domagał się rzetelnego planu inwestowania infrastrukturalnego w miejscach najbardziej niebezpiecznych (Jaworzno udowodniło, że infrastrukturą można jakoś znieść rzekomą „ułańską fantazję” drogową). Nikt nie będzie musiał słuchać zakładów ubezpieczeniowych, które proszą o możliwość wkalkulowania w składni OC ryzyka kierowców udowodnionego punktami karnymi. Nikt nie będzie zauważał, że większość krajów UE z naszej strefy klimatycznej wprowadziła prawny obowiązek jazdy na oponach zimowych w określonych terminach. Nikt nie będzie parł do wprowadzenia w końcu przepisów, które uczynią jasną sytuację z pierwszeństwem pieszych…

Słowem – gadanie bzdur o polskich kierowcach jako szlachcicach na koniach – jest alibi dla wszystkich, którzy naprawdę odpowiadają za to, że nad Wisłą wydarza się tyle wypadków i ginie w nich tylu ludzi.

Anarchia tkwi nie w polskich kierowcach, anarchia tkwi w systemie, którego żaden rząd do tej pory nie chce dotknąć palcem.

Łukasz Zboralski