Connect with us

Rozmowy i opinie

W obronie Najsztuba. Nie musisz być celebrytą, żeby bezkarnie wjechać w pieszego

Opublikowano

-

Piotr Najsztub nie jest winny temu, że polskie prawo pozwala bezkarnie przejechać pieszego na przejściu. Nie jego winą jest to, że biegłym w sądzie może zostać każdy. I nie jego winą jest to, że urzędnicy nie odpowiadają za zaniedbania i błędy

Wiem, że wszystkich zbulwersował drugi wyrok sądu (pierwszy uznał go winnym, ale ukarał jedynie śmieszną grzywną) w sprawie Piotra Najsztuba, który wjechał w staruszkę przechodzącą przez przejście dla pieszych w Konstancinie-Jeziornej. Zanim nie otrzymamy wglądu w uzasadnienie orzeczenia trudno się do „uniewinnienia” Najsztuba ustosunkować. Choć już dziś dziwić może fakt – podawany przez samego Najsztuba – że sąd badał, z jaką prędkością starsza pani mogła wejść na pasy podczas deszczowego wieczoru i nie mógł tego obliczyć, więc nie obwinił kierowcy. Bo sąd powinien raczej zastanowić się, co mogła pomyśleć starsza pani, jeśli widziała samochód zbliżający się z niewielką prędkością (biegły obliczył, że Najsztub jechał ok. 20 km/h przed przejściem) do pasów? Że staje by ją puścić czy przejechać? No, ale to dopiero przed nami.

Nie musisz być celebrytą, żeby bezkarnie przejechać pieszego

Stanę jednak w obronie Najsztuba jako dziennikarskiego celebryty. Bo nie z tego powodu sąd nie znalazł w nim winy podczas ostatniej rozprawy. Jest wiele wyroków, w których po wypadkach na przejściach uznaje się winę pieszych, zwłaszcza, gdy w wypadku giną. Nie jest to zatem kwestia pieniędzy, znajomości i znanej twarzy. To kwestia złego prawa i fatalnego orzecznictwa.

Dziś każdy może w Polsce bezkarnie przejechać pieszego na pasach. Taka jest prawda. Bo pieszy ma domniemane pierwszeństwo dopiero, gdy na pasach już jest. A gdy pieszy umiera, nie może za dużo wytłumaczyć. Wówczas do gry w sądzie wchodzą biegli. A biegłym w sądzie może dziś zostać każdy, kogo zaakceptuje prezes sądu. Formalnych wymagań nie ma. Obrazu niech dopełni to, że na licznych konferencjach spotykam biegłych, którzy zawsze widzą winę pieszych, a nawet widziałem teksty opublikowane przez biegłych, którzy uznają, iż w ogóle należy pieszym prawnie odebrać pierwszeństwo – nawet, gdy są już na przejściu.
Stąd w informacjach publicznych biorą się tysiące polskich staruszków, którzy dokonują „wtargnięć” na przejścia. I dlatego np. znany neurobiolog prof. Vetulani po śmierci na pasach został uznany za współwinnego wypadku.

Wiadomo też, że Piotr Najsztub jechał samochodem, choć wcześniej policja zatrzymała mu prawo jazdy za przekroczenie dopuszczalnej liczby punktów karnych. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że urzędnicy Starostwa Powiatowego w Piasecznie, którzy formalnie odpowiadali za cofnięcie uprawnień do kierowania pojazdami, wysłali jeden list powiadamiający o tym fakcie do Najsztuba. Wysłali na adres, pod którym już podobno nie mieszkał. A gdy list wrócił do urzędu, nikt następnego listu nie wysłał. Powstało więc zagadnienie prawne – czy Najsztub rzeczywiście jechał bez uprawnień czy jednak formalnie mu ich nie cofnięto i jechał jedynie bez prawa jazdy. W działaniach prokuratury ten wątek jakoś się nie pojawił. O zarzucie – karnym – prowadzenia mimo cofniętych uprawnień, nie słychać, choć podobno policja złożyła taki wniosek.
I czy to jest wina Najsztuba? A skąd! W dodatku – czy ktoś z państwa słyszał, żeby po takiej aferze z dokumentami jakiś piaseczyński urzędnik starostwa usłyszał zarzuty prokuratorskie? Albo że choć wyleciał z pracy?

Oczywiście – Najsztub jechał samochodem bez ważnych badań technicznych, bez opłaconego OC i wiedząc, że policja zabrała mu prawo jazdy. Za to może odpowiadać. I odpowiedział też moralnie np. tracąc pracę w Onet.
Ale – choć wiem, że to dla części z Państwa będzie trudne – warto pamiętać, że te wszystkie okoliczności mogą nie mieć związku z zaistnieniem wypadku. Przyczyną wypadku na pewno nie był brak OC, do wypadku mógł się nie przyczynić stan techniczny samochodu, ani nawet sam kierowca, którego nie powinno przecież być na drodze, skoro zabrano mu prawo jazdy. Takie są fakty. Reszta jest jednym wielkim polskim bajzlem.

Łukasz Zboralski