Wiesław Migdałek: Dżygici są wśród nas czyli o drogach szybkiego ruchu w Polsce

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Po słynnym wypadku z BMW na autostradzie A1 rozpętała się dyskusja o tym, jak się jeździ po polskich autostradach i ekspresówkach. Nie ma wątpliwości, że spotykamy na nich polskich Dżygitów, którzy jeżdżą niebezpiecznie. Ale czy w sytuacjach z nimi zachowywanie się zgodnie z prawem wyczerpuje znamiona „zachowania ostrożności” wymaganej taże przez prawo?

Wiesław Migdałek. Fot. arch. autora

Wiesław Migdałek. Fot. arch. autora

Turysta jedzie taksówką w Tbilisi. Na skrzyżowaniu zapala się czerwone, ale kierowca nie hamuje i z impetem przejeżdża skrzyżowanie. Wystraszony turysta krzyczy: „Coś pan zrobił?” Nic – odpowiada kierowca. – Mnie wolno, bo ja jestem dżygit (…) – tak zaczyna się sławna gruzińska anegdota o tamtejszych kierowcach.

Jak piszą w mediach, pan Johansen – ekspert Norweskiej Rady Bezpieczeństwa Drogowego, po tym co zobaczył na własne oczy na polskich drogach, był przestraszony – być może równie mocno jak pasażer gruzińskiej taksówki. Oglądając sławne już zdarzenie na autostradzie A1 – do którego celowo zmierzam – norwescy eksperci nie mieli wątpliwości, jaką surową karę powinien ponieść sprawca wypadku i zapewne trudno im było uwierzyć, że próba zabicia kilkoro osób skończyła się na mandacie niewiele większym niż 100 euro.

W dyskusji, jaka rozwinęła się na portalu brd24.pl, co do głupoty kierowcy samochodu BMW nikt raczej wątpliwości nie miał. Głosy podzieliły się jednak, co do zachowania kierowcy, który nagrywał całe zdarzenie, a który zajmował lewy pas autostrady, wykonując przydługi manewr wyprzedzania pojazdu jadącego prawym pasem. Niektórzy internauci zarzucali, iż przyczynił się on swoim zachowaniem do nieszczęścia. Istota dyskusji szybko wywołała pytanie, czy takie rozwlekłe w czasie wyprzedzanie (wynikające z niedużej różnicy prędkości między pojazdami) jest zgodne z prawem, bezpieczne, zalecane?

Nie każdą sytuację na drodze da się podpiąć pod konkretny paragraf Prawa o ruchu drogowym, który by rozsądzał spór zero-jedynkowo. Wszyscy zgodzimy się, że wyprzedzanie należy do grupy najbardziej niebezpiecznych manewrów. Na autostradzie jest niby bezpieczniej, gdyż nie ma ryzyka zderzenia czołowego (no, prawie), ale i tak musimy upewnić się, czy pas, na który zamierzamy wjechać nie jest zajęty lub nie przyczynimy się do gwałtownego hamowania pojazdów znajdujących się na nim. A jeśli zajęliśmy już pas do wyprzedzania to… w Niemczech za zbyt wolne wyprzedzanie można zainkasować mandat 80 euro (120 euro, kiedy dojdzie do uszkodzenia mienia) i 1 pkt karny. Wykroczenie brzmi: „Dokonywanie manewru wyprzedzania, mimo iż wyprzedzany pojazd porusza się tylko nieznacznie wolniej”.

W polskim prawie nie mamy tak jednoznacznego zapisu przedmiotowej sankcji, ale mamy inny zapis – i to o wiele groźniejszy. Kierowcy i piesi na drodze publicznej mają obowiązek kierować się należytą ostrożnością, bo za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym wynikające z niezachowania należytej ostrożności odpowiadamy z art. 86 kw:

§ 1. Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny.
§ 3. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 przez osobę prowadzącą pojazd można orzec zakaz
prowadzenia pojazdów.

Orzecznictwo wyraźnie podpowiada nam, o co chodzi.

„Każdy kierowca jest obowiązany do prowadzenia pojazdu samochodowego z należytą ostrożnością a więc do przedsiębrania takich czynności, które zgodnie ze sztuką i technika prowadzenia pojazdów samochodowych są obiektywnie niezbędne do zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a także od powstrzymywania się od czynności, które mogą to bezpieczeństwo zmniejszyć /wyrok SN z dnia 16 lipca 1976 r. VI KRN 135/76”

„Zgodnie z art. 24 ust. 6 ustawy Prawo o ruchu drogowym kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i bezpośrednio po nim zwiększania prędkości. Wyprzedzanie jest jednym z bardziej niebezpiecznych manewrów. Wymaga nie tylko zachowania szczególnej ostrożności przez kierującego pojazdem wyprzedzającym, konieczna jest także współpraca kierującego pojazdem wyprzedzanym, wymagane jest szeroko rozumiane współpartnerstwo w ruchu, aby manewr ten był jak najszybszej przeprowadzony / por. wyrok SN z 11 04 1979r V KRN 41/79, Komentarz do Prawa o ruchu drogowym R. S. Wydanie II.”

A co jeśli zdecydowaliśmy się na manewr wyprzedzania na autostradzie, kiedy pojazd wyprzedzany porusza się z prędkością zbliżoną do maksymalnie dopuszczalnej? Dylemat polega na tym czy manewr wyprzedzania prowadzić długo – ale nie przekraczając dozwolonej prędkości, czy też wyprzedzać w zdecydowanie krótszym czasie – ale z przekroczeniem dozwolonej prędkości. W Komentarzu dr. hab. Pawła Daniluka do Kodeksu drogowego Art. 86 [Niezachowanie ostrożności] czytamy:

„W rozważaniach dotyczących należytej ostrożności Sąd Najwyższy przyznaje, że może także chodzić o naruszenie pewnych zasad ruchu, podyktowanych zdrowym rozsądkiem, a wynikających z istoty obowiązku zachowania ostrożności przy takim ruchu (wyr. SN z 31.1.1949 r., K 1068/48, OSN 1949, Nr 1, poz. 10)”

„Zachowanie przez kierowcę ostrożności lub stwierdzenie nieostrożności kierowcy nie zawsze jest zbieżne z przestrzeganiem lub nieprzestrzeganiem określonego przepisu administracyjno-drogowego.(…) Kierowca nie może więc bronić się skutecznie przed zarzutem nieostrożności tym, że nie naruszył żadnego przepisu administracyjno-drogowego, a nawet tym, że postąpił zgodnie z istniejącym nakazem drogowym, jeżeli fachowa ocena jego zachowania się w konkretnej sytuacji drogowej z punktu widzenia umiejętności prowadzenia pojazdów na drogach publicznych dyktuje wniosek, iż nie zachował on ostrożności wymaganej do wykonywania zawodu lub czynności kierowcy. I odwrotnie: naruszenie przez kierowcę takiego czy innego nakazu lub zakazu drogowego nie daje podstawy do ścigania karnego, jeżeli nie stanowi ono przy tym połączonego łańcuchem przyczynowo-skutkowym fragmentu czynu stanowiącego przestępstwo” (wyr. SN z 16.8.1969 r., I K 559/60, OSNKW 1962, Nr 4, poz. 55).”

Orzecznictwo wskazuje nam, iż w obliczu art. 86 kw. przydługie wyprzedzanie innego pojazdu uważane jest za niebezpieczne. O ile nie jest ono zakazane wprost w Prawie o ruchu drogowym, to w przypadku nieszczęśliwych następstw takiego manewru – np. kolizji w wyniku tamowania ruchu – może być penalizowane. Prawo o ruchu drogowym nie zakazuje nam posługiwania się zdrowym rozsądkiem w celu uniknięcia sytuacji niebezpiecznej jak i nie nakazuje nam tępego trzymania się przepisów, kiedy mogłoby to spowodować sytuację niebezpieczną na drodze. Zgodnie z tym, co można przeczytać w wyrokach, nawet jeśli naruszymy prawo – kierując się zachowaniem należytej ostrożności, nie powinniśmy się obawiać penalizacji takiego zachowania. I odwrotnie, kiedy kurczowo trzymamy się skodyfikowanych zapisów, a mimo to (właśnie przez to) spowodujemy wystąpienia zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, możemy zostać za takie zachowanie ukarani.

Jeżeli nie wszystkich przekonałem, że na drodze warto kierować się w pierwszej kolejności zdrowym rozsądkiem, to raz jeszcze nawiążę do anegdoty ze wstępu. Na polskiej drodze szybkiego ruchu sprowadza się ona do lekcji, iż dla dobra własnego i innych użytkowników drogi, pobyt na lewym pasie należy skrócić do niezbędnego minimum, bo nagle – i jak zwykle nie wiadomo skąd – może pojawić się polski Dżygit w wypasionym czarnym aucie i sprawić masę nieszczęścia. Na kursach nauki jazdy nie ma lekcji o polskich Dżygitach, a powinna być, bo są wśród nas i wynikające z tego faktu zagrożenie na drogach szybkiego ruchu powinno być przez nas kierowców zawsze brane pod uwagę. Może nam się to nie podobać, ale póki co, tak mamy.

Wiesław Migdałek
Zielona Góra 11.02.2018