Wiesław Migdałek: odpowiedzialność kierowców na zasadzie ryzyka

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Prawo daje przewagę słabszym, obarczając kierowcę nie tylko odpowiedzialnością na zasadzie winy, ale także na zasadzie ryzyka – o czym nie wszyscy kierowcy zdają się wiedzieć.

Wiesław Migdałek. Fot. arch. autora

Wiesław Migdałek. Fot. arch. autora

Z uwagi na wysoką dostępność samochód czy motocykl traktujemy jak rzecz powszednią. Przekręcając kluczyk w stacyjce uruchamiamy maszynę, a jednocześnie często beztroskę i bezrefleksyjność – wszak posiadamy polisę OC, która ma nas chronić. Świadomość tego, że nasz pojazd dysponuje energią zdolną zabić – spada na dalszy plan lub zanika zupełnie. W zderzeniu z niechronionym uczestnikiem ruchu drogowego szanse są wyjątkowo nierówne, dlatego prawo daje przewagę słabszym, obarczając kierowcę nie tylko odpowiedzialnością na zasadzie winy, ale także na zasadzie ryzyka – o czym nie wszyscy kierowcy zdają się wiedzieć.

Odpowiedzialność na zasadzie ryzyka rygorystycznie kształtuje art. 436 §1 k.c. w zw. z art. 435 §1 k.c. Jej charakter jest obiektywny tzn. dla jej ustalenia wystarczy wskazanie, że powstała szkoda w związku przyczynowo-skutkowym z ruchem pojazdu. Innymi słowy, nie jest istotne czy kierowca jest, czy też nie jest winny zdarzenia i tak będzie odpowiedzialny za szkodę, jaką jego pojazd wyrządził niechronionemu uczestnikowi ruchu drogowego, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.
Podkreślam, iż wykazanie samego tylko braku winy kierowcy – na co zwraca się powszechnie uwagę, komentując tego typu zdarzenia drogowe, lub przyjmując taką linię obrony – nie uwalnia od odpowiedzialności kierowcy za wyrządzoną szkodę, skoro jest ona ukształtowana na zasadzie ryzyka (uwalnia jedynie kierowcę od odpowiedzialności karnej). Natomiast wykazanie przez kierowcę (bo to na nim spoczywa dowód) jednej z trzech przesłanek uwalniających go od odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę wcale nie jest łatwe.

Jeden z przykładów takiego zdarzenia, zamieszczony na portalu brd24.pl również był szeroko komentowany przez internatów:

Jak widzimy na filmie, piesza została potracona przez ciężarówkę. Pomimo, że piesza przechodziła skrzyżowanie w sposób nieprawidłowy, to szkodę wyrządził pojazd będący w ruchu. Czy kierowca uwolni się od odpowiedzialności cywilnej? Działania siły wyższej nie było, działania osoby trzeciej także nie dostrzegamy, zatem pozostaje wykazać wyłączną winę poszkodowanego/pieszej. Samo wejście pieszej pod samochód nie świadczy o jej wyłącznej winie – w kontekście wyrządzonej szkody. Osoba ta mogłaby np. mieć zaburzenia dot. świadomości swojego działania, a wówczas i ta przesłanka uwalniająca kierowcę od odpowiedzialności niestety nie zadziała.
Gdyby kierowca wykazał, że osoba ta wyrządziła sobie szkodę celowo – a to co innego, lecz wykazać coś takiego nie jest wcale łatwo. Za to zdecydowanie łatwiej jest wykazać przez stronę poszkodowaną, że kierowca nie zachował należytej ostrożności i tym samym oddalić wyłączną winę poszkodowanego jako przesłankę do uwolnienia się kierowcy od odpowiedzialności. W efekcie tego typu zdarzeń, sądy zasądzają wysokie odszkodowania, szczególnie w przypadkach wystąpienia ofiar śmiertelnych, gdzie dochodzą jeszcze zapomogi i zadośćuczynienia na rzecz rodziny ofiary. Oczywiście ubezpieczyciel wypłaci zasądzone pieniądze, ale koszty tych odszkodowań prędzej czy później przerzuci na nas wszystkich, w cenach polis.

Niech nas zatem wewnętrznie nie usprawiedliwia polisa OC. Przewidujmy i zwalniajmy tam, gdzie widzimy pieszych i rowerzystów. Przemyślmy raz jeszcze, co to znaczy zachować szczególną ostrożność. Miejmy świadomość, iż wyrządzenie komuś szkody – nawet bez naszej winy – będzie dla nas kierowców przeżyciem traumatycznym. Wszak nie jesteśmy bezdusznymi maszynami.

Wiesław Migdałek