Connect with us

Rozmowy i opinie

Z GRUBEJ RURY 3/2020

Opublikowano

-

Gdy czytam poselskie interpelacje, to aż mi żal ministrów – a przecież w sumie mi ich nie żal. Gdy zaś czytam tak zwanych dziennikarzy motoryzacyjnych, najbardziej żal mi moich oczu. Bo krwawią

z grubej rury

Niech ta rubryka się rozwija, niech nabiera rozpędu. Zacznijmy więc światowo. Otóż Komisja Europejska klepnęła jakiś czas temu, że nowe samochody będą musiały mieć inteligentny ogranicznik prędkości. Wywołało to różnego rodzaju bóldupizm w polskiej tak zwanej publicystyce. Że ojoj, auto mnie powstrzymuje!
Okazuje się, że jeszcze większy bóldupizm wywołało to u producentów aut, którzy w zasadzie sprzedają je głównie emocjami. Przyglądaliście się kiedyś reklamom samochodów? Zawsze, ale to zawsze jadą w pustych miastach, gdzie nie ma korków i czasem nawet nie jadą ale zapierdalają.

Producenci aut wiedząc, że KE już przyklepała zmianę, zaczęli forsować technologię, która ma ostatecznie znaleźć się w aucie. I forsują taką, żeby tylko robiła pip! pip! jak kierowca pojedzie za szybko. Koncerny moto są mocne m.in. w Szwecji. W związku z tym Szwedzi, którzy cały świat uczą z BRD i nie boją się innowacji, tym razem akurat są za pip! pip!

A, może to i dobrze? Patrząc na to, w jaki sposób działa technologia rozpoznawania znaków drogowych w dzisiejszych systemach samochodowych?

Dziennikarstwo motoryzacyjno-stresujące

Dziennikarze motoryzacyjni w Polsce to w ogóle temat na grubą książkę, ale poprzestańmy na odnotowaniu ubiegłotygodniowej jazdy.

Kuba Bielak z TVN Turbo zrobił obchód po własnej stacji (TVN24 i DDTVN), by porozmawiać, jak widzi nowelizację prawa ws. pieszych czy rozpoczęcie karania idiotów jeżdżących po autostradach 5 m za innym samochodem. A widzi Kuba to wszystko w czarnych barwach. Bo Kuba się niepokoi i obawia.

„Wprowadzanie przepisu, który mówi o tym, że pierwszeństwo ma ktoś, kto wchodzi na przejście dla pieszych, w kraju, gdzie nie zauważamy pieszych na przejściu dla pieszych, już budzi kontrowersje – że to ma być bezpieczniej. To trzeba poukładać, ale mnie niepokoi brak okresu przejściowego”.

Tylko w Polsce „okres przejściowy” związany z wprowadzeniem do naszego prawa poprawnie Konwencji Wiedeńskiej trwa już od 1988 r. Tak spierdoliliśmy prawo, że do dziś dziennikarz może opowiadać na wizji, iż zmuszenie obu stron do ostrożności na przejściu „budzi kontrowersje”.

„W kraju, który ciągnie się w ogonie Europy pod względem bezpieczeństwa ruchu drogowego wprowadzanie tego typu przepisów, bo działają w krajach cywilizowanych motoryzacyjnie – bez szczególnej ostrożności wprowadzenia tego przepisu – jest trochę przesadą. Zrzucenie odpowiedzialności na kierowców i pieszych to pójście na łatwiznę” – oceniał też Kuba w TVN24.

Czyli zmuszenie obu stron do ostrożności, a nie tylko pieszego jest „zrzucaniem odpowiedzialności na kierowców i pieszych”. Natomiast trwanie w zrzuceniu odpowiedzialności tylko na pieszych jest O.K. Dobra, muszę więcej czytać prasy moto i oglądać te programy, może wejdę na ścieżkę tego myślenia.

Najlepsze natomiast są strachy Kuby przed rugowaniem z dróg kretynów siedzących na zderzakach. Najpierw jest troska:

„Bardzo fajnie, że to wchodzi, tylko czy to jest PR – że jesteśmy nowoczesnym, motoryzacyjnie rozwiniętym krajem, czy to jest martwy przepis? Bo kto będzie mierzył te odległości między pojazdami?”.

(Kubo – Ty pytasz, my odpowiadamy: policja i GITD. Nawet już mają taki sprzęt).

I potem jest znów troska:

„Gdzie tu jest walor edukacyjny. Nie nauczyliśmy się tych odległości. Ktoś, kto jedzie samochodem nie zawsze jest w stanie określić, ile to jest 70 metrów, ile 60, a ile 40. Nie każdy to wie”.

Ojojoj… jak ten Kuba poniża polskich kierowców. Niby ktoś dał prawo jazdy człowiekowi, który nie wie, ile to jest 70 a 40 m? A co robią, gdy na drodze napotykają znak, który mówi, że za 200 m droga z pierwszeństwem?
Z kolei piesi powinni przecież oceniać odległość zbliżającego się do przejścia samochodu – i nawet lobby motoryzacyjne chciało to wpisać wprost do ustawy.

Kubo, odwagi!

Kraków się wstydzi za Interię

Postanowiłem sobie nie pisać już o dziale Interia Motoryzacja, bo to jak wyśmiewać dziecko z niepełnosprawnościami. To tylko krótko – w tym tygodniu wstawili film pewnego rowerzysty spod Łodzi. Nagrał (z dwóch kamer – przód i tył), jak jechał wieczorem po drodze, a pani za nim zobaczyła go w ostatnim momencie i tak zmieniła pas ruchu, że rozbiła się z impetem na barierach. O jej stylu najlepiej mówi fakt, że było tam ograniczenie do 70 km/h, a wszyscy motopatolodzy komentujący to zdarzenie na YT i Interii w komentarzach wściekali się, że… rowery nie powinny jeździć po ekspresówkach!

Moto Interia w tekście – jak zwykle w takich sprawach – nie podpisanym przez żadnego autora (więc redakcjo bierzecie ten syf wszyscy na klatę) zasugerowała, że winny jest ten niedobry rowerzysta. A co! Po co jechał! To nie mógł w domu sobie poleżeć?

Jeden z naszych czytelników napisał: „Kraków się wstydzi za Interię”. No musi.

Sośnierz, Korwin, Braun – czyli trójca przenajśmieszniejsza

Najznamienitsze postacie polskiej polityki, prawdziwi eksperci, znawcy tematu, rozsądni ludzie, troszczący się o nas i świat – Sośnierz, Braun SzczęśćBoże, Korwin-Mikke, Dziambor, Berkowicz – nadal dzielnie walczą z cywilizowaniem Polski. Wiadomo, w dziczy mogą pieprzyć te swoje androny i cześć ludzi uzna, że to nawet może być prawda.

Postanowili zawracać dupę ministrowi infrastruktury interpelacją „że ale to dlaczego, dlaczego, och dlaczego trzeba jeździć w mieście 50 km/h przez całą dobę, o nie, na pewno to zło, nie ma do tego podstaw”.

Dość szczegółowo już opisałem na brd24.pl krok po kroku ich manipulację i niewiedzę w tej interpelacji, tu podsumuję to krótko: nie trzymacie chłopaki logiki. Jeśli chcecie udowodnić, że i tak większość jeździ szybciej niż 6o km/h, to jednocześnie podważacie własne starania o to, żeby jednak nie kazać jechać 50 km/h. Bo skoro jest, jak twierdzicie, to co Was to w ogóle obchodzi, co? (niech ktoś obudzi Korwina, może odpowie?).

Gdy antyklerykalizm wejdzie za mocno

Z innej strony interpelacyjnej szajby. Posłanka Hanna Gil-Piątek (ta jedyna od Szymona Hołowni) zawraca ministrowi dupę z innego powodu. Otóż odkryła, że obchody  Światowego Dnia Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych odbyły się w Zabawie i były tam takie niecne rzeczy jak rekolekcje z modlitwą o uzdrowienie oraz warsztaty terapeutyczne dla ofiar i rodzin ofiar wypadków drogowych w Sanktuarium Błogosławionej Karoliny Kózkówny.

„Zastanawiające jest to, czemu instytucja, która w zadaniach ma podejmowanie działań mających na celu przeciwdziałanie wypadkom drogowym, nie dość, że nieskutecznie podejmuje działania mające na celu zapobieganie wypadkom drogowym, o czym świadczy stale wzrastająca ich liczba, to jeszcze w państwie świeckim oficjalne obchody opierają się na uroczystościach religijnych, w dodatku wyłącznie w ramach jednego wyznania”.

Pani Haniu kochana. Może dlatego, że od 2011 r. to w Zabawie akurat jest jedyny w Polsce pomnik ofiar wypadków drogowych i mniej więcej od 18 lat odbywają się tam takie uroczystości, bo komuś chciało się o tym w Polsce mówić i miał nawet plany zastąpienia rządu w tym, czego on nie robi – czyli dbania o ludzi w traumie po wypadkach?

Jak zorganizuje Pani świeckie uroczystości i warsztaty terapeutyczne dla rodzin tych, którzy zginęli w wypadkach, to też będzie fajnie. Polecam.

Jak NIK odkrywa Amerykę

Najwyższa Izba Kontroli zrobiła kontrolę i wyszło jej, że w Polsce bez problemu można dostać piecząteczkę u pana Henia na stacji kontroli pojazdów, nawet jak z rury leci syf.

Wiemy to od dawna. Nawet minister infrastruktury napisał kiedyś nowelizację, która miała ukrócić wypuszczanie na drogi niesprawnych samochodów z zatwierdzonym przeglądem. Było to już nawet w Sejmie. Ale wtedy – jak mówi się w branży – jeden poseł miał szepnąć coś na ucho Jarosławowi Kaczyńskiemu, a ten po prostu kazał tę ustawę wyrzucić podczas procedowania. A co? Nie wolno mu? No i wyrzucili.

A czemu ktoś szeptał – zapytacie. Czy dlatego, że Janusze w paseratii złościliby się na rząd, że nie dostają przeglądu i zagłosowali by na innych? Też. Ale są jeszcze janusze transportu. Ci dziwnym trafem przechodzą przeglądy nawet, gdy ich auta do zarabiania na przewozach są za granicą. Ot taka ciekawostka z bilokacji transportowej.

Jak bardzo tego tematu nie wolno w Polsce dotykać najlepiej świadczą kontrole „antysmogowe” policji i zwykłe kontrole techniczne na mobilnych stacjach GITD. Nigdy, ale to przenigdy nie odważą się stanąć pod jakąś stacją diagnostyczną i zbadać autka wyjeżdżające ze świeżutką pieczątką w dowodzie. Temat tabu. I koniec. Nie interesujcie się, bo kociej mordy dostaniecie.

Dobra. Hamulec. I myjnia dla oczu.

PS Nie, o Pawle Rygasie nie będzie. Nie przesadzajcie, płaci w końcu tylko 10 zł miesięcznie i w dodatku powtarza w kółko to samo.

ACHA – UWAGA!

#zGrubejRury LIVE będzie jutro, czyli w sobotę 5 grudnia o godzinie 10:00 na Facebooku brd24.pl oraz na YouTube brd24.pl.

Przybywajcie! Będzie Sylwek Pawłowski, będzie Damian Śmigielski. I będzie – o 10:20 – gość specjalny!

Reklama