Connect with us

Rozmowy i opinie

Z GRUBEJ RURY 4/2020

Opublikowano

-

Są wiadomości jeszcze straszniejsze niż ta, że jeden wiceminister obiecał zejść ze świata przez brak weta, ale ostatecznie pomylił seppuku z sudoku

z grubej rury

W stolicy (i nie tylko) spadł pierwszy śnieg. Natychmiast na drogach zaroiło się od tych, którym możesz latami tłumaczyć, że zimówki trzeba mieć, jak temperatury spadają poniżej 7 stopni Celsjusza, a oni i tak wiedzą, że zimówki to zmowa i kłamstwo wielkich koncernów, które chcą wyciągać kasę… (jakby całoroczne nie istniały).
Jeden dziennikarz, zainteresowany drogami też pokazał, że nie ma zimówek jeszcze i „jedzie wymienić”. Nie pocisnę mu po nazwisku, bo lubię chłopa. Ale coś mi się zdaje, że zawita tu w końcu do grubej rury i tak…

Najlepiej przygotowane do zimy są za to auta carsharingu Innogy Go! Bo właściciel tej zacnej marki cały rok każe jeździć klientom na zimówkach. Latem też. Więc omijajcie z daleka tę firmę. Chyba, że jesteście takimi samymi naiwniakami, jak klienci Skody.

Skoda… szkoda…

Skoda bowiem właśnie poinformowała, że będzie miała taką małą niespodzianeczkę dla tych, co to kilkadziesiąt tysięcy albo kilkaset wyłożą na to niemieckie auto z czeskim znaczkiem. Otóż Skoda zamierza sprzedać swoich klientów innym firmom, które będą na ekranie w kokpicie wyświetlać reklamy. Boskie! Zamknięty w środku, bez możliwości ucieczki klient Skody będzie łykał po drodze zajawki supermarketów. Bo mało jeszcze rozprasza kierowców za kółkiem. I za małe tablety z animacjami tam się montuje.
Aż niewiarygodne, że firma, która lokowała się w reklamach jako auto rodzinne (uciekając od kompleksu auta dla kapeluszników), czyli inaczej niż większość rynku sprzedającego emocje „brum! szypko!”, spaprała swój PR.
W Polsce Skoda ma „Szkołę bezpiecznej jazdy”. Muszą dołożyć sobie za wczasu „komponent edukacyjny”: Jak prowadzić Skodę i oglądać reklamy, a jednak nie rozjebać się na drzewie.

Bogapiesi i bieda samochodziarze

Konfederackie Korwiny w ubiegłym tygodniu zebrały się na Parlamentarnym Zespole ds. Obrony Kierowców. Stworzyli sobie tam duży paradoks – sprzeciwiając się zmianie prawa jednocześnie udowadniali, że ta zmiana prawa niczego nie zmieni. Serio!

Były też pomniejsze paradoksy. Naczelny Korwin – czyli sam Krul – na początku wytłumaczył wszystkim, że „Dzisiaj biedacy muszą w pocie czoła zasuwać szybko samochodami, żeby załatwić swoje sprawy, a bogaci chodzą sobie piechotą, powolutku, dostojnie. Jeżdżą na rowerach, które nierzadko kosztują drożej niż samochody. To jest skandalem, że tak troszczymy się o tych bogaczy, co chodzą piechotą, a nie o tych biedaków, którzy zasuwają samochodami”.

W sumie… oglądałem kiedyś takiego gościa w Internecie – Złomnik. Auta, którymi się fascynował nie wskazywały na zamożność.

Na posiedzeniu korwinowskich Konfederatów swoje pięć minut miał też Bartyzel junior, społeczny asystent posła Bobromira. Co, nie wiecie, kto to? No ten, co najpierw biegał z tęczowymi flagami, a teraz jest zatwardziałym konserwatystą. Dalej nie wiecie? No niemożliwe. Przecież prowadzi fanpejdż na fejsie „Stop dyskryminacji kierowców” i sam podaje tam dalej własne posty, więc zasięg musi mieć potężny.
Otóż Bartyzel wywiódł, iż niedobry jest w Polsce proponowany bezpieczny odstęp od poprzedzającego samochodu określony połową prędkości w metrach. Gdyż, jak sobie przekalkulował, wówczas wszystkie te samochody nie zmieściłyby się na autostradzie. Nie wiem, czy ktoś mu już powiedział, że tam się jeździ a nie parkuje…

Konfederaci mieli tem jeszcze mnóstwo innych zagadnień związanych m.in. „no to jak tera panie mam zmierzyć, że jadę 70 m za innym autem, jak to wszystko się zmienia i porusza”. Doszli potem do słupków pikietażowych i liczenia sekund. Czyli progres był.

Posła Bobromira nie przytoczę, gdyż mówił to co zwykle i miałoby to już znamiona nękania.

Mogę jedynie dopisać, że całe nagranie zespołu, wrzucone na YouTube nie spotkało się do końca z akceptacją wszystkich wyznawców Konfederacji. „No jak zwykle Sośnierz i Dziambor walczą o coś, co w tej chwili zupełnie nie ma znaczenia! Barany przestańcie się zajmować bzdetami, tylko stańcie ramię w ramię z Braunem i zacznijcie walczyć o nasze życie, bo PiS chce je nam odebrać szczepionkami!” – napisał Pan Adam w komentarzach pod filmem.

Na uspokojenie muszę dodać, że eksperci Konfederacji nie zdołali się wedrzeć na obrady sejmowej Komisji Infrastruktury. Prezydium komisji nie znalazło zrozumienia dla postulatów posła Bobromira, żeby o zmianach w polskim prawie jako eksperci dyskutowali ludzie określający się jako Partia kierowców oraz hejtujący w Internecie rowerzystów ze stowarzyszenia Lubię Miasto.
A tacy ładni byli, amerykańscy, szkoda.

Kapitan Sowa na odblasku

Milicjanci z Kamiennej Góry zainicjowali szlachetną akcję o jakże zacnej nazwie „Pieszy kontra pojazd” – której sama nazwa ma tłumaczyć tym bieda pieszym, wróć Bogaczom przecież, jak to oni nic nie znaczą w starciu z maszyną i dlaczego zatem powinni grzecznie spierdalać z drogi.

Tę tradycyjną, milicyjną akcję nasi dzielni funkcjonariusze okrasili zdjęciem przejścia dla pieszych i poinformowali, że apelują do pieszych o używanie odblasków. I to nie tylko tak po staremu, żeby przerzucić na nich pełną odpowiedzialność za to, by kierowca łaskawie ich zobaczył na przejściu, bo przecież karwa znak D-6 jest taki mały i słabo odbija światło. Kamiennogórska milicja chce, by piesi świecili, gdyż to odbicie światła „pozwoli na bezpieczne wykonywanie manewrów przez kierujących pojazdami”!

I ja apeluję: Nie bądźcie bucami, zakładajcie odblaski, żeby ktoś mógł kręcić kierownicą!

Niniejszym przepraszam też wszystkich milicjantów rozrzuconych po prowincji, którzy też zamiast jebać mandatami za przekraczanie prędkości przy przejściach, robią swoje upośledzone akcje wręczenia odblasków. Jest Was tak wielu, że będę wymieniał co tydzień kogoś i zajmie to lata.

(I na koniec wspominek z Torunia. Tam opanowali te akcje do perfekcji i kiedyś powiesili odblaski na słupkach przy przejściach. Ludzie mieli założyć, przejść i odwiesić na słupku po drugiej stronie. Akcja szybko się skończyła, bo Torunianie te odblaski… rozkradli. Zatem milicjo – jak masz odblaski to w Toruniu biorą z pocałowaniem w mundur! No i prezydent Zaleski będzie sobie mógł napisać na stronie urzędu, że coś jednak robi w sprawie poprawy bezpieczeństwa)

Jak napisać tak, żeby nie było widać?

W Interia Motoryzacja tekst o tym, że będzie problem z przejściami dla pieszych na drogach dla rowerów. Ale ja nie o tym. Ja tam znalazłem piękny kawałek wytłumaczenia czekającej nas nowelizacji prawa:

„Część biegłych sądowych, którzy opiniują sprawy dotyczące wypadków drogowych, zwraca uwagę, że bez zmian pozostała np. sama definicja przejścia dla pieszych. Wg ustawy Prawo o ruchu drogowym przejście jest bowiem wydzielonym obszarem „jezdni”. To z kolei może oznaczać, że „zamiar wejścia na przejście” nie jest tożsamy z rozpoczęciem „wchodzenia” (przekroczeniem skraju jezdni) i – de facto – pierwszeństwo pieszego działa na identycznej zasadzie jak do tej pory… Nie ulega wątpliwości, że intencją ustawodawcy było wymuszenie na kierowcach większej uwagi i baczniejszej obserwacji nie tylko samych przejść, ale ich najbliższej okolicy. Pewne jest natomiast, że sądy staną wkrótce przed trudnym zadaniem interpretacji niezbyt jasnych przepisów”.

Nie, ja nie o tym, że biegli teraz płaczą, bo przecież do tej pory w sądach było tak łatwo i przyjemnie – jak Najsztub jebnął staruszkę na pasach, to można było napisać, że on zupełnie niewinny.
Ja o tym, jak biedadziennikarstwo motoryzacyjne (pamiętajcie Korwina – jeżdżą samochodami ci dziennikarze i o samochodach piszą) pięknie pisze. Wystarczy napisać „część biegłych” i już wrażenie, że część środowiska. Wystarczy tylko nie podać nazwiska ani jednego. A potem jeszcze należy dodać, że „pewne jest”, że sądy staną przed zadaniem interpretacji „niezbyt jasnych przepisów”. I cyk. Kolejne wrażenie, że coś tu będzie zamiast prostsze jednak trudniejsze.

Autorem jest ten, który w profesjonalnym opisie na LinkedIn zaznaczył przy sobie „Ster, żeglarz, okręt”, a powinien jednak „Tłok, dziura, rura”.

A jak już jesteśmy przy biedadziennikarzach motoryzacyjnych, to zapisek historyczny. To na początku dyskusji o nowelizacji Morawieckiego niejaki Artur Bawisz napisał m.in.:

„(…) zacznie się tzw. egzekwowanie pierwszeństwa. I, o ile przy suchej nawierzchni, kierowcy być może uda się wyhamować przed takim „egzekutorem”, o tyle na śliskim, widzę pewien problem. Trup, niczym w westernach Sergio Leone, może zacząć słać się gęsto. No, bo pieszy miał przecież pierwszeństwo. I nie ma znaczenia, że drogowcy „zaspali”, że jest ślisko, że padało w kałuży trudno stanąć w miejscu. Nie, to na pewno nie poprawi bezpieczeństwa. Powiem wprost, obawiam się, że będzie jeszcze gorzej”.

Może pan Artur nie powinien jeździć, jak jest ślisko? Niech wtedy poprosi np. Pertyna o podwózkę. Też jurora Car of The Year – który nagrywał kiedyś testy na YouTube i przyłapany na przekroczeniu prędkości wypisywał do mnie o konfidentach w e-mailu. Myślę, że to podobny poziom, więc i pogawędka w aucie może być udana.

To wszystko ten minister!

Na koniec chciałbym serdecznie pogratulować ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi z PiS. W końcu cała nowelizacja prawa, która toczy się w Sejmie, to jego zasługa. Dba on mocno o bezpieczeństwo na drogach. Wciąż resort o tym w sieci przypomina. Głównie przy przecinaniu wstęg na nowo otwieranych odcinkach dróg. Zwłaszcza w okręgu wyborczym pana ministra. Tam to i nawet, by powiatówkę otworzył, gdyby nie fakt, że to samorządowa.

Tak mocno to wszystko popierał – można rzec betonowo – że tego rodzaju pomysły mogły opuścić mury resortu dopiero, gdy premier Mateusz powiedział: macie to zrobić, ale już!

Dobra. Hamulec. I do myjni dla oczu!

Łukasz Zboralski

Z GRUBNEJ RURY LIVE JUŻ JUTRO – GOŚĆ SPECJALNY TOMASZ TOSZA!

#zGrubejRury LIVE będzie jutro, czyli w sobotę 12 grudnia o godzinie 10:00 na Facebooku brd24.pl oraz na YouTube brd24.pl.

Przybywajcie! Będzie Sylwek Pawłowski, będzie Damian Śmigielski.

A o 10:20 na białym koniu wjedzie na gość specjalny, co udowodnił, że w Polsce DA SIĘ.

Reklama