• Home »
  • Społeczeństwo »
  • Dlaczego starosta przez 7 lat nie odebrał prawa jazdy Najsztubowi. I czemu policja boi się mówić o wypadku dziennikarza?

Dlaczego starosta przez 7 lat nie odebrał prawa jazdy Najsztubowi. I czemu policja boi się mówić o wypadku dziennikarza?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Śledztwo brd24.pl: od 2010 r. urzędnicy Starostwa Powiatowego w Piasecznie nie odebrali formalnie uprawnień do kierowania Piotrowi Najsztubowi, choć policja złożyła taki wniosek. Próbowaliśmy też sprawdzić wstępne ustalenia w sprawie potrącenia pieszej przez dziennikarza – gdy pytaliśmy o najistotniejsze rzeczy, policjant przerwał rozmowę

Piotr Najsztub. Fot. Ralf Lotys/CCA 3.0

Jak to możliwe, że od 2010 r. Starostwo Powiatowe w Piasecznie nie zrealizowało wnioski policji i formalnie nie pozbawiło Piotra Najsztuba uprawnień do kierowania pojazdami. Fot. Ralf Lotys/CCA 3.0

W tej sprawie jest wiele znaków zapytania i wiele zaskakujących okoliczności. Wiadomo – po tym, jak ujawnił to „Super Express” – że w ostatni czwartek wieczorem w Konstancinie-Jeziornej znany dziennikarz potrącił samochodem 77-letnią pieszą.

Zwykle policja przedstawia mediom wstępne okoliczności wypadku. Tym razem nie padło ani słowo o tym, co ustalili funkcjonariusze na miejscu zdarzenia. Za to dziennikarzom opowiadali o sprawie tak, jakby chcieli pochwalić Najsztuba:
„Padał deszcz, był zmierzch. Kierowca po potrąceniu próbował rozmawiać z kobietą, zasłaniał ją przed deszczem, czekał na przyjazd pogotowia” – powiedział TVN Warszawa kom. Jarosław Sawicki, rzecznik piaseczyńskiej policji.

Policja robi unik

Postanowiliśmy dowiedzieć się więc, jak sprawę wypadku oceniła policja – która przekazała sprawę do sądu.
Komisarz Sawicki, który odebrał telefon, przyznał, że kierowca nie otrzymał mandatu. – Ale tak to się dzieje, gdy sprawa kierowana jest do sądu – przekonywał.
– Czy kobieta w momencie wypadu znajdowała się już na przejściu? – pytamy.
– Tak, była na przejściu – odpowiada Sawicki.
– Czy to przejście było wyposażone w sygnalizację świetlną – dopytujemy.
– Wie Pan, ja mam teraz odprawę, proszę zadzwonić za 20 minut – ucina rozmowę komisarz.

Po 20 minutach odbiera telefon, ale o wypadku Najsztuba mówić już nie chce. – Mam takie zalecenie od zwierzchników, że będziemy odpowiadać tylko na pytania wysłane e-mailem – odpowiada.

Zapytaliśmy więc o wstępne ustalenia policji w sprawie okoliczności tego wypadku e-mailem.

[EDYTOWANE] Po kilku godzinach komisarz Sawicki odpisał, że do wypadku doszło na przejściu, na którym nie ma sygnalizacji świetlnej. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie o wstępne ustalenia funkcjonariuszy na miejscu wypadku – a pytaliśmy, czy ich zdaniem piesza prawidłowo weszła na przejście (czyli, czy nie doszło do wtargnięcia).
„O tym czy piesza weszła prawidłowo na przejście wyjaśni postępowanie, które przypomnę prowadzone jest pod nadzorem prokuratury” – odpisał rzecznik policji.

Kto w starostwie schował wniosek policji do szuflady?

Drugim tajemniczym – i być może nawet najważniejszym aspektem wypadku z udziałem znanego dziennikarza – jest fakt, że policja, jak przyznali jej przedstawiciele, jeszcze w 2010 r. odebrała mu prawo jazdy. Dziennikarz przekroczył wtedy dopuszczalną liczbę punktów karnych.
Zgodnie z procedurą policja kieruje wówczas wniosek do starosty, a ten powinien skierować kierowcę na kontrolne sprawdzenie kwalifikacji. Gdy kierowca nie zda egzaminu państwowego, albo w ogóle na niego nie pójdzie, starosta powinien zatrzymać mu uprawnienia do kierowania.

Jak ustaliliśmy – policjanci skierowali wtedy wniosek do Starostwa Powiatowego w Piasecznie o formalne odebranie uprawnień Piotrowi Najsztubowi. Ale, jak ujawnili policjanci w mediach, do dziś ten wniosek nie został załatwiony. Dlatego od siedmiu lat dziennikarz w systemie figuruje jako ktoś, kto formalnie uprawnienia ma.

Próbowaliśmy dowiedzieć się w piaseczyńskim starostwie, jak możliwa była taka sytuacja. Ale w urzędzie nie ma rzecznika, naczelnik Wydziały komunikacji (pracuje od 2016 r.) stwierdziła, że nie jest uprawniona do udzielania informacji mediom, a sekretarz powiatu nie podnosił słuchawki.

Sprawdziliśmy, że w czasie, gdy policja złożyła wniosek, starostą powiatowym w Piasecznie był Jan Dąbek. Sprawował ten urząd przez osiem lat. Stracił posadę w 2014 r. Ale nadal jest samorządowcem – tym razem pracuje jako zastępca wójta w podwarszawskiej gminie Prażmów.
Chcieliśmy go zapytać o sprawę uprawnień Najsztuba, ale sekretarka powiedziała nam, że wicewójt akurat wziął dzień urlopu.

Polaczek: tą sprawą z urzędu powinna zająć się prokuratura

O komentarz w sprawie dotyczącej nieodebranych uprawnień kierowcy przez starostwo zapytaliśmy byłego ministra transportu a dziś posła PiS i wiceszefa Komisji Infrastruktury Jerzego Polaczka.

– Ta sprawa świadczy o słabości systemu kontroli w starostwie, które wykonuje zadania w ramach administracji rządowej, czyli zadania zlecone przez państwo – ocenia poseł Polaczek. – W przypadku niestawienia się takiego kierowcy na egzamin na prawo jazdy, starosta powinien lata temu wydać decyzję o cofnięciu uprawnień. Moim zdaniem są ewidentne przesłanki, żeby prokuratura wszczęła z urzędu postępowanie dotyczące, eufemistycznie mówiąc „niedopełnienia obowiązków” przez urzędników starostwa.

Polaczek zwraca też uwagę, że skala zjawiska powinna zostać zbadana. – Bo przecież nie chodzi tylko o celebrytów, którzy mogą sobie załatwić, że jeżdżą bez OC czy samochodem bez badań technicznych. Jest ważne pytanie o skalę takiego zjawiska w kraju. Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców powinna być źródłem wiedzy o tym, jak ten problem w skali Polski wygląda.

Piotr Najsztub do tej pory odmawiał mediom komentowania sprawy wypadku, w którym uczestniczył. Sprawę wypadku, w którym ucierpiała 77-latka, bada prokuratura.

Łukasz Zboralski