Connect with us

Społeczeństwo

Insp. Marek Konkolewski: Dlaczego powiedziałem w TVP, że jestem trzeźwy, bo sprawdzałem

Przed programem kilka razy demonstrowałem redaktorom, jak działa alkomat AlcoBlow. Na sobie. Dlatego potem w programie, gdy padła uwaga o czerwonym światełku, powiedziałem, że jestem trzeźwy, bo to sprawdzałem – mówi brd24.pl mł. insp. Marek Konkolewski z KGP. Do internautów ma żal: – Niesłusznie stałem się obiektem kpin, drwin i pomówień

Opublikowano

-

Przed programem kilka razy demonstrowałem redaktorom, jak działa alkomat AlcoBlow. Na sobie. Dlatego potem w programie, gdy padła uwaga o czerwonym światełku, powiedziałem, że jestem trzeźwy, bo to sprawdzałem – mówi brd24.pl mł. insp. Marek Konkolewski z KGP. Do internautów ma żal: – Niesłusznie stałem się obiektem kpin, drwin i pomówień

Mł. insp. Marek Konkolewski, KGP Fot. policja.pl

Kiedy dojechałem do domu i do północy odbierałem telefony, zrozumiałem, że zrobił się poważny problem – mówi brd24.pl mł. insp. Marek Konkolewski, KGP Fot. policja.pl

Klip z fragmentem programu „Świat się kręci” z pana udziałem stał się wczoraj hitem w Internecie. Mało kto zauważył, że alkomat pokazał, iż jest pan trzeźwy. Sprawy by nie było, gdyby pan się nie zmieszał po uwadze gościa programu, który sugerował, że pali się panu czerwona lampka wskazująca na spożycie. Dlaczego pan się tak zmieszał?

Ja byłem w studio TVP 20 min. przed rozpoczęciem programu. Wszyscy podchodzili do mnie i pytali, czy wystąpię z rekwizytem, który przyniosłem. Nawet w charakteryzatorni budził on ciekawość i musiałem demonstrować, jak działa. Ludzie zajmujący się realizacją programu zastanawiali się, czy rekwizytu ma użyć np. jeden z dziennikarzy. Dlatego pokazywałem – na sobie – z trzy razy, jak to działa. I oczywiście wszystko było OK. Świeciła się zielona lampka, która pokazywała, że jestem trzeźwy. Ostatecznie stanęło na tym, że w programie na żywo zademonstruję działanie AlcoBlow na sobie. Miałem świadomość, że wszystko jest dobrze, że jestem trzeźwy, że wszystko sprawdziłem…

I to dlatego po uwadze, że pali się czerwona lampka, odpowiedział pan „Jestem trzeźwy, bo sprawdzałem”? A nie dlatego, że pan pił i sprawdzał, czy już minęło?

Tak. Byłem absolutnie trzeźwy. Przyjechałem do TVP radiowozem. Na tą całą sytuację wpływ miało też to, że z panem Januszem Popielem zawsze ostro się spieramy, a tym razem dałem słowo redaktorowi, że nie będzie pyskówek między nami. Miałem więc to w głowie, żeby nie stać się negatywną postacią.

A przy tej całej sytuacji nie wiedziałem, do której kamery pokazać alkomat. Dmuchnąłem i trzymałem go w stronę kamer, nie widziałem, co się wyświetla w tamtym momencie. No i kiedy paliła się jeszcze tylko dioda czerwona oznaczająca pracę urządzenia, ze strony pana Popiela padła uwaga, że mam czerwone światełko. To się idealnie zgrało w telewizji. Chociaż widać, że ja potem zmieniam kąt trzymania alkomatu, widzę tylko czerwoną diodę – więc się dziwię, ale widać też, że się przyglądam głębiej i dostrzegam zielone światło. Widać nawet, jak się wtedy lekko uśmiecham.

Dlatego tylko, że nie chciałem się kłócić na wizji, że chciałem być stonowany, moja wypowiedź komentująca uwagę Janusza Popiela okazała się taka niefortunna.

Jak pan się poczuł, jak zobaczył, co zaczęło dziać się w Internecie?

Ja byłem przekonany, że nic się nie stało. Widać zresztą, że dalej uczestniczyłem w programie i nie zachowywałem się, jak zdenerwowany człowiek. To, że coś jest nie tak zaczęło mi się kształtować dopiero po programie. Wychodziliśmy z panem Popielem jako ostatni i jak wsiadałem do radiowozu, to dwie panie palące papierosa zapytały: Ale jak to, panie Marku, czerwone lampki się paliły, a pan za kierownicę wsiada? No to ja przy nich dmuchnąłem w AlcoBlow i pokazałem, że wszystko jest poprawnie.

Potem wsiadłem do samochodu, a tu komórka zaczyna brzęczeć. Mam z 30 nieodebranych esemesów. Zatrzymałem się na parkingu, czytam. A tu: „Ale jaja Marek, naprawdę byłeś pod wpływem?”. Zamurowało mnie.

Jak dojechałem do domu to do północy odbierałem telefony. Wtedy dotarło do mnie, że zrobił się poważny problem. Ale to, co przeczytałem w Internecie następnego dnia, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Nie zdawałem sobie sprawy, że wszędzie będę negatywnym bohaterem dnia. Internautów już nic nie obchodziło, jak mieli fragment filmu z zapaloną czerwoną kontrolką i uwagą Janusza Popiela. Stałem się obiektem drwin, kpin i pomówień. Tylko uczciwi, tacy jak pan, zadali sobie trochę trudu, żeby pokazać, jaka była prawda.

Przełożeni nie mają do pana pretensji? Czyli nadal będziemy widywać pana w mediach?

Nie ma podstaw do tego, żebym poniósł jakąś odpowiedzialność. Dla mnie to wszystko to po prostu pewne kolejne doznanie. Bo ja mam świadomość, że jestem policjantem i to jeszcze ruchu drogowego, więc zawsze mnie to jakoś szufladkuje negatywnie. To tak jak z instruktorem i egzaminatorem, którym ja jestem. Instruktor zawsze jest dobry, a egzaminator zły – ten, który chce oblać. Z policjantem jest podobnie. Wystarczy nim być.
Zrobiono mi krzywdę. Ale przypominam sobie taką maksymę: miarą sukcesu jest to, ilu masz wrogów.

rozmawiał Łukasz Zboralski