Connect with us

Społeczeństwo

Integracja po polsku. Chory może prowadzić samochód, ale musi być bogaty

Opublikowano

-

Niektórzy chorzy przewlekle mogą prowadzić samochód, gdy są okresowo kontrolowani przez lekarza. W Polsce oznacza to nie tylko wydatki na prywatne badania, ale państwo zmusza ich jeszcze do odpłatnej wymiany prawa jazdy co pół roku. I e-dokumenty tego też nie zmienią

Smutny mężczyzna Fot. CC0

Dla chorych zdobycie prawa jazdy może być mobilizujące i pomocne. Państwo stawia im jednak bariery Fot. CC0

Syn pana Marka ma epilepsję. Choroba jest jednak opanowana, młody mężczyzna nie ma ataków, więc postanowił postarać się o prawo jazdy. Zgodnie z przepisami – jeśli nie miał napadu padaczkowego przez ostatnie dwa lata leczenia – to ma możliwość by zasiąść za kierownicą. Syn naszego rozmówcy dostał niezbędną opinię neurologa, a następnie dopuszczenie od lekarza wykonującego badania kierowców. – Skończył kurs na prawo jazdy, a egzamin zdał za pierwszym razem – opowiada pan Marek.

Obowiązkowe badania, a kolejki na lata…

Dla wielu tych, którzy starają się o uprawnienia do kierowania, moment w którym odbierają prawo jazdy jest tym, w którym kończą się niemałe wydatki związane z nauką jazdy i egzaminami. Jednak nie w przypadku chorego na epilepsję. – Prawo zobowiązuje syna, do tego by przez pierwsze dwa lata co pół roku poddawał się badaniom kontrolnym. Przez kolejne trzy lata co rok. Nie kwestionuję tego, rozumiem, że jest to potrzebne. Problemem są wydatki, które trzeba na ten cel ponosić. Syn znów potrzebuje opinii dwóch lekarzy – neurologa i lekarza wykonującego badania kierowców. Terminy w publicznej służbie zdrowia są tak odległe, że aby utrzymać ciągłość prawa jazdy na wizyty trzeba umawiać się prywatnie. Wizyta u neurolog to w zależnościom od miasta koszt od 100 do 200 zł. Drugie tyle trzeba doliczyć za lekarza wykonującego badania kierowców. Z opiniami lekarskimi trzeba się pojawić w wydziale komunikacji. I tu za każdym razem wyrabiany jest zupełnie nowy dokument. Co pół roku syn odbiera nowy plastik płacąc za każdym razem 100 zł! – opowiada pan Marek.

Epileptyk, który chce korzystać z samochodu w początkowym okresie po zdaniu egzaminu musi więc co sześć miesięcy wysupłać nawet do 500 zł. – Ponosimy te koszty, bo dla syna jazda samochodem jest bardzo ważna. Chorzy na epilepsję łatwo wpadają w depresję, mają zaniżoną samoocenę. Każdy sukces jest dla nich bardzo ważny. Świadomość, że w jakiejś dziedzinie są samodzielni jest na wagę złota. Rodzic dla swojego dziecka zrobi wszystko, ale zdaję sobie sprawę, że bardzo wielu osób z taką przewlekłą chorobą po prostu nie stać na prawo jazdy. Chorzy i tak ponoszą niemałe koszty związane z leczeniem, rehabilitacją. Często pracują na cześć etatu, dorywczo, a nawet wcale. Czy w takich przypadkach konieczna jest opinia aż dwóch lekarzy, czy co pół roku trzeba wydawać nowy dokument, za który chory musi zapłacić? Nie wystarczyłaby widoczna dla policjantów adnotacja w systemie o tym, że kierowca ma ważne prawo jazdy? To znacząco ułatwiłoby życie chorych – podkreśla nasz rozmówca.

Okresowe badania kierowców w przypadku przewlekłych chorób nie dotyczą tylko epilepsji. Badania zgodnie z przepisami powinni również przechodzić m.in. chorzy na cukrzycę, obturacyjny bezdech senny, choroby neurologiczne, osoby z niedokrwiennością serca czy z  wszczepionym stymulatorem serca. Rodzaj badań i okres w jakim należy je powtarzać zależą od rodzaju choroby i stanu zdrowia jak również kategorii prawa jazdy.

Jak wyjaśnia nam Ministerstwo Zdrowia kwestie te reguluje ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami oraz rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 17 lipca 2014 r. w sprawie badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców. I jak podkreśla Krzysztof Jakubiak dyrektor Biura Prasy i Promocji Ministerstwa Zdrowia przepisy te to wynik implementacji unijnych dyrektyw. – Celem tych regulacji jest zminimalizowanie ograniczeń wynikających z określonych schorzeń i umożliwienie wszystkim osobom, u których rozpoznano choroby wskazane w tych przepisach, integracji z osobami od tych chorób wolnych i zrównania ich praw w zakresie wykonywania określonych czynności czy zawodów – informuje Krzysztof Jakubiak.

E-dokumenty? To gadżet. I tak trzeba będzie mieć plastik

Konieczności wykonywania badań kresowych nikt nie kwestionuje. Służy to bezpieczeństwu zarówno kierowców jak i innych użytkowników drogi. Pytania tylko czy przy kosztach jakie musi ponosić chory „integracja z osobami od chorób wolnymi” to nie fikcja.

Zapytaliśmy ministerstwo, po co tacy ludzie dwa razy do roku mają płacić za wymianę dokumentów. – Działania dotyczące zmiany w zasadach finansowania tych badań lekarskich pozostają poza właściwością Ministerstwa Zdrowia. Zagadnienie to jest objęte ustawą z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami i wymagałoby odrębnego uregulowania w jej przepisach, w tym wskazania płatnika, a także określenia źródła środków finansowych przeznaczonych na ten cel – odpowiada nam Krzysztof Jakubiak.

Wydawałoby się, że nagłaśniana sprawa e-dokumentów mogłaby wyeliminować przynajmniej koszty ponoszone przez kierowców na wydawanie  po każdym badaniu nowego prawa jazdy.
Ministerstwo Cyfryzacji jednak rozwiewa te nadzieje. – Projektowane rozwiązanie ma na celu zniesienie karania mandatami kierowców za brak dokumentu prawa jazdy podczas kontroli ruchu drogowego. Zapowiadane przez nasz resort wprowadzenie możliwości jazdy bez dokumentu prawa jazdy obecnie nie przewiduje zmian w procedurze wydawania ani wymiany tego dokumentu – w tym wymagań związanych z jego uzyskaniem/przedłużeniem – tłumaczy nam Ministerstwo Cyfryzacji i dodaje, że niezależnie od e-dokumentów kierowca musi uaktualnić swój plastikowy dokument. – Kierowcy obowiązani są spełniać wymagania do kierowania pojazdami i posiadać ważny dokument stwierdzający to uprawnienie, zgodnie z przepisami prawa krajowego.

Agnieszka Niewińska