Connect with us

Społeczeństwo

Jeden z zatrzymanych po wypadku na Słowacji wyjdzie z aresztu? Prokurator: nie mamy informacji o takiej decyzji

Opublikowano

-

Według polskich mediów Łukasz K., zatrzymany po wypadku w Dolnym Kubinie, może wyjść z aresztu. Sąd miał uznać zażalenie jego adwokatów. Gdy dopytywaliśmy o szczegóły, polscy prawnicy poprosili, żeby… o sprawie nie pisać. Słowacki prokurator: nie mamy informacji o decyzji sądu

Ferrari z Polski rozbite w wypadku, do którego doszło 30 września 2018 r. w Dolnym Kubinie na Słowacji. Fot. mat. policji

Ferrari z Polski rozbite w wypadku, do którego doszło 30 września 2018 r. w Dolnym Kubinie na Słowacji. Fot. mat. policji

Sprawa Polaków zatrzymanych po śmiertelnym wypadku w Dolnym Kubinie na Słowacji, co jakiś czas wraca do polskich mediów. Ostatnio głównie za sprawą adwokatów broniących polskich kierowców. Przekonują w prasie, że zatrzymanie Polaków to „lincz” i że „wszyscy muszą cierpieć dla satysfakcji słowackiego społeczeństwa”.

W ubiegłym tygodniu Wirtualna Polska napisała, że w sprawie jest przełom i na wolność ma wyjść jeden z trzech zatrzymanych: dziennikarz motoryzacyjny Łukasz K. To nie on był bezpośrednim sprawcą zderzenia, w którym zginął ojciec słowackiej rodziny, ale jechał jako jeden z trzech kierowców w stwarzający zagrożenie dla innych sposób.

Zdaniem portalu Sąd Konstytucyjny na Słowacji miał uznać zażalenie polskich adwokatów. Chodzić miało o fakt, że Łukasz K. najpierw został ukarany mandatem, który przyjął. Według dziennikarzy Wirtualnej Polski fakt przyjęcia mandatu miał sprawiać, że dziennikarz nie mógł usłyszeć zarzutów za spowodowanie ogólnego niebezpieczeństwa (za co grozi mu obecnie od 10 do 15 lat więzienia) – bo w ten sposób zostałby ukarany dwa razy za to samo.

Prokurator: nie mamy takiej decyzji sądu

To wydało nam się ciekawym podejściem prawnym, więc postanowiliśmy zapytać o to u źródła – czyli mecenasa Bartosza Grasia z kancelarii Kijewski Graś w Warszawie, który bronił w tekście Wirtualnej Polski swoich klientów tłumacząc, że Słowacy publicznie ich linczują.

Poprosiliśmy adwokata o przesłanie uzasadnienia wydanego przez Sąd Konstytucyjny na Słowacji lub chociaż o podanie sygnatury sprawy, byśmy sami mogli dotrzeć do dokumentów. Mecenas najpierw poprosił, by o sprawie nie pisać, a potem po prostu odmówił podania tych informacji.

Próbowaliśmy więc dowiedzieć się czegoś w słowackiej prokuraturze, która prowadzi postępowanie w sprawie Polaków i wypadku w Dolnym Kubinie. – Prokurator prowadzący sprawę do dziś nie został powiadomiony o jakiejkolwiek decyzji Sądu Konstytucyjnego na Słowacji – informuje brd24.pl Matúš Harkabus, rzecznik prokuratury w Żylinie.

Brawura i śmierć w Dolnym Kubinie

Do wypadku w Dolnym Kubinie doszło 30 września ubiegłego roku. Polscy kierowcy w luksusowych samochodach brawurowo i niebezpiecznie jechali wąską, lokalną trasą. Doprowadzili do wypadku, w którym kierowca porsche czołowo wjechał w skodę słowackiej rodziny. 57-letni Słowak zginął, a jego żona i syn zostali ranni.

Wypadek i jazdę Polaków chwilę przed wypadkiem nagrał rejestrator jednego ze świadków wypadku. Słowacja policja to nagranie udostępniła publicznie.

Do aresztu trafił najpierw tylko 42-letni Marcin L., który kierował porsche. Ale słowaccy prokuratorzy odwołali się od tej decyzji i wkrótce po wypadku sąd zdecydował też o zatrzymaniu 27-letniego kierowcy ferrari Adam Sz. i 26-letniego dziennikarza motoryzacyjnego Łukasz K., który jechał mercedesem wypożyczonym mu do testów prasowych przez Mercedes-Benz Polska.

Wszyscy mają zarzut spowodowania ogólnego niebezpieczeństwa. Marcinowi L. grozi od 15 do 20 lat więzienia. Natomiast Adamowi Sz. i Łukaszowi K. – od 10 do 15 lat pozbawienia wolności.
Wszyscy trzej Polacy prawie od pół roku przebywają w słowackim areszcie. Prokuratorzy zapowiadają jednak, że finał sprawy jest bliski i niebawem mają przekazać dokumenty do sądu.

Łukasz Zboralski