Connect with us

Społeczeństwo

Krzysztof Bosak chciał w kampanii pojechać na wypadku, ale mocno popłynął

Opublikowano

-

Kandydat na prezydenta wystąpił dziś jako rzecznik obrony poszkodowanych w wypadku drogowym. Wygląda na to, że Krzysztof Bosak pomylił strony. Jako reprezentant Konfederacji powinien wspierać syna ambasadora Arabii Saudyjskiej i bronić jego prawa do pędzenia samochodem po mieście ponad limit. Bo takie poglądy oficjalnie głoszą przedstawiciele Konfederacji

Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta z poszkodowanym w wypadku przez syna ambasadora Arabii Saudyjskiej Ryszardem Lubińskim podczas konferencji przed ambasadą w Warszawie. Źródło: Facebook

Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta z poszkodowanym w wypadku przez syna ambasadora Arabii Saudyjskiej Ryszardem Lubińskim podczas konferencji przed ambasadą w Warszawie. Źródło: Facebook

Po tym jak media ujawniły (w tym brd24.pl – CZYTAJ O TYM WYPADKU), że syn ambasadora Arabii Saudyjskiej spowodował ciężki wypadek i nie został ukarany, bo chroni go immunitet dyplomatyczny, Krzysztof Bosak postanowił wykorzystać polityczną szansę. Pojawił się z poszkodowanym w wypadku przed ambasadą Arabii i wyrażał swoje oburzenie tym, co zaszło.

Bosak jest kandydatem Konfederacji czy nie jest?

Taka PR-owska zagrywka – „pojechać na wypadku” dla Bosaka może się skończyć jednak przejechaniem po własnych palcach. I to na finiszu kampanii.

Już tłumaczę. Otóż Bosak reprezentuje Konfederację. Politycy tego ugrupowania stanowczo sprzeciwiają się zmianom (m.in. przygotowanym przez rząd), które poprawiałyby bezpieczeństwo na polskich drogach. Mało tego – niektórzy z nich wprost głoszą, że kierowcy powinni móc jeździć szybko po miastach, a to, że czasem zginą od tego ludzie, jest warte poświęcenia.

Państwo może myślą, że żartuję? Ależ skąd. W styczniu na Parlamentarnym Zespole ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego poseł Konfederacji Grzegorz Braun opowiadał anegdotę o tym, jak to po przekroczeniu limitu punktów karnych jako kierowca musiał udać się na kurs reedukacyjny. Stwierdził wówczas, że jeżdżenie „szybko” to nie znaczy „niebezpiecznie”. I że mandaty dla takich kierowców to jest forma opresji ze strony państwa, wręcz ukryte opodatkowanie [o tym, co dokładnie wygadywał poseł możecie przeczytać tu].

Jeszcze dalej szedł Janusz Korwin-Mikke, też poseł Konfederacji podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Kierowców. Stwierdził tam m.in., że 100 km/h w nocy to jest odpowiednia prędkość do jazdy w obszarze zabudowanym.
„Proszę pana, celem samochodu nie jest to, żeby było bezpieczniej, ale żeby było szybko! Samochód wymyślono po to, żeby było szybko a nie bezpiecznie i trzeba sobie zdać sprawę z tej podstawowej rzeczy! Panowie uważacie, że ważne jest bezpieczeństwo. Otóż nie! 4 tysiące ludzi umiera w Polsce rocznie na drogach. I dzięki temu nasza gospodarka ma miliardy więcej” – powiedział Korwin-Mikke i dowodził, że „kalkuluje się” zabić kogoś w miejsce spowalniania kierowców, bo to dla gospodarki lepiej. [całość wywodów Korwina-Mikkego przeczytacie tu]

Całe zaś posiedzenie Zespołu ds. Obrony Kierowców – z udziałem znanych twarzy Konfederacji, w tym posła Dobromira Sośnierza – było próbą storpedowania przygotowanych w Ministerstwie Infrastruktury przepisów, które: ujednolicą do 50 km/h prędkość dopuszczalną w miastach w dzień i w nocy; zobowiążą kierowcę do ustępowania pieszym na przejściach już w fazie wkraczania na nie; pozwolą odbierać na 3 miesiące prawo jazdy kierowcom jadącym o 50 km/h za szybko także poza obszarem zabudowanym.
Wyraził to dość jasno sam Korwin-Mikke w pewnym momencie przerywając dyskusję i mówiąc: „Rozumiem, że to spotkanie nie jest seminarium naukowym na temat przyczyn wypadków drogowych, tylko rozumiem, że chodzi o to, że mamy zwalczyć ten przepis o pierwszeństwie dla pieszych?”.

Zatem albo Krzysztof Bosak jest kandydatem Konfederacji na prezydenta – czyli reprezentuje polityków głoszących, że w mieście można pędzić dwa razy szybciej niż wolno zgodnie z przepisami, i że w imię szybszej jazdy warto poświęcać życie ludzi, albo ich zupełnie nie reprezentuje.

Widzę jednak, że afiliacji Konfederacji się nie wypiera i wszędzie jego bannery taki dopisek mają. Zatem Krzysztof Bosak jest albo zdrajcą idei własnego ugrupowania, albo też kompletnie się pogubił i pomylił konferencje prasowe – powinien bowiem raczej wystąpić z synem ambasadora Arabii Saudyjskiej i wspierać go – zgodnie z logiką Konfederacji – w jego „prawie” do szybkiego jeżdżenia samochodem (czasem kończącego się okaleczaniem lub zabijaniem ludzi).

Ignorancja prawna

Oczywiście na konferencji przed ambasadą Bosak nie zająknął się o piratach drogowych. Myślę, że mniej więcej państwo już wiecie, dlaczego – bo sam obnażyłby własną hipokryzję.

Dużo więcej mówił o tym, że to niedopuszczalne – bijąc tu politycznie w rząd Zjednoczonej Prawicy – iż osoba z immunitetem dyplomatycznym nie zostaje ukarana.

Trudno nie zauważyć, że jak na kandydata na prezydenta takie wypowiedzi to znów strzał w stopę. Czy bowiem kandydat na prezydenta może być prawnym ignorantem do tego stopnia, by nie rozumieć, co i jak reguluje Konwencja Wiedeńska dotycząca stosunków dyplomatycznych?
Otóż, przy całym nieszczęściu poszkodowanych w wypadku przez syna ambasadora, dokument przyjęty w 1961 r. przez wiele państw, w tym Polskę, reguluje m.in. kwestię przywilejów i immunitetów dyplomatycznych. Tak jak żaden polski ambasador za granicą lub jego syn nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności przez inne państwo, tak samo Polska nie pociąga do odpowiedzialności osób z immunitetem na terytorium naszego kraju.

Z tej racji polski Kodeks postępowania karnego stanowi (art. 578 i 579), że:

„Nie podlegają orzecznictwu polskich sądów karnych:

1) uwierzytelnieni w Rzeczypospolitej Polskiej szefowie przedstawicielstw dyplomatycznych państw obcych,

2) osoby należące do personelu dyplomatycznego tych przedstawicielstw,

3) osoby należące do personelu administracyjnego i technicznego tych przedstawicielstw,

4) członkowie rodzin osób wymienionych w pkt 1–3, jeżeli pozostają z nimi we wspólnocie domowej,

5) inne osoby korzystające z immunitetów dyplomatycznych na podstawie ustaw, umów lub powszechnie uznanych zwyczajów międzynarodowych”.

Syna ambasadora Arabii Saudyjskiej żaden polski sąd więc ukarać nie może. Choćby prezydentem był i sam Krzysztof Bosak.

Wątpię jednak, by kandydat Konfederacji o tym nie wiedział. Tak samo, jak z pewnością wie, co głoszą w sprawie szybkiego jeżdżenia samochodami członkowie jego ugrupowania. Dzisiejszą konferencję przed ambasadą Arabii Saudyjskiej mogę więc spuentować tylko jednym słowem: obłuda.

Łukasz Zboralski