Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy. Jechał w obszarze zabudowanym 113 km/h

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Znany kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc, udzielający się w kampaniach bezpieczeństwa drogowego, został złapany przez policję na jeździe z prędkością 113 km/h w obszarze zabudowanym. Odebrali mu prawo jazdy na trzy miesiące

Krzysztof Hołowczyc, Zarycz dla życia. Żródło: YouTube

Krzysztof Hołowczyc w kampanii dla bezpieczeństwa drogowego – Zarycz dla życia. Żródło: YouTube

Jak podało radio RMF FM Krzysztof Hołowczyc został sfilmowany przez dolnośląskich policjantów jak na terenie gminy Nowa Ruda jechał 113 km/h w obszarze zabudowanym. Za przekroczenie dozwolonej prędkości o 63 km/h policjanci zatrzymali mu prawo jazdy na trzy miesiące.
Rajdowiec jechał razem z Maciejem Wisławskim do Polanicy, jak sam napisał „na spotkanie z klientami pewnego dużego banku”.

Na Facebooku winę zrzuca na… policję

Rajdowiec na swoim Facebooku tłumaczy się w kontrowersyjny sposób. Przyznaje, że nie zauważył znaku obszar zabudowany. „Jechaliśmy spokojnie, raczej nie szybciej niż 100 km/h” – pisze. A winę próbuje zrzucić na policjantów. Sugeruje, że policja może dojeżdżając do mierzonego samochodu na kilka sekund przycisnąć pedał gazu i wynik wychodzi wtedy zafałszowany.

Hołowczyc oskarża też patrol drogówki, że miał zbyt niskie ciśnienie w kołach radiowozu, którym go zmierzono – i uważa, że to mogło wpłynąć na zafałszowanie prawdziwej prędkości, z którą jechał. „Tak, czy owak nie jechaliśmy nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo” – stwierdza.

Wcześniej pędził pod Mławą, ale uniknął kary

To nie pierwszy wybryk kierowcy rajdowego. W październiku 2013 r. patrol drogówki przyłapał go na krajowej siódemce w nissanie GT-R. Policjanci chcieli mu wlepić mandat za jazdę z prędkością ponad 200 km/h, ale Hołowczyc mandatu nie przyjął, bo twierdził, że jechał wolniej.
W sądzie biegły dowodził, że Krzysztof Hołowczyc mógł jechać „tylko” 161 km/h. Sąd skazał rajdowca na 4 tys. zł grzywny, miał też zapłacić ok. 2,6 tys. zł kosztów sądowych.

Na pierwszej rozprawie Hołowczyc nie przyznawał się do winy. Na drugiej w ogóle się nie. pojawił. Potem zachorował adwokat Hołowczyca i kolejną rozprawę odraczano. W końcu, gdy wyznaczono termin, okazało się, iż od zdarzenia minęły dwa lata – sędzia uznał, że postępowanie trzeba umorzyć.

Był w kampanii Martini o BRD. Po pytaniach od brd24.pl zniknął ze strony

Krzysztof Hołowczyc często pojawiał się tam, gdzie promowano bezpieczeństwo ruchu drogowego. Brał udział w kampaniach. Przemawiał jako gość specjalny podczas gali nagród Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Już po pirackim rajdzie koło Mławy jego twarz pojawiła się w kampanii „Zarycz dla życia” organizowanej przez markę Martini. W ramach tej akcji zbierano filmiki od internautów – i gdy nagrali odpowiednią liczbę, Martini przekazywało lokalnym organizacjom pieniądze na akcje. W Polsce 150 tys. zł miało trafić do… fundacji Krzysztofa Hołowczyca – Kierowca Bezpieczny.

Gdy zapytaliśmy organizatorów kampanii, czy to nie jest niestosowne, by występował w niej kierowca przyłapany na sporym przekraczaniu prędkości na publicznej drodze, odpisano nam, że „pozostanie ambasadorem kampanii”. Ale krótko po tym wizerunek Krzysztofa Hołowczyca zniknął ze strony kampanii Martini. Z Internetu zniknęło też nagranie, które promowało kampanię.

red