Pięć okropnych samochodowych błędów wakacyjnych. Popełniasz je?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Urlopowe wyjazdy, dalekie podróże i letnia beztroska. Oto pięć błędów, które mogą zamienić wakacyjną wyprawę w koszmar

Za szybka jazda, zły stan techniczny samochodu, jazda po pijanemu, niezapinanie pasów bezpieczeństwa – to klasyka „złej jazdy” samochodem. I o tym mówi się wciąż. Ale w wakacje popełniamy jeszcze kilka innych błędów, które mogą zakończyć urlop w niezbyt przyjemny sposób. Oto pięć zachowań, których trzeba się wystrzegać. Czy zdarzają się także Wam?

Nogi na poduszce

Nogi w samochodzie Fot. Thomas Beck/CC BY 2.0

Fot. Thomas Beck/CC BY 2.0

Ile razy to już widzieliście? Kobieta na miejscu pasażera, która w wakacyjnej podróży próbuje ulżyć swoim nogom i albo wytyka je beztrosko przez otwarte okno auta, albo wyciąga przed siebie i opiera na kokpicie. W ten sposób może i na chwilę nogi odpoczywają, może i kierowca ma nawet przyjemny widok, jednak kładzenie nóg w miejscu, gdzie może eksplodować poduszka powietrzna nie jest rozsądnym pomysłem. Co się stanie, gdy dojdzie do wypadku? W najlepszym razie piękne do tej pory nogi zostaną mocno połamane i trudno będzie je uratować. Może być i tak, że oprócz nóg w strzępach, trzeba też będzie wyciągać z twarzoczaszki części piszczeli. Okropne? No to pamiętajcie o tym. I gdy chcecie rozprostować zmęczone nogi, stańcie na parkingu na mały spacerek albo kilka ćwiczeń – przy okazji odpocznie też sobie kierowca. [Jeśli Was nie przekonało – zobaczcie ten film].

Siusiu na autostradzie

Trójkąt ostrzegawczy na drodze

Trudno uwierzyć, że to możliwe, ale tak – przy polskich autostradach wcale rzadkim widokiem nie jest pan, który zatrzymał się na pasie awaryjnym, by załatwić fizjologiczną potrzebę. Albo mama – by potrzymać dziecko w tym samym celu. Ludzie robią sobie też po prostu przerwę na kawę, papierosa. Na pasie awaryjnym – czyli tuż obok samochodów pędzących 140 km/h (a w Polsce jakieś 30 proc. kierowców jedzie znacznie szybciej niż dopuszczalna prędkość). To po prostu ogromna nieświadomość zagrożenia. Warto dojechać kilka kilometrów do pięknie urządzonych Miejsc Odpoczynku Podróżnych, które na polskich autostradach są naprawdę przyjemne (na A1 do budowy niektórych sprowadzano specjalnie wypalaną cegłę z Hiszpanii lub Włoch), z placami zabaw, zadaszonymi miejscami do odpoczynku. A gdy już naprawdę trzeba stanąć na pasie awaryjnym, bo przytrafia się awaria, to warto założyć kamizelkę odblaskową (niestety, nie jest wymagana prawem) i najlepiej opuścić pojazd prawą stroną, wychodząc za bariery ochronne – a tam poczekać na pomoc.

Bałagan w aucie

Bagaż w samochodzie Fot. Joe Shlabotnik/CC BY 2.0

Bagaże upchnięte w bagażniku? A co się nie zmieściło to na tylnej półce? I jeszcze jakieś dwie torby między fotelikami dla dzieci? Komórka pod ręką, albo przyklejona przyssawką do szyby i ruszamy! A portfel i klucze w przednim tunelu, koło przekładni biegów. Źle, źle, źle… Czy wiecie, że przy zderzeniu przy prędkości ok. 50 km/h mały smartfon „waży” około 6 kg? I że taka komórka położona luzem w samochodzie to przy zderzeniu pocisk, który może wystrzelić Wam lub dzieciom prosto w twarz? Zasada jest prosta: w bagażniku rzeczy są poukładane i przymocowane. A w środku w samochodzie niewielkie przedmioty kładziemy do zamykanego schowka. Tak rosną szanse na przeżycie, gdy dojdzie do groźnej sytuacji. [Jeśli to Was nie przekonało, zobaczcie, co dzieje się z przedmiotami w symulatorze dachowania]

Piesek na kanapie

Pies w samochodzie. Fot. Allen Watkin/CC ASA 2.0

Fot. Allen Watkin/CC ASA 2.0

O ile nie należycie do tych złych ludzi, którzy na wakacje pozbywają się swoich zwierząt, to pewnie je z sobą zabieracie, także samochodem. Nie raz widuje się psa siedzącego na kolanach kierowcy, albo baraszkującego na siedzeniu pasażera i kokpicie – to ekstremum i tego złego zachowania tłumaczyć nawet nie trzeba. Jednak i tak niewielu ludzi przewozi zwierzęta prawidłowo, czyli zapinając je w specjalne szelki dające się przypiąć pasami bezpieczeństwa albo w pojemniku, który też należy zapiąć pasem. A ci, którzy to robią, rzadko wiedzą nawet, że to w zasadzie nie jest sposób na ocalenie ukochanego futrzaka (choć, oczywiście, szanse mu się zwiększa). Prawda jest taka, że zabezpieczamy zwierzęta po to, aby przy zderzeniu nie stały się ciężarem, który trafia z tyłu w nasze fotele – bo w ten sposób mogłyby nam zrobić krzywdę.

Grzebanie w smartfonie i nawigacji

Nawigacja w samochodzie Fot. Flickr/davelam CC BY 2.0

Fot. Flickr/davelam CC BY 2.0

Odkrywanie nowych miejsc, zwiedzanie – o to chodzi na urlopie. W dojechaniu w nieznane strony pomaga nawigacja (ciekawe, ilu z Was jeszcze używa papierowych map?). Z nią jest taki kłopot, że pozwala na modyfikowanie i ustawianie również wtedy, gdy pojazd jest w ruchu – czasem to potrzebne, gdy chce się ominąć korek itp. Ale odrywanie wzroku i wpisywanie destynacji podczas kierowania samochodem to proszenie się o wypadek. Tak, jak robienie słit foci z krajobrazów za oknem i wrzucanie ich na Facebooka. Pisanie esemesa – i wiadomo to z badań – zwiększa ryzyko wypadku sześciokrotnie. A co dopiero rozmowy w portalach społecznościowych i oglądanie tam filmików.
Nawigację ustawiajcie więc przed jazdą, a potem – jeśli trzeba robić coś w trasie – najlepiej poprosić pasażera. Komórka do schowka. Samo gadanie przez nią nawet przez zestaw głośnomówiący też rozprasza – za kierownicą najlepiej skupić się na drodze.

Czy teraz czujecie się lepiej przygotowani do wakacyjnego wyjazdu? Oby tak.

ai