Kto pierwszy na majówkę! Odcinkowy pomiar nad morzem pstrykał 45 przekroczeń dziennie

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

„Wynik” majówki na drogach: 72 ofiary i ponad tysiąc rannych w wypadkach. Polacy po prostu pędzili na majówkę i urządzenia rejestrowały o 8 proc. więcej wykroczeń. Ale to tylko częściowe wytłumaczenie – prawda jest bardziej złożona. Winni są też urzędnicy, którzy nigdy nie przeanalizowali danych po takich długich weekendach i nie zaplanowali lepszych „akcji”

Podczas majówki fotoradar złapał np. kierowcę volkswagena jadącego 156 km/h  w obszarze zabudowanym w Jędrzychowicach - tam, gdzie powinien jechać 50 km/h. Fot. CANARD

Podczas majówki fotoradar złapał np. kierowcę volkswagena jadącego 156 km/h w obszarze zabudowanym w Jędrzychowicach – tam, gdzie powinien jechać 50 km/h. Fot. CANARD

Wyliczenie ofiar, rannych, podana liczba wypadków, a do tego ze dwa zdania, że prędkość, bla bla bla, wyprzedzanie, bla bla bla, alkohol – tak wyglądają policyjne podsumowania każdych świąt, długich weekendów czy innych specjalnych akcji. Nigdy nie ma ani odrobiny analizy wypadków. Choć nie są to wielkie liczby, nikt nie pochyla się nad mapą i nie pokazuje, gdzie doszło do wypadków, dlaczego i co można zrobić, żeby było lepiej w tych miejscach (z tymi kierowcami) itd.

Samochody za 700 zł i mistrzowie wyprzedzania

Po omacku szukamy więc przyczyn. Domyślamy się ich tylko ze szczątkowych komunikatów. Majówka zaczęła się od śmiertelnych wypadków, w których kierowcy popełniali jakieś błędy podczas wyprzedzania. Ale jakie – tego się nie dowiemy.

Kilka wypadków spowodowali pijani. Ale i w tych przypadkach alkohol nie był jedyną odpowiedzią na pytanie: dlaczego. Jeden ze śmiertelnych wypadków spowodował młody człowiek (fakt, że pijany), który kupił taki „samochód” za 700 zł, że jak spotkał go patrol na drodze, to mu odebrał dowód rejestracyjny. Ile takich wspaniałych samochodów jeździ po trasach i niekoniecznie z pijanymi za kółkiem? Ilu diagnostów wbija takim gratom pieczątki? I ilu diagnostów za to poniosło odpowiedzialność karną w Polsce?

Rozgrzane fotoradary

Wreszcie – co jest najłatwiejsze do powiedzenia dla służb, ale jest też przecież prawdą – niestety majówka udowadnia, że ludzie w Polsce spieszą się nie tylko do pracy i żeby robić biznesy. Spieszą się także, żeby odpocząć. I jakoś nie przeraża ich to, że dla części będzie to wieczny odpoczynek.

Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym podsumowało majowe wyjazdy. Służba zauważyła, że od 30 kwietnia do 6 maja urządzenia rejestrujące wykroczenia kierowców zapisywały o 8 proc. przypadków łamania prawa na drodze więcej niż średnio w inne, zwykłe dni.

Spośród fotoradarów najwięcej kierowców jadących za szybko przyłapał maszt stojący przy drodze krajowej nr 1 w Kamieńsku. I to wszystko, co o tym wiemy. Nikt ze służb nie analizuje – dlaczego akurat to miejsce w powiecie radomszczańskim w woj. łódzkim było tym, gdzie najwięcej kierowców jechało mocno za szybko. I czy przy następnym majowym weekendzie oprócz fotoradaru przebuduje się jakoś trasę, by infrastruktura zwolniła piratów, a może do masztu dołoży się jeszcze kaskadowe kontrole policji?

Widać też nadmorski problem. Odcinkowy pomiar prędkości zainstalowany na drodze wojewódzkiej nr 216 w Rekowie Górnym rejestrował podczas majówki średnio 45 naruszeń prawa drogowego na dobę. I znów – czy wiedzieliśmy ze wcześniejszych akcji, że to miejsce, gdzie ludzie będą tak naciskać na gaz? I co zrobiliśmy oprócz tego, że wyjmiemy zdjęcia z systemu i wyślemy ponad 300 kierowcom mandaty do domów?

Jeśli Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego nie zabierze się za pracę polegającą na analizie wypadkowości i działań służb podczas długich weekendów, świąt i wakacyjnych wyjazdów, to wciąż tracić będziemy cenną wiedzę, która pomogłaby nam lepiej organizować kolejne akcje – takie, których sens zwiększałby się za każdym jednym razem.

Łukasz Zboralski