Connect with us

Społeczeństwo

Piesza uciekała z przejścia przed kierowcą. Dziennikarz Interii: „wbiegła”

Opublikowano

-

Polskie media w sprawach ruchu drogowego czasem wprowadzają kierowców w błąd, narażając ich na poważne konsekwencje w przyszłości. Ostatni taki przykład to artykuł w serwisie Interia, gdzie dziennikarz niesłusznie sugeruje czytelnikom winę potrąconej pieszej na pasach i „pech” rzekomo niewinnego kierowcy

Potrącenie pieszej na przejściu w Tomaszowie Lubelskim i nagłówek portalu Interia Źródło: Policja/Interia

Potrącenie pieszej na przejściu w Tomaszowie Lubelskim i nagłówek portalu Interia Źródło: Policja/Interia

W Tomaszowie Lubelskim doszło do wypadku. Kierowca wjechał w kobietę przechodzącą przez przejście. Piesza została przewieziona do szpitala. Policja uznała winę 33-latka i zatrzymała mu uprawnienia.

Sytuację zarejestrowała kamera monitoringu miejskiego. Co widać na filmie? Piesza wchodzi na przejście na pas ruchu, gdzie samochody stoją w ulicznym korku. Idzie aż do połowy przejścia. Wkraczając na przeciwny pas ruchu dostrzega – za późno – kierowcę karawanu, który nie zachowuje szczególnej ostrożności w takiej sytuacji i jedzie wprost na nią. Kobieta próbuje salwować się ucieczką i zaczyna biec, jednak w tym momencie zostaje już uderzona przodem auta.

Obejrzyj nagranie:

Interia pisze o pechu kierowcy i przypisuje pieszej „wbiegnięcie”

Sytuacja na filmie wydaje się jasna i zapewne taka była dla funkcjonariuszy policji (sprawa najpewniej znajdzie finał w sądzie – bo w komunikacie policji nie ma informacji o zakończeniu postępowania mandatem; nie wiadomo też, czy obrażenia pieszej kwalifikowały zdarzenie jako wypadek).

Nie wszystko okazało się jednak jasne dla… dziennikarzy. Mirosław Domagała (nazwisko autora dopisano później, pierwotnie tekst był anonimowy) w tekście w portalu Interia pt. „Piesza wbiegła pod karawan. Kierowca stracił prawo jazdy” zasugerował czytelnikom, że winę za wszystko ponosiła piesza, która rzekomo wbiegła przed pojazd, natomiast prowadzący pojazd „po prostu miał pecha, na jego miejscu mógł być każdy kierowca…”.

Postanowiłem nie pozostawić takiego tekstu w przestrzeni publicznej bez komentarza. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, po tak manipulacyjnym tytule od razu pojawiły się komentarze dotyczące planowanych zmian prawa dotyczących uściślenia obowiązków kierowcy przed przejściem dla pieszych – Łukasz Warzecha na Twitterze, zapewne sugerując się jedynie tytułem tekstu, napisał: „A teraz wyobraźmy sobie, co się będzie działo, gdyby weszły durne przepisy” (do tego wątku wrócę za chwilę).

Po drugie, podawanie w ten sposób takiej informacji – bez odpowiedniej wiedzy, bo nie zakładam złej woli autora… – może zaszkodzić bardzo wielu ludziom. Utwierdzi bowiem kierowców, że zachowując się w sposób, przez który kierowca potrącił kobietę w Tomaszowie Lubelskim, zachowują się prawidłowo i zgodnie z prawem, a tylko jeden kierowca miał „pecha” i został pociągnięty (w domyśle – niesłusznie) do odpowiedzialności w sprawie, w której zawiniła osoba piesza.

Co mówi prawo?

Proponuję Mirosławowi Domagale, ale i wielu innym dziennikarzom, zrozumieć, jak kwestię potrącenia na pasach widzi prawo. I to takie, które obowiązuje obecnie, a nie to, którego (niesłusznie) w przyszłości obawia się Łukasz Warzecha.

Otóż kierowca dojeżdżający do przejścia dla pieszych musi zachować szczególną ostrożność i ustąpić pieszym znajdującym się na pasach. Mówi o tym wyraźnie ustawa Prawo o ruchu drogowym:

Art. 26. Zachowanie kierującego przed i na przejściu dla pieszych
1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu.

W sytuacji oglądanej na filmie z potrącenia kobiety widać, że w momencie uderzenia przez samochód doszła ona do połowy przejścia – formalnie w świetle prawa od momentu wejścia miała już pierwszeństwo przed pojazdem.

Po drugie – zachowanie szczególnej ostrożności – wymagane wobec kierującego pojazdem zbliżającego się do przejścia wymaga także oceny warunków drogowych. W tej szczególnej sytuacji, gdy kierowca dojeżdża do przejścia zasłoniętego przez korek samochodowy na przeciwnym pasie ruchu – nie ma zakazu jazdy (nie można wyprzedzać pojazdów, ani omijać tych, którzy przepuszczają pieszych, wymijać zaś jadących w przeciwnym kierunku można), ale zachowanie szczególnej ostrożności obliguje go do zbliżenia się do pasów tak, by przy wyjściu pieszego zasłanianego przez auta na sąsiednim pasie, mógł właściwie zareagować i ustąpić mu pierwszeństwa.

Pierwszeństwo pieszego będącego już na przejściu jest zresztą powtórzone w stosownym artykule dotyczącym reguł przechodzenia przez jezdnię:

Art. 13. Zasady przechodzenia przez jezdnię lub torowisko
1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z przejścia dla pieszych. Pieszy znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.

Trudno uznawać, że kierowca potrącający pieszego w takiej sytuacji zachował się zgodnie z prawem i miał tylko „pecha” trafiając na funkcjonariuszy, którzy „niesłusznie” przypisali mu winę za przejechanie człowieka na pasach. Nie wolno więc utwierdzać w mediach kierowców, że taki sposób jazdy jest właściwy. Nie jest! I drodzy kierowcy – dojeżdżajcie w takich sytuacjach do przejść na tyle ostrożnie, by móc zatrzymać się przed pieszym mogącym wyłonić się się zza samochodu stojącego obok w korku.

Wyjaśniliśmy już, że nie można mówić o winie pieszej za to zdarzenie. Czy jednak można mówić o tym, że się do tego zdarzenia przyczyniła? To nie jest oczywiste i zapewne podlegać będzie zawsze szczegółowej analizie biegłych w każdym przypadku.
Jedno jest pewne – pieszy też przy przechodzeniu przez jezdnię musi zachować szczególną ostrożność. A to oznacza, że przy pokonywaniu przejścia w sytuacji gdy na jednym pasie samochody stoją w korku, wymaga upewnienia się, czy na sąsiednim pasie ruchu kierowca wypełnia swoje obowiązki – i da radę zgodnie z wymogiem ustąpić nam pierwszeństwa. W tym kontekście można uznać, że w jakimś stopniu piesza może przyczyniać się do zdarzenia (czy miała szansę wysunąć się tak, by zobaczyć i nie zostać potrąconą? Itd. – na takie pytanie odpowiada potem postępowanie przed sądem).

Wnioski? Są trzy:

1. Kierowcy widzący przejście dla pieszych i korek na przeciwnym pasie ruchu (ale i na przykład na pasie ruchu obok) muszą bardzo uważać i sprawdzić, czy nie idzie już niewidoczny dla nich przez jakiś czas pieszy.

2. Piesi wchodzący na przejście między samochodami w korku powinni – dla własnego dobra – upewnić się, że gdy wyjdą zza auta, to kierowca jadący w przeciwnym kierunku zachowuje się zgodnie z prawem i jest na tyle ostrożny, że będzie miał szansę ich dostrzec.

3. Dziennikarze mają obowiązek publikować materiały rzetelnie – i w takich sprawach powinni skonsultować swoją opinię z kimś, kto może im to wytłumaczyć, bądź powinni zamieścić wyjaśnienie fachowca np. policjanta ruchu drogowego. Dzięki temu zamiast utwierdzać ludzi w niewłaściwym i groźnym na drodze przekonaniu, będą mogli sprawić, że na drogach poruszać będziemy się bardziej świadomie.

PS Co do strachów Łukasza Warzechy – wyjaśniliśmy już, że w świetle obowiązujących już dziś przepisów kierowca zachował się niewłaściwie. Ewentualne znowelizowane prawo w tej sytuacji niczego by nie zmieniało. A co dokładnie ma się zmienić i dlaczego wiele osób podaje nieprawdziwe obawy z tym związane, pisałem już w obszernym tekście, który teraz mogę jedynie przypomnieć: „O pierwszeństwie pieszych czyli między świętą przepustowością a świętymi krowami”.