• Home »
  • Społeczeństwo »
  • Pijani, za szybko, na czerwonym – tak jeżdżą polscy prokuratorzy. I próbują się wykręcić od kar

Pijani, za szybko, na czerwonym – tak jeżdżą polscy prokuratorzy. I próbują się wykręcić od kar

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Sieć Obywatelska Watchdog Polska ujawniła osiem orzeczeń w sprawach dyscyplinarnych prokuratorów. Okazało się, że połowa dotyczy łamania przepisów ruchu drogowego. Prokuratorzy w kuriozalny sposób tłumaczą się przed sądami dyscyplinarnymi z tych wykroczeń. Obrońca mającego ponad dwa promile promile za kółkiem przekonywał, że przecież nic nikomu się nie stało

Wymiar sprawiedliwości. Fot. CC0

Postępowania dyscyplinarne prokuratorów są jawne po ich uprawomocnieniu się. Wiele dotyczy łamania przepisów ruchu drogowego. Fot. CC0

Dzięki nowej ustawie Prawo o prokuraturze z 2016 r. postępowania dyscyplinarne prokuratorów są jawne po ich uprawomocnieniu się. Sieć Obywatelska Watchdog Polska wystąpiła o osiem takich orzeczeń i ujawniła je w Internecie. Połowa z tych spraw dotyczy łamania prawa na drodze. A prokuratorzy często kuriozalnie tłumaczą swoje postępowania.

Odwoławczy Sąd dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym RP rozpatrywał odwołanie Wiesława Kucińskiego, prokurator Prokuratury Rejonowej w Pruszczu Gdańskim. Prokurator Kuciński 16 lipca 2016 r. w terenie zabudowanym pędził 71 km/h, nie zwolnił nawet przy znaku ograniczenia prędkości do 40 km/h. Uznany za winnego w pierwszej instancji i ukarany karą porządkową upomnienia wniósł sprzeciw od tej decyzji. Twierdził, że jego zachowanie przy przekroczeniu prędkości podczas jazdy nie naruszyło godności urzędu prokuratora, nie stanowiło też oczywistego i rażącego naruszenia prawa”. Tłumaczył, że przekroczenie prędkości nastąpiło nieumyślnie w skutek chwilowej nieuwagi.
Jakby tego było mało w swoim piśmie przekonywał instancję odwoławczą, że jego zachowanie „nie spowodowało realnego zagrożenia w bezpieczeństwie ruchu drogowego” , a „stopień społecznej szkodliwości wykroczenia, którego się dopuścił, był nie wyższy niż znikomy”
W tym przypadku Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny nie miał wątpliwości, że orzeczenie pierwszej instancji należy podtrzymać. Uznał, że prędkość wyższa o 31 km/h od dopuszczalnej nie może być uznana za bezpieczna.

Jeden nie wiedział, że jeszcze jest pijany. Obrońca innego przekonywał, że nikt nie poniósł szkody

Z kolei Zbigniew Kupis prokurator prokuratury okręgowej w Kielcach za jazdę pod wpływem alkoholu został wydalony z zawodu. 8 lipca 2013 r. prowadził samochód. Zbadany alkomatem tuż po 7 rano miał 0,76 promila, ale kwestionował rzetelność pomiaru, żądał kolejnych badań, które odbyły się w końcu pod okiem jego przełożonego. Kupis przez cały czas kwestionował świadomość bycia nietrzeźwymi możliwości przewidzenia, że w jego krwi jest alkohol. Przed Sądem Dyscyplinarnym próbował udowadniać, że „w jego organizmie doszło do zaburzeń procesu eliminacji spożytego alkoholu”.
Ani sąd pierwszej instancji, ani drugiej nie dał mu wiary. Powołany biegły stwierdził, że gdyby przyjąć wersję prokuratora jakoby alkohol spożył w godz. 14-18 poprzedniego dnia, to już około godz. 1 w nocy mógłby wsiąść za kierownice tymczasem po godz. 7 alkomat potwierdził niedozwolony poziom alkoholu u prokuratora.

Sąd dyscyplinarny stwierdził, że Zbigniew Kupis po kontroli policyjnej specjalnie doprowadził do zamieszania wypierając się faktów i oskarżając policje o niesprawny sprzęt, bo chciał uniknąć odpowiedzialności za swoje przewinienie. Sąd Dyscyplinarny wyraźnie potępił zachowanie po zdarzeniu i zaznaczył, że prokurator a nie przestrzegając bezwzględnej trzeźwości za kierownicą „naraził innych uczestników ruchy na niebezpieczeństwo, w tym swoich małoletnich krewnych”. „Sąd Dyscyplinarny uznał, że jedynie kara wydalenia Zbigniewa Kupisa ze służby prokuratorskiej jest karą adekwatną do popełnionego przewinienia.”

Pijany na drodze zatrzymany został także inny prokurator – Tomasz Owczarczyk z prokuratury w Busku Zdroju będący w stanie spoczynku. 13 października 2013 r. prowadził samochód mając we krwi od 2 – 2,2 promile (dokonano dwóch pomiarów). W pierwszej instancji orzeczono wobec niego pozbawienie prawa do stanu spoczynku i do uposażenia. W odwołaniu obrońca prokuratora podnosił, że kara jest niewspółmierna do winy, zaznaczał że w czasie kiedy prokurator jechał pod wpływem alkoholu „nikt postronny nie poniósł szkody materialnej i osobistej”. Wytknął pierwszej instancji m.in. , że w toku sprawy nie powołano biegłego, „który mógłby stwierdzić, czy u obwinionego nie wystąpiły zakłócenia czynności psychicznych”. Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny zmniejszył karę prokuratorowi – wymierza mu karę zawieszenia podwyższania uposażenia na okres 3 lat. Za okoliczność łagodzącą wziął m.in. to że prokurator Owczarczyk przyznał się do winy i wyraził skruchę.

Na czerwonym, „żeby dziecko nie zwymiotowało od hamowania”

Wśród upublicznionych orzeczeń jest także jedno dotyczące przejazdu na czerwonym świetle. Prokurator Małgorzata Komsta z Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim tłumaczyła swoje postępowanie stanem wyższej konieczności, argumentowała, że wiozła w samochodzie chore dziecko, a gwałtowne zahamowanie mogłoby wywołać u niego wymioty.

Sąd Dyscyplinarny odstąpił od wymierzenia kary pani prokurator powołując się na niekaralność za wykroczenia, doświadczenie za kierownicą, dobrą opinię służbową, motywację w chwili zdarzenia „oraz fakt, że ostatecznie swoim zachowaniem nie spowodowała zagrożenia w ruchu drogowym”. W orzeczeniu czytamy też, że Sad przyjął, że zarówno społeczna szkodliwość jej czynu jak też stopień zawinienie nie były znaczne”.

Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny nie dopatrzył się stanu wyższej konieczności. Uznał, że skoro dziecko było chore można było je odwieźć do najbliższej placówki medycznej lub podać leki w aptece. Zwrócił uwagę, że prokurator wjechała na skrzyżowanie kiedy czerwone światło trwało już 0,5 sek. Biorąc pod uwagę wcześniejsze żółte światło (3 sek.) uznał, że prokurator miała czas, by łagodnie wyhamować przed światłami. Ocenił, że wjeżdżając na skrzyżowane na czerwonym świetle spowodowała większe zagrożenie dla siebie i dziecka niż zatrzymanie pojazdu przed sygnalizatorem.
Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny nie dostrzegł okoliczności łagodzących i uznał, że nie można tłumaczyć się faktem, że ostatecznie nie doszło do kolizji. „Ustawodawca uznaje bowiem przestrzeganie znaków z sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach za jedną z podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym a sam wjazd na skrzyżowanie wskutek zignorowania czerwonego światła na sygnalizatorze drogowym za jedno z poważniejszych wykroczeń drogowych, co znajduje chociażby odzwierciedlenie w taryfikatorze mandatowym” – czytamy w orzeczeniu. Sąd wymierzył prokurator Komście karę dyscyplinarna upomnienia.

Agnieszka Niewińska