Pijany recydywista za kierownicą – oto jakie kary wymierzają sędziowie w Polsce

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

W walce z pijanymi kierowcami ministerstwa zaostrzają przepisy, a sądy wciąż mają dla nich wielkie serce. Jak toruński sędzia ukarała nietrzeźwego kierowcę, który miał już na koncie wyrok za jazdę po pijanemu?

Sąd Rejonowy w Toruniu, II Wydział Karny. Źródło: torun.sr.gov.pl

Choć prawo nakazuje pijanym recydywistom odbierać prawo jazdy dożywotnio, Sąd Rejonowy w Toruniu uznał, że należy złagodzić tę karę. Źródło: torun.sr.gov.pl

Sprawa pijanych kierowców jest w Polsce wyolbrzymiana – mamy z nimi nie większy problem niż średnio reszta krajów UE. Wszyscy się jednak zgadzają, że nietrzeźwych z dróg należy usuwać. A zwłaszcza tych, którzy nie po raz pierwszy siadają za kierownicę pod wpływem alkoholu.
Kary dla pijanych kierowców podwyższano wiele razy. Od 2015 r. ponowne przyłapanie w takim stanie za kierownicą ma skutkować dożywotnim odebraniem uprawnień. Ale sądy obchodzą te zaostrzenia. Dobrze pokazuje to wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu (Sygn. akt: II K 84/16), który zapadł 14 kwietnia 2016 r.

Sześć piw w nocy i zasłanianie się chorobą

Toruński sąd, któremu przewodniczyła sędzia Joanna Becińska, zajmował się sprawą 49-letniego mężczyzny, którego przyłapano na jeździe w stanie nietrzeźwości. 9 stycznia o 11:40 pan R.I. został zatrzymany przez policję. W badaniu alkomatem okazało się, że miał 0,81 promila alkoholu w wydychanym powietrzu (tendencja była spadająca, kolejny pomiar wykazał 0,63 promila).

Pan I. – rolnik  z prawem jazdy kategorii B i T, który utrzymuje się z dorywczych napraw maszyn rolniczych i zarabia ok. 1 tys. zł miesięcznie – ma na utrzymaniu żonę i dwójkę dzieci. Przed sądem przyznał się do jazdy w stanie nietrzeźwości. Twierdził że dzień przed złapaniem go przez policję, wypił dwa piwa, a potem jeszcze wieczorem kolejne cztery. Wyznał, że feralnego dnia nie zjadł śniadania. Przekonywał, że nie wsiadł za kółko po pijanemu z premedytacją – uważał, że jest trzeźwy, a zaszkodzić mogły mu leki, które przyjmuje chorując na dnę moczanową. To one jego zdaniem mogły zaburzyć proces „spalania spożywanego przez niego alkoholu”.

Wcześniej miał już wyrok w zawieszeniu

Sąd nie uwierzył w dobre intencje pana rolnika. Uznał, że „jako osoba dorosła i rozsądna, biorąc pod uwagę ilość wypitego dzień wcześniej alkoholu, musiał mieć świadomość znajdowania się w stanie nietrzeźwości”.

W dodatku panu R.I. takie zachowanie nie przydarzyło się po raz pierwszy. Sąd zauważył, że 49-latek w listopadzie 2013 r. był już karany wyrokiem za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Usłyszał wówczas karę trzech miesięcy pozbawienia wolności, którą zawieszono mu na okres dwóch lat próby. Odebrano mu też na rok uprawnienia do kierowania pojazdami i obciążono grzywną w wysokości 100 zł na rzecz Funduszu Pomocy Poszkodowanym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

„Znaczna wina”, „pełna świadomość”…

Sąd Rejonowy w Toruniu ustalił, że poprzedni wyrok za prowadzenie w stanie nietrzeźwości jeszcze się nie zatarł. Uznał też, że postępowania mężczyzny nie sposób usprawiedliwić.

„Stopień winy oskarżonego ocenić wypada jako znaczny, skoro uwzględni się, że R. I. liczy 49 lat, a zatem jest mężczyzną o ukształtowanej już osobowości oraz legitymującym się zasobem doświadczenia życiowego dostatecznym do rozpoznania bezprawności przedsięwziętego działania. Podkreślić też warto, że realizując czynność sprawczą oskarżony nie znajdował się w żadnej atypowej sytuacji motywacyjnej, która usprawiedliwiałaby nie danie posłuchu normie sankcjonowanej określonej w art. 178a § 1 kk. Jednocześnie oskarżony był już karany za występek z art. 178a § 1 kk, zatem miał pełną świadomość tego, że zachowanie polegające na kierowaniu pojazdem osobowym w ruchu lądowym w stanie nietrzeźwości stanowi czyn zabroniony przez prawo karne”.

Sędzia nie zgodziła się, że karę może łagodzić wzgląd na chorą córkę oskarżonego – uznała, że to ojciec powinien wiedzieć, iż musi często wozić chorą na mukowiscydozę córkę do lekarza i dlatego jako dorosły człowiek powinien ograniczyć spożywanie alkoholu.

…i zamiast dożywotniego zakazu tylko 4 lata bez prawa jazdy

Od zaostrzenia prawa w 2015 r. kierowca przyłapany na jeździe po pijanemu powinien już na zawsze tracić uprawnienia do kierowania. Sędzia Joanna Becińska uznała jednak, że może nadzwyczajnie złagodzić karę wobec rolnika recydywisty. Powód? Bo niebawem kończył mu się okres próby z poprzedniego wyroku, a dodatkowo sędzia Becińska uznała, że 0,77 promila u kierowcy to tylko nieznaczne przekroczenie zakazanego prawem limitu.

Dlatego rolnik, który po raz drugi stanął przed sądem za jazdę po pijanemu, zamiast dożywotniej straty uprawnień, prawo jazdy stracił tylko na cztery lata.

„Sąd, na mocy art. 42 § 3 kk orzekł wobec oskarżonego środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych w ruchu lądowym na okres 4 lat, uznając, że w sprawie zachodzą szczególne okoliczności pozwalające na odstąpienie od orzeczenia dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Podkreślić należy w tym miejscu raz jeszcze, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu już po upływie okresu próby wyznaczonego w sprawie II K 1130/13. W maju tego roku nastąpiłoby zatarcie skazania, zaś przestępstwo zostało popełnione przez oskarżonego w styczniu 2016r. Stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu nie było znaczne- w chwili badania wynosiło 0,37 mg/l i wykazywało tendencję spadkową- w kolejnym badaniu wynosiło 0,30 mg/l, a zatem nieznacznie przekraczało próg nietrzeźwości. Zdaniem sądu, w tej konkretniej sprawie, orzeczenie dożywotniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych w ruchu lądowym byłoby rażąco niewspółmiernie.” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Jednocześnie toruński sąd uznał, że choć oskarżony był już karany, to nie powinien trafić do więzienia. Sędzia uznała, że naraziłoby to „społeczeństwo na wysokie koszty jego utrzymania, grożąc za razem jego dalszą demoralizacją”. Sędzia Becińska za okoliczność łagodzącą uznała też fakt, że „oskarżony nie spożywał alkoholu bezpośrednio przez jazdą „.
49-latek został więc skazany na osiem miesięcy prac społecznych, które będzie wykonywał przez 20 godzin miesięcznie.

Rolnik będzie musiał też zapłacić obowiązkową nawiązkę – 10 tys. zł – na rzecz Funduszu Pomocy Poszkodowanym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Ale już za postępowanie przed sądem w jego sprawie zapłacą podatnicy. Sędzia Becińska uznała, że „uiszczenie stosownych opłat i wydatków na rzecz Skarbu Państwa ze względu na sytuację majątkową oskarżonego – niskie dochody, dwoje dzieci na utrzymaniu, byłoby dla niego nadmiernym obciążeniem”.

red