Connect with us

Społeczeństwo

Policyjny „cud”. Jak ze statystyk wypadków drogowych zaczęli znikać ranni

Opublikowano

-

Odkryliśmy, że Komenda Główna Policji w miesięcznych podsumowaniach obniżała liczbę rannych w wypadkach drogowych zgłaszanych każdego dnia. Takiej anomalii w statystyce nie było jeszcze nigdy. To błąd systemu czy celowa manipulacja mająca ukryć fakt, jak zły na drogach był 2018 rok?

Dlaczego z policyjnych statystyk wypadków drogowych zaczęli "znikać" ranni? Fot. Pexels

W poprzednich latach co miesiąc w policyjnych zestawieniach dopisywano 200-300 rannych. W tym roku liczbę rannych miesięcznie obniżano nawet o -78. Dlaczego? Fot. Pexels

Przeanalizowaliśmy tysiące danych podawanych przez Komendę Główną Policji i odkryliśmy, że co miesiąc nie tylko nie uzupełniano liczby osób rannych w wypadkach o takie wartości jak w poprzednich latach, ale że wręcz w policyjnych podsumowaniach obniżano drastycznie liczbę odnotowywanych wcześniej poszkodowanych. To stawia pod znakiem zapytania wiarygodność danych o bezpieczeństwie na drogach w Polsce – bo jedyne dane dostarcza w kraju Policja.

Ujemne wartości rannych

Wszystko, co o wiemy o wypadkach drogowych w Polsce pochodzi z policyjnego systemu SEWiK. To tam policjanci odnotowują wypadki, ich przyczyny, rannych i ofiary śmiertelne.

Komenda Główna Policji publikuje codziennie dane o wypadkach z poprzedniego dnia. Po zakończeniu miesiąca publikuje też zbiorczy raport obejmujący cały miesiąc.

Do tej pory (sprawdziliśmy tysiące danych – od 2011 r., bo od wtedy dostępne są na stronie policji i raporty dzienne, i raporty miesięczne ) miesięczne podsumowania zawierały większą liczbę wypadków i rannych. To dość logiczne. Czasem bowiem na miejscu nie wiadomo jeszcze, że pozornie błahe obrażenia – albo niewidoczne – stają się takimi, które są „naruszeniem czynności narządu ciała lub rozstrojem zdrowia na okres powyżej 7 dni”. Wówczas dopiero zdarzenie drogowe kwalifikuje się jako wypadek (oraz gdy są ofiary śmiertelne lub ciężko ranni – a tych widać od razu). Czasem opóźnienia w rejestracji wynikają też z innych przyczyn – zgodnie z zarządzeniem Komendanta Głównej Policji funkcjonariusze mają 7 dni na zarejestrowanie zdarzenia drogowego.

Przyglądając się policyjnym raportom dziennym za 2018 r. dostrzegliśmy podobny poziom zarejestrowanych rannych jak w latach 2017 i 2015. Jednak już w zestawieniach miesięcznych pojawiła się gigantyczna różnica. W poszczególnych miesiącach nie tylko dodawano dużo mniej rannych niż wynikało ze statystyk dziennych, ale wręcz pojawiły się miesiące, w których ktoś w Komendzie Głównej Policji pomniejszał wstępną liczbę rannych wynikającą z codziennych zgłoszeń.

Korekta liczby rannych w wypadkach zestawieniach miesięcznych Komendy Głównej Policji w stosunku do zgłoszonej liczby rannych w raportach dziennych

Widać, że anomalia w statystykach KGP pojawiła się w lutym, ale naprawdę zaczęła się od kwietnia. Najbardziej liczbę rannych w wypadkach pomniejszono w czerwcu. Warto wspomnieć, że podsumowanie czerwca zostało opublikowane w lipcu – a to był miesiąc, w którym na dobre rozpętał się strajk policjantów. Przestali wówczas na długo karać kierowców mandatami. W lipcu liczba wystawionych grzywien spadła do 1/3 tego, co było w analogicznych okresach poprzednich lat.

Czerwiec jest ciekawy jeszcze z innego powodu. W miesięcznym zestawieniu powiększono liczbę odnotowanych wypadków drogowych o pięć. Ale liczbę rannych obniżono o 78. Dopisano wprawdzie o 25 więcej ofiar śmiertelnych – więc część rannych mogła umrzeć i zostać inaczej zakwalifikowana. Ale to wciąż nie tłumaczy, co stało się z ponad 50 rannymi. Przybyło o pięć zdarzeń, w których kogoś musiano uznać co najmniej za rannego, a tym samym liczba rannych spadła?

Ktoś chce ukryć skalę porażki polityki BRD?

Od strony prawnej nie zmieniło się w Polsce nic, co tłumaczyłoby zmniejszanie liczby odnotowanych wcześniej rannych w wypadkach. Nie ma żadnej nowej definicji.

Wiadomo za to – z miesięcznych raportów KGP – że rok 2018  zakończy się najprawdopodobniej nieznacznie wyższą liczbą zabitych w wypadkach drogowych w stosunku do roku poprzedniego. Byłby to kolejny rok za rządów PiS (pierwszym był 2016), gdy po wielu latach załamuje się trend poprawy bezpieczeństwa na drogach.
Niespotykanym jest fakt, że liczba zabitych w wypadkach nawet nieznacznie wzrośnie a jednocześnie rannych będzie mniej niż przed rokiem o ok. 2 tys. i mniej będzie o ok. tysiąc wypadków. Z reguły wszystkie wskaźniki (wypadki, ranni, zabici) podążają w tym samym kierunku – albo wszystkie te wartości rosną albo maleją. Sytuacja w tym roku jest inna.

O jaką liczbę rannych zwiększały się miesięczne podsumowania Komendy Głównej Policji w stosunku do raportów dziennych w poszczególnych latach.

Dzięki tej „anomalii” w statystyce KGP pogorszenie się bezpieczeństwa na polskich drogach nie będzie tak widoczne. Jeśli zwróci się uwagę ludzi nie na ofiary śmiertelne a na „malejącą” liczbę wypadków i rannych, to urzędnicy i służby odpowiedzialne za poprawę BRD będą mogły twierdzić, że na polskich drogach jest „dobrze”. Nikt nie będzie się zastanawiał, że w takim przypadku wskaźnik zabitych do liczby wypadków osiągnie już w Polsce liczbę 9.

A jak jest naprawdę? Wydaje się, że po tym, co odkryliśmy w statystykach Policji, to dane zbierane przez tę służbę przestały na to odpowiadać – trudno uznać je za wiarygodne. Ostatnie rzetelne dane to jedynie liczba zabitych w wypadkach drogowych, choć patrząc na to, co dzieje się ze zbieraniem danych, nie można dać głowy, że i zmarli mogą w statystyce policji „ożywać” na papierze.

Wiesław Migdałek