• Home »
  • Społeczeństwo »
  • Na ratunek pieszym w Polsce. Wiadomo, co trzeba zrobić. I jest szansa, że politycy wysłuchają ekspertów

Na ratunek pieszym w Polsce. Wiadomo, co trzeba zrobić. I jest szansa, że politycy wysłuchają ekspertów

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Co trzecia ofiara wypadków w Polsce to pieszy. Giną głównie z winy kierowców. Zanim polskie drogi zostaną przebudowane, kierowcy muszą zwolnić, a piesi być bardziej chronieni przez prawo – to polskiemu rządowi zalecił szef Europejskiej Rady Transportu Bezpieczeństwa Drogowego. Dokładnie to samo wcześniej postulowali eksperci w raporcie Polskiej Izby Ubezpieczeń. I jest szansa, że postulaty ekspertów zostaną wcielone w życie

Piesi na przejściu dla pieszych. Fot. CC0

W Polsce co roku ginie ok. tysiąc pieszych. Co trzecia ofiara wypadku to niechroniony uczestnik ruchu drogowego. Najwięcej wypadków z ich udziałem wydarza się w okresie jesienno-zimowym. Fot. CC0

Na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Infrastruktury przedstawiciele polskich władz musieli poczuć się trochę zawstydzeni. Co prawda nie usłyszeli rzeczy zaskakujących – bo niski poziom bezpieczeństwa na polskich drogach od lat nie jest tajemnicą – ale szef ETSC Antonio Avenoso dość stanowczo zwrócił uwagę na zaniedbania w polskiej polityce BRD. Jednym z najistotniejszych wątków była sprawa pieszych ginących w wypadkach [czytaj więcej o wystąpieniu szefa ETSC].

– W przypadku kolizji między samochodami, ich kierowcy i pasażerowie są chronieni strefami zgniotu, pasami bezpieczeństwa, poduszkami powietrznymi i różnego rodzaju nowoczesnymi technologiami. W przypadku pieszych, wypadek samochodowych w najlepszym razie kończy się dla nich długotrwałą rekonwalescencją. W najgorszym – śmiercią – wskazuje Monika Chłopik, analityk PIU.

Rekordowa śmiertelność w Europie

I właśnie na liczbę tych śmierci w swoim przemówieniu w polskim Sejmie akcent położył Avenoso. Bo w Polsce co trzecia ofiara wypadku to niechroniony uczestnik ruchu drogowego. Tak dużego odsetka pieszych wśród tych, którzy giną w wypadkach, trudno szukać na zachodzie Europy.

To poważny problem w skali kraju. Bo oprócz osobistych dramatów, które co roku przeżywają tysiące rodzin, jest to też wymierny koszt dla gospodarki i podatników. – W tym kontekście nie można też zapominać o ubezpieczeniowym aspekcie wypadków z udziałem pieszych – mówi Monika Chłopik. – Na szczęście za poszkodowanymi stoi obowiązkowe ubezpieczenie OC. To dzięki niemu często możliwa jest rehabilitacja czy leczenie ofiary wypadku, a w przypadku śmierci pokrycie kosztów pogrzebu, renta alimentacyjna, czy zadośćuczynienie dla najbliższych członków rodziny. Pamiętać trzeba natomiast o tym, że wydatki te ponoszą tak naprawdę wszyscy kierowcy, którzy składają się na nie w swoich składkach za OC.

Eksperci i politycy: czas zadziałać

Widać wyraźnie, że skupienie się na sytuacji pieszych w Polsce mogłoby przynieść szybki i największy impuls w poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego. – Zdecydowanie lepiej jest zatem działać na rzecz zmniejszenia liczby ofiar wypadków, niż rekompensować ich skutki. Nikt nie zastąpi ubezpieczyciela w niesieniu pomocy finansowej, ale wielu wypadków można po prostu uniknąć – podkreśla analityk PIU. Co jednak powinno się zmienić, by wypadków z pieszymi wydarzało się mniej?

Monika Chłopik, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń. Fot. archiwum

Zdecydowanie lepiej jest zatem działać na rzecz zmniejszenia liczby ofiar wypadków, niż rekompensować ich skutki – mówi Monika Chłopik, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń

Z doświadczeń wielu europejskich krajów, ale i polskiego Jaworzna – które przez lata przebudowywało drogi pod kątem BRD, dzięki czemu od 18 miesięcy w tym mieście nie odnotowano ani jednej śmiertelnej ofiary wypadku – wynika, że najskuteczniej na poprawę sytuacji wpływa bezpieczna infrastruktura. A to oznacza drogi, które w obszarach zabudowanych fizycznie wymuszają na kierowcach wolniejszą prędkość oraz m.in. unikanie wytyczania przejść dla pieszych na trasach, na których pojazdy jeżdżą szybciej.
Nie ma wątpliwości, że właśnie w ten sposób powinniśmy przebudować drogi i ulice w polskich miejscowościach. Są z tym jednak dwa problemy. Po pierwsze – to gigantyczna zmiana, która wymaga ogromnych nakładów. Nawet gdy samorządy i zarządcy dróg zaczną bardziej inwestować w bezpieczeństwo, to i tak na sukces trzeba będzie czekać jeszcze latami.

A przy tysiącu pieszych ginących co roku w Polsce, potrzeba też szybszych działań. Dzięki raportowi PIU „Strategia poprawy bezpieczeństwa drogowego w Polsce”, który pojawił się szybciej niż nowa strategia rządowa (wciąż trwa ewaluacja narodowego planu, dopiero po jej zakończeniu rozpoczną się pracę nad nowym dokumentem), dobrze wiadomo, jakie sprawdzone działania można wprowadzić.

– Okazuje się np., że kraje w których rozszerza się uprzywilejowanie pieszego w rejonie przejścia dla pieszych, mają znacząco mniej ofiar śmiertelnych w wypadkach – wylicza Monika Chłopik, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Warto też rozważyć wprowadzenie jednolitej prędkości 50 km/h w obszarze zabudowanym. To w gruncie rzeczy niezbyt skomplikowane zmiany, które mogą przyczynić się do zredukowania liczby ofiar na drodze.

Ilu pieszych rocznie uratujemy?

Wśród 20 zadań dla polskiego rządu, które zdecydowanie poprawią bezpieczeństwo na drogach, raport Polskiej Izby Ubezpieczeń przedstawił trzy – które nie są związane z modernizacją infrastruktury (a takie działania też postuluje: usprawnienie przejść dla pieszych i oświetlenie drór na niebezpiecznych odcinkach) mogące wpłynąć na obniżenie liczby ginących pieszych.

Nie jest zaskoczeniem, że te propozycje skupiają się na zachowaniu kierowców i na relacji kierowca – pieszy. Z analiz wiadomo bowiem, że przy wypadkach śmiertelnych w Polsce w 72 proc. wina leży po stronie kierującego pojazdem, a zaledwie w 16 proc. po stronie pieszego (przy czym – jak podkreślają eksperci – przy wypadkach śmiertelnych odsetek obwinianych pieszych może być w Polsce zawyżany), zaś w 12 proc. wypadków przyczyny są inne lub nie udaje się ich ustalić.

Aż o jedną czwartą mniej zabitych na przejściach dla pieszych może być – zdaniem ekspertów PIU – po zaostrzeniu kontroli technicznych pojazdów w Polsce. Potrzeba m.in. nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i kar dla diagnostów, którzy dopuszczają niesprawne auta do ruchu.
Ten postulat PIU od lata tego roku jest „w toku” rządowych prac. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowało projekt nowelizacja Prawa o Ruchu Drogowym dostosowujący standardy kontroli technicznych pojazdów do wymogów UE. Jednak od kilku miesięcy projekt ten nie wchodzi pod obrady rządu – tymczasem nowe standardy powinny już zacząć obowiązywać w 2018 r.

Wydaje się, że szybciej w prawie może się znaleźć inna rekomendacja PIU. To zalecenie ujednolicenia dopuszczalnej prędkości w obszarach zabudowanych w Polsce do 50 km/h. Dziś kierowcy – i jest to wyjątek w Unii – mogą w Polsce w nocy jeździć 60 km/h. Tymczasem prędkość 50 km/h jest prędkością graniczną, po przekroczeniu której w przypadku zderzenia z pieszym radykalnie rośnie ryzyko jego zabicia. Z analizy PIU wynika, że ta zmiana prawa – oczywiście przy nadzorze powodującym jej przestrzeganie – mogłaby obniżyć o 15-20 proc. liczbę ofiar wypadków, do których dochodzi nocą w obszarze zabudowanym oraz o ok. 10-15 proc. zmniejszyć liczbę rannych w takich wypadkach.

To dziwactwo w polskim prawie – nieuzasadnione merytorycznie – wytknął też w Sejmie szef ETSC. Zarekomendował posłom i przedstawicielom rządu obniżenie nocnego limitu do 50 km/h. – Musicie wiedzieć, że za każdym razem, gdy zwiększacie limity prędkości, zwiększacie liczbę wypadków i ofiar – napomniał władze Antonio Avenoso.

Posiedzenie Komisji Infrastruktury i Krajowej Rady BRD. Fot. brd24.pl

Posiedzenie Komisji Infrastruktury i Krajowej Rady BRD. Fot. brd24.pl

I choć – jak ujawniliśmy w portalu brd24.pl – zapis dotyczący ujednolicenia prędkości w obszarze zabudowanym wypadł z ministerialnego projektu nowelizacji zanim ten trafił do społecznych konsultacji, wydaje się przesądzonym dopisanie go do prawa. Jak bowiem ujawnił w sejmie sekretarz Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Konrad Romik – wszystkie instytucje mające delegatów w Radzie zgodziły się na taką zmianę i Krajowa Rade BRD ją rekomenduje. Zgodni co do takiej zmiany byli też posłowie i eksperci obecni na posiedzeniu Komisji Infrastruktury.

Ostatnią – możliwą do relatywnie szybkiego wprowadzenie w Polsce – rekomendacją PIU jest zmiana prawa dająca pieszym, wzorem Zachodu, pierwszeństwo jeszcze zanim wejdą na przejście dla pieszych. Analiza Polskiej Izby Ubezpieczeń zakłada, że – na podstawie skutków, które przyniosła taka zmiana w innych krajach – liczba zabitych i ciężko rannych na przejściach dla pieszych w Polsce mogłaby obniżyć się o ok. 25 proc.

I w tym przypadku wydaje się, że politycy będą przychylni takiej zmianie prawa. Już podczas omawiania raportu o stanie bezpieczeństwa w ruchu drogowym we wrześniu w Sejmie, wiceszef Komisji Infrastruktury zasygnalizował, że posłowie myślą o zmianie prawa w tym zakresie. – Należałoby podjąć bardzo radykalne działania zapobiegające wypadkom z pieszymi – mówił poseł PiS Jerzy Polaczek. I dodawał: – Zaproponowano powrót do propozycji zmian w prawie, które zostały odrzucone w poprzedniej kadencji Sejmu, a dotyczyły nowej regulacji określającej uprzywilejowanie pieszego na przejściu i w jego okolicy.

Chęć wprowadzenia takiej zmiany podtrzymywał później w rozmowie z mediami także przewodniczący Komisji Infrastruktury poseł Bogdan Rzońca (PiS). Przywoływał przykłady innych krajów, które takie regulacje mają i liczba wypadków z pieszymi jest tam zdecydowanie niższa. – Musimy w tym dobrym kierunku pójść – powiedział TVN24 poseł Rzońca. – Musimy doprowadzić do takiego stanu, by pieszy czuł się bezpiecznie. Jeśli wykazuje intencję przechodzenia przez przejście, to wtedy kierowca musi absolutnie mu to przejście umożliwić – dodawał.

Jeśli mający większość w Sejmie PiS zaproponuje taką zmianę, to zostanie ona poparta również przez opozycję. Platforma, która próbowała wcześniej wprowadzić pierwszeństwo pieszych przed pasami (projekt upadł przez jeden głos w Senacie), z pewnością nie stanie przeciw takiemu pomysłowi.

Oczywiście wszystkie zmiany prawa pozostaną tylko papierowymi zapisami, jeśli po pierwsze – kierowcy nie zostaną dobrze poinformowani o nowych regulacjach, a po drugie – jeśli zabraknie nadzoru nad tym, czy się do nich będą stosować. W tej sprawie akurat raport PIU też przynosi rozwiązanie – rekomenduje bowiem również optymalizację rozmieszczenia oraz zwiększenie intensywności patroli i kontroli drogowych oraz zwiększenie efektywności mandatów karnych poprzez zmianę ich struktury.

Łukasz Zboralski

Tekst powstał w ramach debaty publicznej „Droga do bezpieczeństwa” organizowanej przez portal brd24.pl i Polską Izbę Ubezpieczeń
Droga do bezpieczeństwa - Debata o BRD w Polsce. portalu brd24.pl i Polskiej Izby Ubezpieczeń