Connect with us

Społeczeństwo

Rok po głośnym zabiciu pieszego w stolicy. Piesi pytają: gdzie zapowiadane przez rząd zmiany

Opublikowano

-

Białe buty w miejscach, w których w miastach zginęli w wypadkach piesi. Tak Piesza Masa Krytyczna przypomina, że po roku od głośnego wypadku w Warszawie i oficjalnej zapowiedzi premiera, na polskich drogach nic się nie zmieniło

Piesza Masa Krytyczna położyła białe buty w miejscach, gdzie ginęli piesi w Polsce. Źródło: Miasto Jest Nasze/Twitter

Piesza Masa Krytyczna położyła białe buty w miejscach, gdzie ginęli piesi w Polsce. Źródło: Miasto Jest Nasze/Twitter

Dziś w miastach można natknąć się na białe buty. Wiele osób pewnie zastanowi się, po co ktoś je układa na chodnikach, przy przejściach dla pieszych. To symbol. Buty położono tam, gdzie przez rok ginęli w wypadkach piesi. Tylko w samej Warszawie aktywiści z Pieszej Masy Krytycznej wskazali 20 takich miejsc – tyle osób straciło życie w ciągu ubiegłego roku.

Czas akcji nie jest przypadkowy. 20 października ubiegłego roku kierowca w Warszawie zabił na pasach młodego ojca. Ten zdążył odepchnąć wózek z dziećmi. Jego żona została ranna, na szczęście przeżyła.
Jak wynikało z opinii biegłych przygotowanej dla prokuratury 31-letni mechanik samochodowy Krystian O. jechał w tamtym miejscu, w środku miasta, swoim BMW aż 136 km/h. Śledczy postawili mu zarzut zabójstwa. Krystian O. twierdził, że oślepiło go słońce. Został tymczasowo aresztowany.

Po tym wypadku media nie odpuszczały i w końcu wymusiły na władzach deklaracje zmian. Sam premier Mateusz Morawiecki zapowiedział działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa pieszych, ale nie tylko ich. W efekcie to, co latami blokowano w Ministerstwie Infrastruktury – bo to ono odpowiada za bezpieczeństwo ruchu drogowego w Polsce – okazało się możliwe. Błyskawicznie powstał projekt zmiany prawa, który wreszcie miał ucywilizować zasady przy przejściach dla pieszych. Wpisano w nim jasne obowiązki kierowcy, który powinien ustępować już pieszemu w fazie wkraczania a nie tylko temu znajdującemu się już na pasach. Jednocześnie projekt zakłada ujednolicenie limitu prędkości w obszarze zabudowanym do 50 km/h w dzień i w nocy (przez indolencję i niewiedzę polskich polityków jesteśmy dziś wyjątkiem w UE, krajem, w którym uważa się, że nocą fizyka i biologia przestają obowiązywać – bo 50 km/h to prędkość graniczna w zderzeniach z pieszymi, powyżej niej ich szanse na przeżycie dramatycznie maleją). Projekt wprowadziłby też możliwość odbierania prawa jazdy kierowcom łamiącym limit prędkości o ponad 50 km/h także poza obszarem zabudowanym.
[czytaj więcej o „Pakiecie Morawieckiego”]

Propozycja zmiany prawa długo była konsultowana. Wiele osób – w tym przedstawicieli koncernów motoryzacyjnych – próbowało ją swoimi uwagami zablokować. Nie udało im się. Gotowy projekt trafił do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Tam jednak pozostał. Do dziś nie zajął się nim nawet Komitet Stały Rady Ministrów. Nie trafił więc i do Sejmu.

Tymczasem 2019 r., w którym doszło do tragedii na Sokratesa, był kolejnym rokiem od 2016 r. rosnącej liczby ludzi tracących życie w wypadkach na polskich drogach.
Gdybyśmy mieli kłaść białe buty nie tylko w miejscach, gdzie zginęli piesi, w całym kraju – biorąc pod uwagę 2019 r. – trzeba by ich położyć blisko 3 tys.

Łukasz Zboralski