Connect with us

Społeczeństwo

Rząd kłamał? Nie ma podstaw do obaw, że odbieranie praw jazdy nadmiernie obciąży powiaty

Opublikowano

-

Rząd usunął z projektu zmian prawa zapis o zabieraniu prawa jazdy na 3 miesiące kierowcom jeżdżącym o 50 km/h za szybko także poza obszarem zabudowanym. Tłumaczono, że Związek Powiatów Polskich wskazał, iż urzędnikom przybyłoby dwa razy więcej pracy. Sprawdziliśmy. ZPP nie ma danych do wysnucia takich wniosków
W warszawskiej policyjnej grupie "SPEED" oprócz nieoznakowanych radiowozów jeździ też KIA Stinger GT. Fot. Policja

Od kilku lat w Polsce działają specjalne grupy policji „SPEED” mające ścigać najszybszych piratów drogowych. Dlaczego nie miałyby efektywnie pracować także poza obszarem zabudowanym?. Fot. Policja

Za kilkanaście dni Sejm zajmie się już drugim czytaniem projektu zmiany Prawa o ruchu drogowym. Zakłada on nakaz dla kierowców ustępowania pieszym nie tylko znajdującym się na przejściu, ale także na nie wkraczającym oraz ujednolicenie maksymalnej prędkości w obszarach zabudowanych do 50 km/h i wprowadzenie reguły bezpiecznej odległości na drogach szybkiego ruchu (połowa prędkości pojazdu wyrażona w metrach).

Jednak projekt, który trafił do rządu z Ministerstwa Infrastruktury po szerokich społecznych konsultacjach, był inny. Zakładał jeszcze poszerzenie możliwości odbierania prawa jazdy kierowcom jadącym za szybko o 50 km/h także na drogi poza obszarem zabudowanym.

Jak torpedowano zapisy w rządzie

Wiadomo było – i wynika to z dokumentów konsultacji międzyresortowych – że przeciwny takim zapisom był resort Zbigniewa Ziobry. Ministerstwo Sprawiedliwości uważało, że byłoby to „niesprawiedliwe”. I od początku torpedowało projekt proponując stworzenie zapisu wyznaczającego procentowe przekroczenie prędkości wiążące się z sankcją zatrzymania prawa jazdy. W ten sposób przepis stałby się martwy, bo na autostradach policja mogłaby odebrać prawo jazdy wyłącznie jadącym szybciej niż 280 km/h, a na ekspresówkach jadącym powyżej 240 km/h.

Przeciwny odbieraniu prawa jazdy piratom poza obszarem zabudowanym był także ówczesny minister cyfryzacji Marek Zagórski.[czytaj więcej: Dwa resorty proponowały, by nie odbierać prawa jazdy za przekroczenie o 50 km/h na drogach szybkiego ruchu].

Uwagi resortu Ziobry i Zagórskiego zostały jednak w toku ministerialnych konsultacji odrzucone.

Ministerstwo: nadmierne obciążenie urzędników w powiatach

Dlatego późniejsze (podczas prac samego rządu) wymazanie przepisu pozwalającego usuwać z dróg piratów wzbudziło wiele kontrowersji. Odpowiedzi w tej sprawie domagali się dziennikarze i politycy opozycji. Przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury odpowiadali, że powód był merytoryczny – taka zmiana, zdaniem Związku Powiatów Polskich, doprowadziłaby do podwojenia pracy samorządowców z odbieraniem uprawnień.

„Zakres rzeczowy projektu dot. zatrzymywania prawa jazdy za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h poza obszarem zabudowanym spotkał się z negatywną oceną tego rozwiązania przez stronę samorządową wyrażoną m.in. przez Związek Powiatów Polskich w trakcie konsultacji publicznych i w ramach opiniowania przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego” – pisał w odpowiedzi na poselskie interpelacje wiceminister infrastruktury Rafał Weber.

Warto przy tym dodać, że ZPP tak naprawdę w ten sposób chciał wymusić większe pieniądze dla powiatów. Bo wnosząc swoją uwagę, takie właśnie proponował jej rozwiązanie. [czytaj: Związek Powiatów Polskich: niech piraci pokrywają koszty zatrzymywania im uprawnień]

Nie sposób jednak zauważyć, że wyjaśnienie wiceministra Webera przeczy zdaniu resortu, który sam reprezentuje. Bowiem w podczas konsultacji publicznych projektu zmian prawa Ministerstwo Infrastruktury uwagę ZPP odrzuciło. Wpisało: „Uwaga nieuwzględniona”. I tłumaczyło: „(…) Należy również wskazać, że zaproponowane zmiany dotyczące ruchu pieszych wpłyną także na ograniczenie liczby kierowców znacznie przekraczających prędkość na drogach na terenie zabudowanym. Dlatego Ministerstwo zakłada spadek ilość naruszeń przepisów w tym zakresie zarówno na drogach na terenie zabudowanym jak poza nim”.

Sprawdzamy. Skąd ZPP wziął groźbę „podwojenia pracy” w samorządach?

Skoro jednak to wniosek Związku Powiatów Polskich wpłynął na zmianę polskiej legislacji, postanowiliśmy sprawdzić, skąd przedstawiciele samorządowców wysnuli swoje wnioski. W uwadze napisali bowiem: „Nowelizacja ustawy może spowodować w początkowym okresie obowiązywania nowych regulacji znaczny wzrost zadań wykonywanych przez starostów. Podobnie jak w przypadku poprzedniej zmiany przepisów (wprowadzenie zatrzymania prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h w obszarze zabudowanym) liczba spraw polegających na wydaniu decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy wzrośnie najprawdopodobniej w stopniu podobnym lub wyższym czyli o około 40 000 spraw rocznie, tj. ponad 100 spraw administracyjnych na 1 starostwo rocznie. Biorąc pod uwagę powyższe, oraz skomplikowany charakter postępowań, należy wskazać, że w wielu powiatach wprowadzenie tego rozwiązania może wiązać się z koniecznością zatrudnienia dodatkowych pracowników, którzy będą odpowiedzialni za realizację lub wspomaganie realizacji tego zadania”.

Najpierw liczby. ZPP straszy, że po zmianie prawa przybyłoby 40 tys. spraw rocznie. To już nadużycie. Przez rok po wprowadzeniu w 2015 r.możliwości odbierania prawa jazdy w obszarze zabudowanym policjanci zatrzymali 33500 uprawnień.

W tym roku – gdy wiemy z pomiarów, że kierowcy w Polsce przy pustych drogach zaczęli rozwijać większe prędkości – policjanci odbierali rekordowo dużo praw jazdy.
Jak wynika z danych przekazanych nam przez ZPP od stycznia do listopada 2020 r. w ogóle zatrzymano w starostwach 39 617 praw jazdy. A przecież do starostów wpływają wnioski o zatrzymanie uprawnień nie tylko w związku z przekraczaniem nadmiernej prędkości w obszarze zabudowanym.

Liczba zatrzymywanych uprawnień w starostwach i urzędach miast na prawach powiatu

Średnia liczba praw jazdy zatrzymywanych przez jeden powiat lub urząd gminy na prawach powiatu może wydawać się w skali roku duża. Jednak w skali miesiąca to nieco ponad 9 praw jazdy zatrzymywanych przez jeden urząd. Czyli w polskich starostwach zatrzymuje się prawo jazdy średnio co 3 dni. Czy to jest ogrom pracy?
Zatem nawet, gdyby rzeczywiście – ale przecież tylko początkowo, bo kara zacznie działać i coraz mniej kierowców zacznie popełniać wykroczenie – liczba zatrzymywanych uprawień wzrosła o 100 proc. i gdyby każde starostwo co drugi dzień zatrzymywało jeden dokument prawa jazdy, czy będzie to nadmierne obciążanie samorządowców pracą?

Oczywiście w ogóle trudno zakładać, że nastąpi dwukrotny wzrost uprawnień zatrzymywanych z powodu przekraczania prędkości o ponad 50 km/h. Bo – jak wynika z danych samej Komendy Głównej Policji – nawet podczas specjalnych akcji „prędkość” skuteczność pomiarów polskiej drogówki jest skandalicznie niska. Jeden patrol drogówki przez całą dobę specjalnej akcji przyłapuje średnio 5 kierowców przekraczających prędkość.

Zapytaliśmy też więc wprost ZPP, skąd wziął swoje szacunki i na czym je oparł? Chcieliśmy wiedzieć, czy uwzględnił np. wydolność służby nadzoru. Okazało się, że przedstawiciele samorządów powiatowych oszacowali to sobie… bez odpowiednich danych. Bo tych, jak sami przyznają, nie mają.

„Przyjęto, że w przypadku wejścia w życie nowych rozwiązań nastąpi podwojenie liczby zatrzymanych praw jazdy. Jest to założenie bardzo zgrubne, jednakże wobec niewielkiej liczby powszechnie dostępnych danych dotyczących przekroczenia prędkości przez kierowców, a także liczby czynników wpływających na liczbę stwierdzonych naruszeń w zakresie prędkości ruchu (np. lokalizacja fotoradarów, decyzje Policji dotyczące miejsc kontroli prędkości) trudno jest znaleźć bardziej wiarygodne oszacowanie” – odpisał nam Grzegorz P. Kubalski, zastępca dyrektora Biura Związku Powiatów Polskich.

Kubalski powołał się na generalny pomiar ruchu z 2015 r. Wynika z niego, że istotnie poza obszarem zabudowanym dopuszczalna prędkość o ponad 50 km/h przekraczają następujące odsetki kierowców: 2,16 proc. – na autostradach; 1 proc – na ekspresówkach; 0,53 proc. – na drogach krajowych; 0,59 proc. – na drogach powiatowych.
Podobne odsetki kierowców przekraczały wówczas prędkość w obszarze zabudowanym na drogach wojewódzkich, krajowych i powiatowych.

„Uwzględniając wyniki Generalnego Pomiaru Ruchu 2015 można w oparciu o powyższe dane przyjąć, że liczba penalizowanych czynów poza terenem zabudowanym będzie porównywalna z liczbą popełnianych na terenie zabudowanym, a ewentualne różnice będą konsekwencją polityki organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ruchu drogowego” – przekonuje Kubalski.

Z tym, że znów – jest to założenie tak uproszczone. Nieco bardziej racjonalne założenia można by wysnuć posiadając wiedzę Komendy Głównej Policji dotyczącej tego, ilu obecnie rocznie kierowców poza obszarem zabudowanym zostaje przyłapanych na przekraczaniu prędkości o 50 km/h lub więcej. W dodatku należałoby też wiedzieć, ilu z tych kierowców zostaje potem ukaranych mandatami, a ilu sprawy kierowane są do sądów.
I wtedy trzeba by się też zastanowić, co jest lepsze dla obywateli – obciążanie sądów pracą przy tego typu sprawach, czy automatyczne zatrzymywanie uprawnień i wykonywanie czynności przez urzędników w urzędach powiatowych?

Jak pracują w powiecie przy zatrzymywaniu uprawnień

A jak wygląda owa praca przy zatrzymywaniu uprawnień w powiatach? Grzegorz P. Kubalski wyliczył, że obejmuje ona 12 czynności:

„Po otrzymaniu informacji od Policji/GITD pracownik wydziału komunikacji (działając w imieniu starosty/prezydenta miasta na prawach powiatu jako organu dokonuje):
1. jeżeli informacja została przekazana poza systemem CEPiK – wprowadzenia informacji o zatrzymaniu do systemu CEPiK (po wejściu w życie tzw. elektronicznego zatrzymania prawa jazdy ma małe znaczenie);
2. wysyła (listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru) zawiadomienie o wszczęciu postępowania administracyjnego wraz z informacją o możliwości zapoznania się przez stronę (kierowcę) z aktami i wypowiedzenia się co do zebranego materiału dowodowego;
3. w przypadku zainteresowania ze strony kierowcy – udostępnia mu akta sprawy;
4. w przypadku odwołania się przez kierującego do przesłanki działania w warunkach bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeśli niebezpieczeństwa nie można było uniknąć inaczej, a poświęcone dobro w postaci bezpieczeństwa na drodze przedstawiało wartość niższą od dobra ratowanego – przeprowadza pełne postępowanie dowodowe (włącznie z ewentualnym przesłuchaniem świadków i strony);
5. w oparciu o otrzymany wniosek przygotowuje projekt decyzji wraz z uzasadnieniem. W przypadku bierności ze strony kierowcy uzasadnienie może być względnie skrótowe, w przypadku gdy kierowca przedstawia swoje stanowisko – zwłaszcza w zakresie przywołanym w pkt 4 – uzasadnienie musi być obszerne;
6. wydaje decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy i wysyła ją adresatowi decyzji (listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru);
7. w przypadku wniesienia odwołania – przeprowadza ocenę, czy istnieją przesłanki do dokonania tzw. samokontroli decyzji, w przypadku negatywnej weryfikacji przygotowuje akta do przesłania organowi II instancji wraz z ewentualnym ustosunkowaniem się do zarzutów odwołania;
8. wprowadzenia do systemu CEPiK informacji o wydaniu decyzji.

Bezpośrednią konsekwencją zatrzymania prawa jazdy jest konieczność jego zwrotu, a zatem związane z tym czynności też muszą być uwzględnione. W tym zakresie pracownik wydziału komunikacji (działając w imieniu starosty/prezydenta miasta na prawach powiatu) dokonuje:
9. przyjęcia wniosku o zwrot zatrzymanego prawa jazdy;
10. weryfikacji spełnienia przesłanek zwrotu prawa jazdy;
11. weryfikacji czy kierowca uiścił opłatę ewidencyjną na Fundusz CEPiK (50 gr), a w przypadku negatywnego wyniku weryfikacji  wzywa do uiszczenia tej opłaty (w najgorszym przypadku – listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru);
12. w przypadku pozytywnej weryfikacji dokonuje zwrotu zatrzymanego prawa jazdy poprzez odpowiednią adnotację w systemie CEPiK i ewentualny fizyczny zwrot”.

Co jest najważniejsze

W normalnym kraju po wskazaniu, iż taki sam odsetek kierowców przekracza znacznie dopuszczalne prędkości poza obszarem zabudowanym jak i w obszarze zabudowanym, w ogóle nie powinniśmy odbywać dyskusji dotyczącej rzekomego nadmiernego obciążenia pracą urzędników przy usuwaniu piratów z dróg. Wręcz przeciwnie. Te dane w demokracji są po prostu wskazaniem do tego, że taka nowelizacja prawa jest konieczna. Być może z przeznaczeniem dodatkowych pieniędzy na obsługę administracyjną (choć jak udowadniamy – jest to potrzeba wątpliwa) np. w pierwszym roku po zmianie. Wszak Krajowa Rada BRD, od dawna wylicza ile ocalimy dla PKB polski – prawie 2 mln zł za każdego niezabitego na drodze i nieco ponad 2 mln zł za każdego, kto na drodze nie zostanie ciężko ranny.

Jeśli zaś władze kraju nie mają prawdziwych argumentów za tym, by nie wprowadzać zmiany pozwalającej na szybkie usuwanie piratów z dróg także poza miastami, nie powinny nas okłamywać. A przynajmniej nie kłamać w tak nieudolnie.

Łukasz Zboralski