Staranowani przez TIR-y. Dlaczego tak wzrosła liczba wypadków powodowanych przez ciężarówki?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Choć za większość wypadków na polskich drogach odpowiadają kierowcy samochodów osobowych, to jednak w 2016 r. nastąpił ogromny wzrost wypadków z winy kierowców ciężarówek. Skąd ten dramatyczny skok?

Spalona cysterna Źródło: KP PSP Sokółka

Spalona cysterna Źródło: KP PSP Sokółka

Środa 17 maja w Bydgoszczy. Godzina 3 w nocy. 52-letni taksówkarz wiezie przez miasto dwóch pasażerów. Nagle, gdy jadą przez rondo, zjeżdżający z mostu TIR nie ustępuje pierwszeństwa przejazdu i miażdży taksówkę. Ginie taksówkarz oraz 34-letnia kobieta i 27-letni mężczyzna, których wiózł. Kierowca ciężarówki został zatrzymany.

Tragedii spowodowanych na drogach przez kierowców ciężarówek nadal jest o wiele mniej niż tych powodowanych przez kierowców osobówek (czyli ok. 10 proc. wypadków). Ale w ostatnim roku ich liczba znacznie wzrosła – odnotowano to w rządowy raporcie o stanie bezpieczeństwa drogowego.

ciezarowki_ofiary_ofiaryciezarowek

ciezarowki_ofiary_kierowcy

Urzędnicy przyznają, że nic nie wiedzą

Niestety rządowe podsumowanie nie przynosi żadnej odpowiedzi na pytanie, jakie mogą być przyczyny tak poważnie zwiększonej liczby wypadków powodowanych przez kierowców ciężarówek w Polsce. Jest nawet gorzej – w raporcie Krajowej Rady BRD urzędnicy zauważają, że to druga grupa na drogach pod względem liczby spowodowanych wypadków, ale przyznają wprost, że nie potrafią nawet dobrze oszacować wzrostu wypadków w 2016 r. w stosunku ro doku poprzedniego. „Ze względu na różnice przyjęte w 2016 r. w sposobie rejestrowania wypadków z udziałem samochodów ciężarowych w SEWiK porównywanie danych dla tej kategorii pojazdów nie jest możliwe” – czytamy w raporcie Krajowej Rady BRD.

Ekspert: państwo jest bezradne

Można więc jedynie podejrzewać, że za wzrostem wypadków stać może trudny rynek w polskiej branży transportowej. Firmom bardzo brakuje kierowców. Po pracowników sięgają już na Ukrainę – w polskich firmach w rok przybyło ich naprawdę wielu. Nie jest więc wykluczone, że do zawodu trafiają coraz słabsi fachowcy.

Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców – Transport i Logistyka Polska zwraca uwagę, że nie wiadomo, jakie auta przypisywane są do kategorii „ciężarowe”. Czy nie są wliczane do niej również busy, samochody o dopuszczalnej masie całkowitej 3,5 tony oraz auta z tzw. kratką, rejestrowane jako ciężarowe. – Nie wiadomo też, ilu sprawców wypadków to kierowcy polscy, a ilu jest cudzoziemców – mówi. – A to wszystko dowodzi, że analiza wypadków na drogach w Polsce jest wykonywana w bardzo powierzchowny sposób. Nie daje żadnych odpowiedzi na to, co naprawdę się na nich dzieje.

Wroński zwraca też uwagę, że państwo czasem jest bezradne. – Nie ma żadnego nadzoru, który pozwoliłby porównywać niektóre zjawiska i trendy z istniejącymi bazami danych – zauważa i podaje przykład: – Nikt nie zestawia naruszeń przepisów ruchu drogowego popełnionych przez kierowców w konkretnej firmie transportowej i szuka przyczyn jeśli ich poziom znacząco odbiega od średniej. A może warto sprawdzić sprawdzić w takim przypadku, czy okresowe szkolenia kierowców nie są w tej firmie fikcją. Tajemnicą poliszynela jest, że często zamiast pięciodniowego szkolenia, kierowcy otrzymują zaświadczenie po jednym dniu. Brakuje nam więc w systemie nadzoru pewnej refleksji nad głębokimi przyczynami zjawisk, które obserwujemy.

luz