Szokujący pościg na S3. Czy policja złamała procedury?

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

W deszczu, pod prąd, kolumną rozdzielonych pojazdów – tak policja ścigała złodzieja na S3. Komenda Główna Policji unika odpowiedzi, czy odbyło się to zgodnie z procedurami. Dlaczego?

To nagranie niedawno stało się głośne w Internecie. Jeden z kierowców udostępnił zapis z rejestratora jazdy. Widać na nim, że na drodze ekspresowej S3 najpierw pod prąd mija go jedno auto, a za chwilę kilka kolejnych – policyjnych. W deszczu, przy słabej widoczności, ma wiele szczęścia, że unika zderzenia czołowego.

Jak później wyszło na jaw, w ten sposób policja prowadziła pościg za kierowcą skradzionego audi A6. Kierowca nie zatrzymał się do kontroli, potrącił funkcjonariusza i zaczął uciekać drogą ekspresową pod prąd. Ruszyło za nim kilka policyjnych samochodów.

Czy funkcjonariuszy wybrali dobry wariant takiej akcji? Kilka samochodów pędzących pod prąd z pewnością potęgowało zagrożenie dla jadących prawidłowo kierowców. Zapytaliśmy więc Komendę Główną Policji – jakie są procedury pościgów w takich przypadkach i czy zostały one dochowane na S3.

Policja: mamy prawo jechać pod prąd

KGP pracowało nad odpowiedzią kilka dni. Sprowadza się do ogólnego przypominania, że policja prowadząc pojazd uprzywilejowany ma prawo nie stosować się do przepisów czy znaków drogowych i w związku z tym może m.in. jechać pod prąd. „Wynika to bezpośrednio z przepisów zawartych w Ustawie prawo o ruchu drogowym” – napisał mł. asp. Antoni Rzeczkowski z Wydziału Prasowo-Informacyjnego Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.

Ale nie tylko ustawa reguluje to, jak policjanci powinni się zachowywać w takich sytuacjach. Są jeszcze procedury. Pytaliśmy, jakie – i czy zostały dochowane. „Policja ma wypracowane procedury prowadzenia pościgów, z którym policjanci są zapoznawani podczas szkoleń zarówno teoretycznych, jak i praktycznych, prowadzonych w policyjnych szkołach” – odpisał Rzeczkowski.

Co mówi zarządzenie Komendanta Głównego Policji w sprawie pościgów?

Rzecznik KGP w ten sposób spróbował ominąć odpowiedź na pytanie o to, jakie te procedury są i czy zostały dochowane podczas pościgu na S3. Bo nie chodzi przecież o jeden radiowóz, który mógłby gonić pirata (powodującego największe zagrożenie) pod prąd. Chodzi o to, że na nagraniu pościgu widać pięć policyjnych samochodów. W dodatku jadą w sporych od siebie odstępach.

Czy KGP nie chciała podać konkretnych wytycznych i odnieść się do nich dlatego, że są to zapisy, które akcję pościgową na S3 czynią co najmniej kontrowersyjną?

Chodzi o”Zarządzenie nr 1355 Komendanta Głównego Policji z dnia 20 grudnia 2007 r.
w sprawie metod i form organizowania i prowadzenia przez Policję pościgów i zorganizowanych działań pościgowych”.

W jego rozdziale 2 (Pościg krajowy) w paragrafie 8 zapisano, jakimi zasadami należy się kierować podczas prowadzenia pościgu krajowego.  Podpunkt 5 nakazuje „unikania narażania na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub doznania uszczerbku na zdrowiu policjantów prowadzących pościg i osób znajdujących się bezpośrednio w obszarze działań pościgowych”.

Jeszcze bardziej wyraźny w tej sprawie jest paragraf 10 tego samego rozdziału: „1. Policjant odstępuje od podjęcia pościgu krajowego, a podjęty przerywa w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia osób trzecich”.

Czy w przypadku ograniczonej widoczności ruszenie nie jednym radiowozem a kilkoma pojazdami w pościg pod prąd na drodze ekspresowej było w świetle tych przepisów zachowaniem właściwym?
Policja nie chce na to pytanie odpowiedzieć. Może powinno więc odpowiedzieć MSWiA?

Łukasz Zboralski