Connect with us

Społeczeństwo

UJAWNIAMY: NIK kontroluje odcinkowy pomiar prędkości. Czy naprawdę poprawił bezpieczeństwo?

Opublikowano

-

Jak ustalił portal brd24.pl kontrolerzy NIK badają, czy odcinkowy pomiar prędkości naprawdę poprawił bezpieczeństwo na drogach

NIK bada czy odcinkowy pomiar prędkości CANARD rzeczywiście uczynił drogi bezpieczniejszymi Fot. materiały CANARD

NIK bada czy odcinkowy pomiar prędkości CANARD rzeczywiście uczynił drogi bezpieczniejszymi Fot. materiały CANARD

Od kilku tygodni kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli badają, jak działa odcinkowy pomiar prędkości w ruchu drogowym. To 29 odcinków dróg w Polsce, które wyposażono w kamery kontrolujące (na wjeździe i na wyjeździe), czy kierowca średnio nie jechał szybciej niż dopuszczalna tam prędkość. System działa w Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, podlegającym Głównemu Inspektoratowi Transportu Drogowego.
Na zbudowanie tego systemu (wraz z systemem fotoradarowym) wydano ponad 180 mln zł, z czego większość stanowiła dotacja z UE.

„Podczas kontroli sprawdzimy m.in. czy system odcinkowego pomiaru prędkości wpłynął na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym” – poinformował brd24.pl wydział prasowy NIK. Z naszych ustaleń wynika, że kontrolerzy mogą badać też np. nadzór urzędników nad pracą CANARD w tym zakresie.

Niepokojące sygnały już dwa lata temu

Warto przypomnieć, że budowany przez olsztyńską firmę Sprint rodził się w bólach. Po tym, jak firma wygrała pierwszy przetarg na testach okazało się, że jej system… nie działa do końca sprawnie. Nie rejestrował wszystkich pojazdów, więc nie można było określać statystyki popełnianych wykroczeń. Firma tłumaczyła, że przyczyną była awaria techniczna dysku. Przetarg powtórzono, zgłosiła się do niego tylko firma Sprint. I wówczas testy już się udały.

Do tej pory tylko raz podsumowano pracę odcinkowego pomiaru prędkości. Pod koniec 2016 r. na konferencji w CANARD pokazano badanie Instytutu Badawczego Dróg i Mostów, który oceniał sprawność instalacji i jej wpływ na kierowców [czytaj więcej]. Już wówczas z porównania między fotoradarami a odcinkowymi pomiarami prędkości wynikało, że te drugie w mniejszym stopniu wpływają na zachowanie kierowców – liczba kierowców zdejmujących nogę z gazu była mniejsza.

Przedstawiciele CANARD sami uznali wówczas, że ocena skuteczności fotoradarów prawie we wszystkich lokalizacjach jest „pozytywna”, ale w przypadku odcinkowych pomiarów prędkości przyznali, że zdecydowana większość instalacji (58 proc.) ma skuteczność zaledwie „zadowalającą”.

W przypadku fotoradarów CANARD podawał dokładne dane dotyczące tego, jak wpłynęły na redukcję wypadków, liczby zabitych i rannych – w miejscach instalacji wypadki spadły o 36,8 proc., zaczęło ginąć średnio o połowę ludzi mniej a o ponad 40 proc. zmalała liczba rannych.

Na tej samej prezentacji w CANARD nie powiedziano wówczas ani słowa o tym, o ile odcinkowe pomiary prędkości zredukowały wypadki, ofiary śmiertelne i rannych. Czy właśnie dlatego sprawę bada teraz NIK?

Dlaczego urzędnicy boją się redukcji wypadków o połowę?

Kontrola NIK to nie jedyny kłopot CANARD. Za czasów PiS służba stała się „gorącym kartoflem”, który nawzajem próbowały sobie wcisnąć Ministerstwo Infrastruktury (obecnie nadzorujące GITD i CANARD) i MSWiA (nadzorujące Policję, do której fotoradary miały trafić – ale ostatecznie nie trafią).

Politycy jak ognia bali się faktu, że służba miała już zarezerwowane pieniądze na rozbudowę systemu. To, co jest normalne w innych krajach – automatyczne systemy wystawiają tam ponad 90 proc. mandatów za przekroczenia prędkości, a policja może zajmować się innymi sprawami, a dzięki temu o połowę spada liczba wypadków w tych miejscach – przez polskich polityków uznawane jest za „drażnienie kierowców, którzy są wyborcami”. To prawdopodobnie dlatego w oficjalnych planach działającej w resorcie infrastruktury Krajowej Rady BRD na najbliższe lata nawet nie wpisano rozbudowy systemu CANARD.

O połowę mniej urządzeń i system w rozsypce

Wcześniej CANARD zapowiadał, że kupi w sumie ok. 600 nowych urządzeń nadzorujących kierowców. W grudniu ubiegłego roku okazało się, że zakupy będą o połowę mniejsze i przybędzie jedynie 358 urządzeń. W dodatku zdecydowana większość zastąpi już wysłużone urządzenia, działające od 2011 r. – do wymiany przeznaczono 247 fotoradarów. Nowych instalacji nie należy się spodziewać wcześniej niż w 2021 r.

Widać więc, że zamiast rozbudować system, który odciąży policję i znacznie poprawi bezpieczeństwo w niebezpiecznych miejscach na polskich drogach, urzędnicy raczej system zwijają. Zwłaszcza, że od początku CANARD jest niewydolny kadrowo – dlatego jedna czwarta fotoradarów i tak była wyskalowana tak wysoko, by praktycznie nie łapać kierowców [czytaj więcej].

A do tego CANARD nie podpisał na czas umowy serwisowej dotyczącej 253 urządzeń Fotorapid CM Zurad. Przez to – jak ujawniliśmy w brd24.pl – już w listopadzie służba zaczęła wyciągać z masztów urządzenia, którym skończyła się legalizacja [czytaj więcej].

Po zmianie władzy służbą zarządzać zaczął znany emerytowany policjant ruchu drogowego Marek Konkolewski. We wrześniu ubiegłego roku złożył jednak niespodziewaną dymisję. Wystartował w wyborach samorządowych w rodzinnym Starogardzie Gdańskim, ale nie udało mu się zostać burmistrzem.
Po Konkolewskim dyrektorem CANARD został Roman Winiarz. Pojawiły się pogłoski, że i on chciał teraz zrezygnować z pracy, ale biuro prasowe służby na nasze pytania o dymisję odpowiedziało przecząco: – Nie mamy takiej informacji, że dyrektor złożył wypowiedzenie – usłyszeliśmy w CANARD.

Łukasz Zboralski