Więcej stref „tempo 30”? W Irlandii, Niemczech i Szkocji eksperci BRD naciskają na rządy

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

Organizacje BRD na zachodzie Europy apelują, by tworzyć więcej stref „tempo 30” w miastach. Szkoci mają już nawet ustawę, która obniży dopuszczalną prędkość w obszarach zabudowanych z 50 km/h do 30 km/h

Organizacje zajmujące się BRD w Europie apelują o rozszerzania stref tempo 30. Fot CC0

Organizacje zajmujące się BRD w Europie apelują o rozszerzanie stref „tempo 30”. Fot CC0

Europejska Rada Transportu Drogowego (ETCS), która od lat jest orędownikiem stosowania w miastach stref uspokojenia ruchu zwanych „tempo 30” poinformowała, że wzrasta presja organizacji BRD na ustawodawców w sprawie tworzenia kolejnych takich stref w Unii Europejskiej.

Irlandzka organizacja członkowska ETCS – Road Safety Authority (RSA) – zwróciła uwagę władzom, że w Irlandii strefa „tempo 30” istnieje głównie w Dublinie, a pozostałe miasta nie poszły za przykładem stolicy zielonej wyspy. Prezes RSA Moyagh Murdock wezwała irlandzkich decydentów do działania, tak, by reszta kraju nie pozostawała w tyle za Dublinem.

Z kolei organizacja DVR z Niemiec publicznie zwracała uwagę, że „tempo 30” to rozwiązanie, które najlepiej chroni pieszych i rowerzystów w tych miejscach, w których mogą oni zetknąć się z samochodami. Szef DVR powiedział, że ochrona tych uczestników ruchy jest wręcz obowiązkiem państwa. Na jego wypowiedzi zareagowała niemiecka minister środowiska, która oświadczyła, że w terenie zurbanizowanym prędkość 30 km/h powinna być jedyna dozwoloną.

Z kolei w Szkocji zakończyły się właśnie konsultacje społeczne nad projektem ustawy, który już trafił do szkockiego parlamentu – chodzi w nim o obniżenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym z 30 mil/h (48,3 km/h) do 20 mil/h (32,2 km/h).

Organizacje BRD zwracają jednak uwagę, że nie wystarczy samo postawienie znaku ograniczenia prędkości do 30 km/h, by kierowcy zwolnili. Belgijski Vias institute przeprowadził badanie, z którego wynika, że aż 90 proc. belgijskich kierowców nie przestrzega ograniczenia prędkości w strefach „tempo 30”. Ich średnia prędkość wynosiła 43 km/h (i tak była lepsza od tej z badania z 2007 r. – 52 km/h). Vias institute podkreślił, że bez budowy choćby progów zwalniających sytuacja się nie poprawi.

Mniejsza prędkość, mniej wypadków

W Polsce coraz więcej miast decyduje się na to by wprowadzić – przynajmniej w ścisłym centrum – strefy uspokojonego ruchu „tempo 30”. Pionierem był Gdańsk, który 2010 r. objął strefą „tempo 30” Stare i Nowe Miasto. W kolejnych latach miasto stopniowo rozszerzało strefę i chwaliło się efektami – mniejszą liczbą wypadków z udziałem pieszych i rowerzystów, spadkiem średnich prędkości pojazdów w mieście. Dzięki strefom uspokojonego ruchu zmniejszył się także hałas w jej okolicach i emisja CO2.

Strefami tempo 30 mogą się pochwalić również takie miasta jak Kraków, Łódź, Warszawa, Radom, Katowice czy Jaworzno, o którym niedawno pisaliśmy na brd24.pl. W tym mieście nie było ani jednego wypadku ze skutkiem śmiertelnym od czerwca ubiegłego roku.

W Polsce strefy „tempo 30” to wciąż niewielki odsetek miejskich dróg. Często wynika to z tego, że przeciwko strefom uspokojonego ruchu protestują kierowcy, a politycy w obawie przed utratą poparcia rezygnują ze sprawdzonych już rozwiązań BRD. W wielu zachodnich miastach strefy „tempo 30” obowiązują nawet na 70 proc. miejskich dróg.
Drugim polskim problemem jest fakt, że w kraju praktycznie nie istnieje silna organizacja zajmująca się bezpieczeństwem drogowym. W kraju działają liczne fundacje i stowarzyszenia, zwykle zajmują się jedynie niewielkimi projektami edukacyjnymi.

ETSC, która nieustannie lobbuje na rzecz stref „tempo 30”, już w 2014 r. apelowała do Komisji Europejskiej, by ta zachęcała wszystkie państwa członkowskie do przyjęcia maksymalnego ograniczenia prędkości 30 km/h na obszarach mieszkalnych i stref z dużą liczbą pieszych i rowerzystów.

AN