Connect with us

Filmy

5 tys. zł za „driftowanie” po parkingu. W sieci oburzenie: przecież ćwiczył umiejętności. Doprawdy?

Opublikowano

-

Młodzian w BMW szalał samochodem po parkingu w Ostrowcu Świętokrzyskim. Policja zidentyfikowała go dzięki monitoringowi. Dostał 5 tys. zł mandatu. W sieci oburzenie, że został ukarany za „naukę umiejętności”. – Problem w tym, że takie parkingowe drifty niczego nie uczą – mówi instruktor bezpiecznej jazdy

Policja z Ostrowca Świętokrzyskiego dostała nagranie z monitoringu obejmującego parking przed jednym z miejscowych supermarketów. Na nagraniu uwieczniono kierowcę BMW, który wieczorem postanowił „driftować” w tym miejscu. Wprowadzał swój samochód w poślizgi. Zdaniem policji stwarzał niebezpieczeństwo – bo robił to w pobliżu zaparkowanych samochodów a nawet pieszych (na filmie widać, że jedni piesi nawet próbowali mu zwracać uwagę).

Policjanci ustalili tożsamość kierowcy. Okazał się nim 24-letni ostrowczanin. Za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym został ukarany mandatem karnym w wysokości 5000 złotych.

Gdzie mają się uczyć? Na torze. Bo na parkingu nie uczą się niczego

Jeden z portali motoryzacyjnych napisał o tym zdarzeniu w sposób, który mógłby sugerować, że policja utrudnia młodym kierowcom samodzielną naukę panowania nad kierownicą. „Młodzi kierowcy próbujący doskonalić swoje umiejętności jazdy w kontrolowanym poślizgu, najczęściej robią to pod osłoną nocy na parkingach pod marketami. Zachowania tego typu są negatywnie odbierane przez policję i bywają bardzo kosztowne” – czytamy we wpisie Moto.pl na Facebooku.

Pod takim wpisem natychmiast zaroiło się od wpisów kierowców, którzy piętnują karanie domorosłych drifterów. To tylko niektóre z komentarzy:

„Debilizm.. i to ze strony policji.. bardzo im przeszkadza że nie leżą zacpani tylko bawią się i to nie na drodze tylko parkingu”.

„niech za hajs z tych mandatów zbudują tory i miejsca gdzie można się w taki sposób bawić…”

„ja katowałem gruza na parkingach idzięki temu uniknąłem sporo niebezpiecznych sytuacji i wyszedłem bez szkody dla siebie czy innych, bo pamięć mięśniowa wyuczona i wiem jak auto się zachowa i co mam robić bez zastanowienia, to jest jak gra na instrumencie”.

Tymczasem w rzeczywistości ludzie pasjonujący się motoryzacją i urządzający sobie tego typu „ćwiczenia” na parkingach zdaniem ekspertów nie nabywają wcale umiejętności przydatnych w realnych sytuacjach na drodze.

– Jest taka część kierowców u nas na szkoleniach, którzy mocno pasjonują się motoryzacją i próbowali już wcześniej ślizgać się na jakiś parkingach. Podczas szkolenia często dziwią się: no jak to jest! Na parkingu mi wychodziło, a tutaj nie wychodzi! – opowiadał niedawno w rozmowie z brd24.pl Adam Bernard, instruktor bezpiecznej jazdy z Toru Modlin. I tłumaczył: – My u nas na płycie poślizgowej mamy wymalowane pasy ruchu. U nas trzeba utrzymać się w swoim pasie. Kto się przy poślizgu wprawdzie nie obróci, ale wyląduje na trzecim pasie ruchu obok, to zwracamy mu uwagę, że w realnej sytuacji byłby już dawno poza drogą. I wielu z nich dopiero wówczas uświadamia sobie, że na takich parkingach, wielkich placach, to tam nie ma pasów ruchu odwzorowanych. Dla nich sukcesem jest doprowadzenie do tego, żeby auta nie obróciło. Co z tego, jeśli przy takich manewrach realnie na drodze wpada się na inny pas, może na zderzenie czołowe, albo wypada z drogi? To już w sumie lepiej, żeby samochód obróciło, ale żebyśmy pozostali na własnym pasie ruchu.

Warto rozwiewać utrwalony w Polsce mit dotyczący tego, że zapewniającej bezpieczeństwo techniki prowadzenia pojazdu można nauczyć się kręcąc „bączki” na parkingach. Warto też wciąż demaskować inny mit: wbrew pozorom w kraju jest wiele torów, na których odpłatnie można bezpiecznie spróbować swoich umiejętności za kierownicą albo oddać się pod opiekę wykwalifikowanym instruktorom podczas specjalistycznych szkoleń z bezpiecznej jazdy.

ai