Connect with us

Filmy

Cmentarze (i złomowiska) są pełne kierowców, którzy mieli pierwszeństwo

Opublikowano

-

Kilka ton stali nie zatrzyma się w miejscu, a przy zderzeniach bocznych pasy niewiele pomagają. Dlatego kierowcy, którzy mają zielone światło lub są na drodze z pierwszeństwem, nie powinni bezrefleksyjnie wjeżdżać na skrzyżowania

Tak często powtarzamy to po wypadkach z pieszymi na przejściach, tymczasem wciąż pomijamy w edukacji kierowców – a to przecież ich zdecydowanie więcej ginie na polskich drogach. W dodatku najczęściej giną właśnie przez tych, którzy nie udzielają pierwszeństwa przejazdu (najczęstsza przyczyna wypadków drogowych w Polsce – dane KGP o wypadkach za 2021 r.).

Pora więc rzec, tak sam jak w przypadku pieszych na przejściach – że nie istnieje coś takiego jak bezwzględne pierwszeństwo! Po za tym, co z tego, że ktoś ma pierwszeństwo, jeśli korzystając z niego może zginąć? Dlatego każdy kierowca jadący na zielonym świetle lub drogą z pierwszeństwem przejazdu, przed wjechaniem na skrzyżowanie powinien zatrzymać się i rozglądać w prawo i w lewo – trzeba mieć pewność, że inni tego pierwszeństwa ustąpią.

Tu świeży przykład z ulicy Puławskiej w Warszawie z 27 maja, gdzie jeden kierowca miał zielone światło i postanowił wykorzystać swoje pierwszeństwo. Widać, jak się skończyło:

Cmentarze i złomowiska są pełne!

Kierowcy powinni się też poważnie zastanowić, czy jechać drogą z pierwszeństwem, gdy na podporządkowanej dojeżdża ciężarówka. Każdy kierowca zawodowy, prowadzący olbrzymie zestawy, wie to przecież dobrze – i może każdemu opowiedzieć przy wódce podczas pauzy na parkingu – kilka ton stali nie stanie w miejscu! Co z tego, że się ma pierwszeństwo? Cmentarze są pełne kierowców, którzy mieli pierwszeństwo, a złomowiska są pełne pięknych samochodów, które kiedyś miały pierwszeństwo (poza tymi, które mimo szkody całkowitej jakimś magicznym sposobem wciąż wracają na polskie trasy).

Należy też przypomnieć kierowcom, którzy mają czerwone albo późne pomarańczowe, by jasno określali swoje zamiary. Skąd kierowca jadący na zielonym ma wiedzieć, czy ktoś na pewno stoi na czerwonym – jeśli np. klika w komórce, albo poprawia makijaż?

Edukować a nie karać!

Uprzedzamy oczywiście głosy wszelkiej maści samochodowych aktywistów, którzy po wypadkach spowodowanych przez kierowców chcieliby się domagać wyższych kar dla kierowców nie szanujących pierwszeństwa przejazdu. To droga do nikąd. Wielu polskich ekspertów zapisało już mnóstwo kodu html na ten temat  – wiadomo, że kary nic nie dają. Prawdziwe rozwiązanie to „edukacja”!.

Ponieważ dorośli kierowcy wjeżdżają na STOP, czy czerwonym świetle w innych, trzeba jeszcze mocniej edukować grupy dzieci w wieku 5-6 lat. Może czas zastanowić się, czy same tradycyjne wizyty policjantów w przedszkolach i rymowanki o światłach i przejściach to nie za mało? Może należałby w końcu nakazać maluchom uczyć się na pamięć zadań testowych z egzaminu na prawo jazdy kategorii B?!

Święte krowy na zielonym!

Czas skończyć też w Polsce z faworyzowanem uczestników ruchu, którzy mają pierwszeństwo. Pozwalanie na bezrefleksyjne korzystanie z zielonego światła, kończy się zbyt wieloma tragediami! (co za dureń wymyślił w ogóle zielone światło?! Te przepisy trzeba natychmiast cofnąć”).

Zielone światła powodują jedyne nadmierne zaufanie do tego, że ma się „bezwzględne” pierwszeństwo. A przecież słowo „bezwzględne” w przypadku pierwszeństwa jest fuj i be! Od lat mówią to polskie autorytety BRD.

Zielone światło to też dodatkowy, niepotrzebny chaos. Przecież 99 proc. kierowców w Polsce musi ignorować zieloną strzałkę i jeździć normalnie, jakby tam nie trzeba było stawać. Po co utrzymywać tę niepotrzebną znakozę?!

Każdy kierowca jadący na zielonym powinien zatrzymać się, spojrzeć w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, w lewo, w prawo i jeszcze raz w prawo, a potem w lewo. I dopiero wówczas powinni ruszać. Tak wychowano nas, w dawnych latach, gdy jeszcze nie był samochodów i to działało!

To lewacka propaganda zmieniająca świat!

Niektórzy proponują, żeby zachowywać się w pełni zgodnie z oznakowaniem i kodeksem drogowym. To oczywiście ukryta lewacka propaganda zawleczona do polskich miast przez frustratów i nierobów, którzy przyjechali ze wsi się tu wymądrzać. W ten sposób realizują ukryty cel grupy trzymającej władzę na świecie, by pozbawić polskich kierowców ich tożsamości. Jeśli pozwolimy na odebranie nam naszych, tradycyjnych, uświęconych zasad: „jeszcze zdążę”, „ja tylko na chwilę”, „czego się kurwa gapisz”, kim się staniemy?!

WYJAŚNIENIE: To nie jest tekst na serio. To jest tekst żartobliwy, ironiczny. Jest to w zasadzie jasne, ale biorąc pod uwagę to, jak kierowcy rozumieją proste zasady na drogach, czujemy się w obowiązku dodać to wyjaśnienie tak samo, jak w USA w instrukcji do żelazka należy zaznaczać, iż nie można go włączyć do kontaktu a potem przytknąć do twarzy.

Reklama