Connect with us

Prawo

Przełomowy wyrok w Polsce: nie można zatrzymać prawa jazdy za samo zdjęcie z fotoradaru

Opublikowano

-

Fotoradar zarejestrował samochód przekraczający dopuszczalną prędkość w obszarze zabudowanym o 78 km/h. Po informacji z GITD prezydent Warszawy zatrzymał kierowcy prawo jazdy.  Ten właśnie ostatecznie wygrał w sądzie. Bo nie można ukarać kogoś, gdy służba nie udowodni, że to on prowadził. Ten wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego jeszcze bardziej rozmontuje słabo działający automatyczny nadzór nad kierowcami w Polsce
Fotoradar CANARD. Źródło: CANARD

Fotoradar CANARD. Źródło: CANARD

Naczelny Sąd Administracyjny 25 sierpnia wydał ważny wyrok dotyczący karania kierowców, którzy znacznie przekraczają prędkość w obszarze zabudowanym. Zgodnie z polskim prawem ten, kto jedzie w zabudowanym za szybko o ponad 50 km/h, traci prawo jazdy na 3 miesiące. Wyrok NSA pokazuje, że wcale nie tak automatycznie. I że sama informacja od GITD o zarejestrowaniu wykroczenia nie może być podstawą do zatrzymywania uprawnień kierowcom.

78 km/h za szybko

W listopadzie 2018 r. Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (jednostka GITD) zarejestrowało wykroczenie. W obszarze zabudowanym kierowca przekroczył dopuszczalną prędkość aż o 78 km/h. Za takie przekroczenia prędkości od 2015 r. kierowcy tracą prawo jazdy na trzy miesiące – Ustawa o kierujących pojazdami zobowiązuje „organ ewidencyjny” do zatrzymywania prawa jazdy w takich przypadkach.

29 kwietnia 2019 r. w tej sprawie GITD skierowało do Prezydenta ms. st. Warszawy informację o tym, że zarejestrowało takie naruszenie prawa. Służba w powiadomieniu zawarła zdjęcie z fotoradaru oraz informację o tym, że przeciwko kierowcy B.K. skierowała wniosek do sądu o jego ukaranie.

W związku z tym w maju 2019 r. Prezydent ms. st. Warszawy zatrzymał panu B.K. prawo jazdy na okres 3 miesięcy.

Informacja o wykroczeniu to nie dowód, że człowiek je popełnił

Kierowca odwołał się od decyzji o zatrzymaniu mu prawa jazdy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. B.K. wskazał, że to nie on w listopadzie 2018 r. kierował pojazdem. Zauważył, nie został jeszcze ukarany za wykroczenie, więc nie było podstawy do nałożenia na niego sankcji 3-miesięcznego zatrzymania uprawnień.
Zdaniem kierowcy prezydent mylnie zinterpretował prawo uznając, że podstawą do zatrzymania uprawnień jest sama informacja od GITD o przekroczeniu prędkości, a nie fakt rzeczywistego przekroczenia prędkości.
Wskazywał, że nie dokonano czynności dotyczących wyjaśnienia okoliczności faktycznych tej sprawy – wyczerpującego zebrania i rozpatrzenia materiału dowodowego.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze nie przychyliło się do argumentów B.K. Kierowca nie zgodził się z decyzją SKO i odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. I ten przyznał mu rację.

WSA uznał wprawdzie (na podstawie uchwały 7 sędziów NSA z 1 lipca 2019 r. sygn. akt I OPS 3/18), że organ wydający decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy w takich sprawach „nie prowadzi własnych ustaleń dotyczących rażącego przekroczenia prędkości”. Zauważył jednak, że NSA w tej uchwale nie zajmował się problemem ustalania sprawcy wykroczenia – bo dotyczyło to sytuacji, w której policja zatrzymuje sprawcę wykroczenia bezpośrednio na miejscu.

Naruszone prawo do sprawiedliwej procedury oraz zasada zaufania obywateli do państwa

WSA stwierdził, że zupełnie inaczej jest z informacją od GITD. Uznał, że pismo z tej służby „nie jest jednoznaczne i nie wskazuje, że ujawniono kierowanie przez skarżącego pojazdem z prędkością przekraczającą dopuszczalną o ponad 50 km/h na obszarze zabudowanym. Mowa jest jedynie o tym, że takie naruszenie ujawniono i że wobec skarżącego skierowano wniosek o ukaranie. Podstawą do sporządzenia tego pisma było zdjęcie z fotoradaru”.

Poprzestanie jedynie na takiej informacji w sprawie B.K. WSA ocenił jako naruszenie „prawo do sprawiedliwej procedury, w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji oraz z zasadę zaufania obywateli do państwa, która wywodzona jest z zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji)”,

Dlatego WSA nakazał organowi samorządowemu ponowne rozstrzygnięcie sprawy zatrzymania kierowcy uprawnień na 3 miesiące. Prezydent ms. st. Warszawy miał uzupełnić materiał dowodowy o okoliczności wskazania przez GITD pana B.K. jako kierującego. Krótko mówiąc – organ zatrzymujący prawo jazdy musi mieć najpierw dowód na to, że to B.K. prowadził pojazd w chwili popełnienia wykroczenia.

Naczelny Sąd Administracyjny pieczętuje takie rozumienie prawa

Samorządowe Kolegium Odwoławcze nie zgodziło się z wyrokiem sądu I instancji i zaskarżyło ten wyrok w całości składając skargę kasacyjną. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku wydanym 25 sierpnia 2021 r. uznał, że skarga nie jest zasadna i nie zasługuje na uwzględnienie.

NSA podzielił pogląd WSA w tej sprawie.

„(…) trzeba stwierdzić, że jakkolwiek zdjęcie z fotoradaru – bo tak w rozpatrywanej sprawie ujawniono popełnienie naruszenia prawa – wobec zidentyfikowania numerów rejestracyjnych pojazdu utrwalonych na obrazie tego zdjęcia uprawdopodabnia popełnienie wykroczenia przez daną osobę, a mianowicie właściciela pojazdu, to jednak zawsze osoba sprawcy wykroczenia powinna podlegać jednoznacznemu wskazaniu w przywołanej powyżej informacji inicjującej postępowanie w sprawie cofnięcia prawa jazdy, albowiem w chwili wykonania zdjęcia – co zasadnie podniósł Sąd I instancji – sprawca wykroczenia nie jest znany” – czytamy w wyroku.

Automatyczny system nadzoru kierowców coraz bardziej niewydolny

Wyrok NSA to kolejny gwóźdź do trumny automatycznego systemu nadzoru kierowców zarządzanego przez GITD. Wcześniej raport NIK wskazał, że system ten w praktyce działa wadliwie – służba nie jest w stanie egzekwować mandatów od kierowców (przedawniają się kary na setki milionów złotych), więc nie są oni dyscyplinowani na drodze – a to główne zadanie tego sytemu. Jego wpływ na poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach jest więc mocno ograniczony.

Wszystko miała zmienić nowelizacja, która pozwoli w trybie administracyjnym karać właścicieli pojazdów zarejestrowanych przez fotoradary, odcinkowe pomiary prędkości czy rejestratory przejazdu na czerwonym świetle. Taką nowelizację przygotowywano w Ministerstwie Infrastruktury. Według nieoficjalnych informacji brd24.pl pracę nad zmianą tego prawa miał kontrolować szef ITD Alvin Gajadhur.

W marcu tego roku – podczas VIII Krakowskich Dni BRD – Gajadhur powiedział publicznie, że projekt tej nowelizacji jest gotowy. Mimo tej deklaracji do dziś projekt nie został zaprezentowany ani przekazany choćby do konsultacji publicznych.

Łukasz Zboralski

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 25 sierpnia 2021 r. (II GSK 234/21)