Connect with us

Prawo

„Wchodzący pieszy” to człowiek na chodniku – wskazuje karnista, prof. Ryszard Stefański

Opublikowano

-

Kim jest „pieszy wchodzący” na przejście, któremu kierowca ma ustąpić? W tej sprawie głos zabrał karnista zajmujący się Prawem o ruchu drogowym, autor wielu komentarzy. Prof. Ryszard Stefański wyklucza, by za takiego pieszego uznawać wyłącznie kogoś przekraczającego krawężnik między chodnikiem a „zebrą”
Karnista prof. Ryszard Stefański Źródło: YouTube/Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego

Karnista prof. Ryszard Stefański Źródło: YouTube/Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego

Od ponad roku kierowcy w Polsce mają obowiązek ustępować pierwszeństwa nie tylko pieszym znajdującym się na przejściu, ale też tym, którzy dopiero na nie wchodzą. Część kierowców – ale i niektórzy biegli sądowi – nie potrafią pogodzić się z tą zmianą i wprowadzają zamęt w głowach kierowców sugerując, że pojęcie „pieszego wchodzącego” należy ograniczyć tylko do osoby przekraczającej granicę między chodnikiem a „zebrą”.

Z tym nie zgadzają się polscy karniści, którzy wskazują – tak, jak widzi to prawo na zachodzie Europy – że „pieszy wchodzący” to po prostu człowiek, który zamierza wejść na przejście dla pieszych. Taką interpretację przedstawił dr Mikołaj Małecki, karnista z UJ. I taką właśnie optykę przyjął już raz sąd w wyroku, który zapadł w Polsce. „Pieszego wchodzącego” jako tego, który zamierza wejść – i zamiar ten jest czytelny dla kierowcy – rozumieją również dr Szymon Tarapata, wykładowca prawa karnego z UJ czy były sędzia, a obecnie unijny komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski.

Nad interpretacją „pieszego wchodzącego” pochylił się również prof. Ryszard Stefański, były zastępca Prokuratora Generalnego, autor wielu komentarzy do Prawa o ruchu drogowym, kierownik Katedry Prawa Karnego Uczelni Łazarskiego. Swoją interpretację przedstawił na łamach czasopisma „Paragraf na drodze” w artykule „Obowiązki kierujących pojazdami i pieszych przechodzących przez przejście dla pieszych po nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym”.

„Wchodzenie na przejście nie ogranicza się do wykonania jednego kroku”

Prof. Stefański krytykuje podawaną m.in. przez biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych Piotra Krzemienia tezę, jakoby za „pieszego wchodzącego” można uznawać jedynie człowieka przekraczającego granicę między chodnikiem a przejściem. Karnista wskazuje, że taka interpretacja zaprzeczałaby sensowi wprowadzonej w Polsce zmiany oraz naruszałaby zakaz interpretowania przepisów prawnych tak, by ich pewne fragmenty okazały się zbędne.

” (…) Słusznie w piśmiennictwie zauważa się, że wchodzenie na przejście nie ogranicza się w praktyce do wykonania jednego kroku, decydującego o tym, że z przestrzeni chodnika pieszy przenosi się jedną nogą w przestrzeń nad obszarem jezdni. Takie rozumienie tego pojęcia powodowałoby, że zwrot „pieszy wchodzący” byłby zbędny, co naruszałoby zakaz intepretowania przepisów prawnych tak, by pewne ich fragmenty okazały się zbędne (zakaz wykładni per non est). Byłoby to także sprzeczne z ratio legis art. 13 ust.1a p.r.d., którego celem jest zapewnienie daleko idącej ochrony pieszemu. Ponadto dla kierującego pojazdem zbliżającego się do przejścia dla pieszych, dostrzeżenie momentu oderwania od podłoża nogi pieszego, biorąc pod uwagę dynamikę sytuacji, byłoby często trudne lub wręcz niemożliwe, a nie można wymagać od kierującego, by dostosował się do normy, której nie jest w stanie spełnić” – tłumaczy prof. Stefański.

Jak daleko od przejścia to „wchodzący”?

Prof. Ryszard Stefański jasno stwierdza zatem, że „pieszy wchodzący” – do którego przepuszczenia na przejściu powinien przygotowywać się kierowca dojeżdżający do „zebry” – to pieszy znajdujący się jeszcze na chodniku. Uważa, że to pieszy znajdujący się w odległości ok. 1,5 od przejścia.

„Uwzględniając znaczenie językowe czasownika >>wchodzić<< należy przyjąć, że wchodzącym na przejście dla pieszych jest pieszy znajdujący się poza przejściem, tj. na chodniku lub poboczu, który zaraz wkroczy na przejście. Ma być blisko przejścia dla pieszych; orientacyjnie może wchodzić w grę odległość w granicach do 1,5 m. Poza tym jego zachowanie musi wskazywać, że rzeczywiście przemieszcza się na przejście dla pieszych i za moment znajdzie się na nim, np. wykonuje kroki, by na nie wejść, ale jeszcze nie postawił na nim nogi” – pisze prof. Stefański.

Zdaniem karnisty za wchodzącego nie można uznać osoby, która zamierza wejść na przejście, ale „znajduje się kilka metrów przed przejściem, bowiem zrealizowanie tego zamiaru nie jest możliwe w danej chwili”. W innym miejscu analizy prof. Stefański zauważa, że zbyt szerokim byłoby ujmowanie pieszego za „wchodzącego”, gdy znajdować może się „nawet 5 metrów od jezdni”.

Takim określeniem odległości na chodniku, w której można uznawać pieszego za „wchodzącego” karnista przypadkowo prawie dokładnie zbliżył się do tego, co orzecznictwo niemieckich sądów latami wypracowało wobec pojęcia „pieszego zamierzającego przejść”. Niemcy bowiem narzucają prawny obowiązek kierowcom umożliwienia przejścia przez przejście, gdy piesi „pokazują w sposób zauważalny zamiar skorzystania z przejścia”. Niemieckie orzecznictwo przyjęło, że ochrona prawna pieszych dotyczy tych, którzy w zauważalny sposób zamierzają przejść i znajdują się „co najmniej cztery metry od przejścia, lecz nie więcej niż sześć do ośmiu metrów wzdłuż przejścia” (Raport Krajowej Rady BRD o przepisach ws. pieszych w krajach UE, 2014 r.).

To nie zamiar, ale jednak zamiar?

Analiza prof. Stefańskiego w jednym miejscu przestaje być spójna. Karnista bowiem odżegnuje się od – wydaje się najrozsądniejszej – interpretacji, która za „wchodzącego pieszego” uznaje wzorem wielu krajów UE po prostu pieszego, który ma widoczny dla kierowcy zamiar wejścia na przejście.

„Ze znaczenia językowego czasownika >>wchodzić<< wynika, że zachowanie pieszego jest intencjonalne; jego celem jest przejście jezdni po przejściu dla pieszych. Warunkowanie jednak przyznania statusu pieszego wchodzącego na przejście dla pieszych od jego zamiaru, prowadziłoby w wielu wypadkach do niemożności wykazania, że z zachowania pieszego wynikał taki zamiar, a tym samym byłby niezasadnie pozbawiony wzmożonej ochrony. Trafnie w literaturze przyjmuje się, że chodzi obiektywne odczytanie zachowania pieszego jako zmierzają- cego do przejścia przez jezdnię, a tym samym wchodzącym na przejście jest zarówno ten, kto ma zamiar przejść po przejściu, jak i ten, kto zapatrzył się w telefon i nie widzi, że chodnik, po którym idzie, kończy się przejściem. Niezrozumiałe byłoby odmienne traktowanie w aspekcie prawnej ochrony osoby wchodzącej na przejście dla pieszych z takim zamiarem od tej, która czyni to niechcący” – twierdzi karnista.

Wydaje się, że profesor Stefański wpadł tu w pewną pułapkę. Uznał bowiem, zupełnie niesłusznie, że „zamiar” pieszego to jego wewnętrzne przekonanie, intencja dokonania czynu. To nieporozumienie. „Zamiar” pieszego należy rozumieć tak, jak od dekad rozumie to orzecznictwo innych europejskich krajów – jako zamiar widoczny dla kierowcy. A więc nie może to być wewnętrzne zdecydowanie do wejścia na przejście, tylko zespół zachowań pieszego ten zamiar wyrażający.

Ten błąd profesora Stefańskiego powoduje, że odcinając się od uznania „zamiaru” jako wyznacznika pieszego „wchodzącego” we własnej interpretacji w zasadzie wskazuje na człowieka mającego zamiar wejść na przejście. Bowiem określając odległość, w jakiej na chodniku należy uznać pieszego za „wchodzącego”, karnista jednocześnie wskazuje na człowieka, który uwidacznia kierowcy swój zamiar: „jego zachowanie musi wskazywać, że rzeczywiście przemieszcza się na przejście dla pieszych i za moment znajdzie się na nim”.

Z kolei w innym miejscu, w którym prof. Stefański dowodzi, że odległość 5 m od chodnika byłaby za duża, by uznawać pieszego za wchodzącego, w zasadzie uznaje za wchodzącego tego, który zbliża się do przejścia z zamiarem jego przekroczenia: „Argumentuje się, że skoro zakaz korzystania z telefonu obowiązuje także podczas >>wchodzenia<< na przejście, sensownie jest wymagać, by obejmował proces wchodzenia, polegający na zbliżaniu się do danego przejścia, gdyż pieszy zawczasu powinien ocenić, czy może bezpiecznie przejść przez jezdnię. Wymaganie, by osoba zamierzająca przejść przez przejście dla pieszych, nie korzystała z telefonu w odległości 5 m od przejścia jest zbyt daleko idące, ponieważ na tym etapie nie stwarza ona żadnego zagrożenia, gdyż może zaniechać korzystania z niego przed samym przejściem” – czytamy w analizie.

Łukasz Zboralski